Wczoraj z wrażenia nie mogłam nic napisać- dlatego dopiero dziś próbuję podzielić się z Wami tym co czuję po wczorajszym „otwarciu”. Przede wszystkim niesamowitą radość i entuzjazm, bo udało nam się spełnić nasze marzenie, wcielić ideę, przejść od słów do czynów itp. To ogromna satysfakcja.
Ale najbardziej cieszy to, że nie piszemy wyłącznie dla własnej satysfakcji i ku własnej uciesze jedynie.
Najpiękniejszym momentem był ten, gdy przekonałyśmy się, że Ktoś ( czyli Wy:))) naprawdę to przeczytał, odebrał i do tego podzielił się swoimi wrażeniami. Dziękujemy za każde serdeczne słowo, bo jest dowodem na to, że „pozytywna energia” ( nie lubię tego nadużywanego sformułowania, ale w tym przypadku trudno inaczej to nazwać), którą Wam wysyłamy trafia do Was, a następnie wraca do nas z taką siłą.
Na wczorajszym otwarciu- naszej kameralnej konferencji prasowej, na którą zaprosiłyśmy zaprzyjaźnionych dziennikarzy też poczułyśmy dużo życzliwości i entuzjazmu.
To był cudowny dzień. Nasze przyjaciółki pomogły nam urządzić się w Kuchni Spotkań, prawie wszyscy zaproszeni dotarli, to co przygotowałyśmy ( zrealizowałyśmy ambitny plan, aby samodzielnie przygotować poczęstunek bez kupowania gotowców i bez wsparcia firm cateringowych) smakowało.

Wpadł do nas też Mateusz Motyczyński, mój przyjaciel, który na co dzień jest dyrektorem generalnym w firmie Lilou, a „po godzinach” robi przepiękne zdjęcia. Nie dość, że po przyjacielsku zrobił nam piękne portrety na naszego bloga, to jeszcze wczoraj obdarował nas ślicznymi bransoletkami Lilou- będziemy traktowały je jako talizmany:)).

Była też Kasia Madey- nasza koleżanka z klasy, a jednocześnie koleżanka z pracy Ani ( też dziennikarka), a do tego szwagierka innej naszej koleżanki z klasy- mojej serdecznej, cudownej przyjaciółki Madziusi. ( Można za tym nadążyć?- Powiązania jak w argentyńskim serialu;)).
Madziusia wpadła przed pracą, przyniosła kwiaty, pomogła nam rozłożyć wszystko na stołach, uściskała nas i pobiegła.

Ewunia była z nami cały czas i oprócz tego, że pomagała w serwisie cateringowym, robiła także serwis fotograficzny. Ewunia zresztą zawsze jest niezawodna- gdy była studentką pomagała mi bardzo przy starszym synku, gdy był mały. Zaprzyjaźniłyśmy się i teraz mimo, że Ewa dużo pracuje mogę zawsze na nią liczyć.
Moja sąsiadka Dorota, która bardzo wspiera ideę naszego bloga zamieściła mini relację z naszej prezentacji na moim profilu FB.
Teraz siedzę przy herbacie, dojadam wczorajszy sernik i myślę sobie z radością o tym, ile cudownych i życzliwych osób nas otacza. I jak bardzo budujące jest to, że można liczyć na ich wsparcie i entuzjazm.

Magdalena

3 thoughts on “Dla Was i dla nas…

  1. To było fantastyczne spotkanie, poczułam się, jak gdyby matura była wczoraj:) Przed oczami stanął mi pewien czarny sweter, Ania, pamiętasz? Miałaś taki, w rozmiarze, dziś powiedziałoby się, że to oversize, a ja Ci go tak zazdrościłam, że w końcu uległaś i zabrałaś mnie na jakiś targ na drugim końcu Warszawy i kupiłam sobie taki sam:) Nosiłam go lata, zdarł się chyba, lub raczej, rozpadł się na mnie, dopiero na studiach:) Magdalena, a pamiętasz, jak walczyłyśmy z przetłuszczającymi się włosami?:) I wszystkie praktykowałyśmy Twoją metodę z pianą z białka nakładaną u nasady, która cudownie usztywniała fryzurę?:) No, a nasza Madzia znała adresy wszystkich fajnych second handów w okolicy liceum i razem robiłyśmy najlepsze zakupy – z kieszonkowego;) Inna sprawa, że bardziej zapamiętałam, jak wchodziła do klasy – najpierw pojawiała się burza loków, a potem dopiero wchodziła reszta, niewielkiego wzrostu:))) Fajnie było Was zobaczyć, ściskam:)

    1. Cieszę się, że pewne rzeczy, wspomnienia, wartości przetrwały. Niezależnie od tego, ile zmian wydarzyło się dookoła. Dzięki, Kasia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *