Biegniemy przez życie, czasami jest to bieg z przeszkodami, ale rzadko zadajemy sobie pytanie – czy naprawdę chcemy tak gnać? Ciągle zerkamy na zegarek, śpieszymy się, jesteśmy spóźnieni. Czas jest najbardziej luksusowym towarem. Ale to od nas zależy, czy sobie na ten luksus, przynajmniej czasami, pozwolimy. Podczas przyjęcia imieninowego mojego taty, o którym tak fantastycznie napisała Magdalena, rozmawiałam z moim wujkiem i jednocześnie chrzestnym. Ma 87 lat, jest w doskonałej formie, do zeszłego roku jeszcze pracował, jest konstruktorem pierwszego polskiego aparatu do EKG. Wujek powiedział coś, co zapadło mi w pamięć, a mianowicie, że w pewnym wieku zaczynamy żyć głównie przeżyciami i wspomnieniami. Jestem o połowę od niego młodsza, ale dokładnie czuję, że nadchodzi ten moment, gdy życie pracą, nieustającym ruchem, migotliwym życiem, przestaje mi wystarczać.

Razem z Magdaleną wcześnie zaczęłyśmy pracować, miałyśmy po dwadzieścia lat. To wielkie szczęście, że dorastałyśmy w czasach, gdy otwierały się nowe możliwości – powstawały duże firmy medialne, nowe telewizje, seriale, prywatne teatry. Uznałyśmy wtedy, że trzeba tę szansę wykorzystać, pracowałyśmy po kilkanaście godzin na dobę, potem biegłyśmy jeszcze na studia. Nie wiem, czy to ten styl życia, czy jakiś wrodzony rys charakteru sprawiły, że doszła we mnie do głosu natura foksteriera, który uważa, że musi pobiec za każdą rzuconą piłką (to doskonałe porównanie wymyśliła moja przyjaciółka Beata). Każde wyzwanie przyjmowałam z entuzjazmem, podejmowałam się nowych zadań, zdobywałam doświadczenia, szkoda było mi wtedy życia na siedzenie w domu.

Teraz coraz częściej zadaję sobie pytanie – gdzie jest życie? Co lubię robić? Kiedy czuję się sobą? I wiecie co? To wcale nie są te momenty, gdy pędzę z jednych zajęć do drugich, gdy wewnętrzne poczucie obowiązku nie pozwala mi nic odpuścić. Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że najbardziej lubię te leniwe poranki, które niepostrzeżenie przechodzą w popołudnia bez towarzyszących im wyrzutów sumienia, że nie zrobiłam nic konkretnego. Lubię chodzić po lesie bez celu, usiąść w kawiarni na kawę i nie patrzeć na zegarek. Coraz częściej potrzebuję nic nierobienia na kanapie, kiedy mogę usłyszeć własne myśli i uczucia.

Przyjemność z uważnego bycia w domu, z przyjaciółmi, z rodziną odkryłam w zeszłe wakacje. Moje życie zawodowe tak się wtedy potoczyło, że zupełnie niespodziewanie nie pracowałam cały sierpień. Miałam czas na nieśpieszność, na lenistwo, na bycie uważną. I odkryłam, że ten brak pośpiechu daje mi wolność, możliwość wyboru, ale daje też tolerancję dla wolności i niezależności innych.

Uwielbiam te momenty życia poza czasem i jeśli czasami marzę o wygranej w Lotto (niedużo, wystarczą mi dwa miliony :)) to właśnie po to, by móc się na dłużej zatrzymywać. Zagapić się na kroplę wody na gałęzi i słuchać uważnie tego, co chce mi powiedzieć córka. Móc głaskać kota tyle, ile potrzebuje i siedzieć ze znajomymi przy stole bez tykającego w głowie zegara, że następnego dnia trzeba wstać do kolejnych obowiązków.

 

Niestety większość z nas nie wygra w Lotto, ale i bez tego można coś dla siebie zrobić. Ja zaczęłam od tego, że staram się wygospodarować jeden dzień w tygodniu, najczęściej w weekend, kiedy nie pracuję zawodowo, nie zmuszam się do robienia czegokolwiek na co nie mam ochoty. Jeśli czuję, że uszczęśliwi mnie wystawny obiad, gotuję go, a jeśli mam „odrzut” od kuchni, robię coś bardzo prostego np. rybę pieczoną w piekarniku z bagietką i sałatą (może być gotowa mieszanka sałat, raz na jakiś czas nie zaszkodzi). Wizja tego jednego leniwego dnia w tygodniu, który będzie „poza czasem” daje mi siłę na kolejne dni.

I jeszcze jedno, nie karzę się już za chwilę zagapienia, zamyślenia. Nie poganiam, nie przyśpieszam, nie jestem głosem w swojej głowie, który mówi: trzeba, trzeba, trzeba. Daje też sobie prawo do odpuszczania różnych wyzwań, nie muszę już biec za każdą rzuconą piłką.

Ania

6 thoughts on “Poza czasem

  1. A dla mnie takim MINDFULNESS, bo przecież właśnie o tym, Aniu napisałaś, jest chwila na NIEBONIEBO😉 Dziękuję, miło się Was czyta, miło się myśli w Waszym towarzystwie, Dziewczyny.

  2. Od pierwszego „przeczytania” zakochałam się w tym blogu 🙂 jest w nim coś magicznego….Przeczytałam od deski do deski i czekam na następne wpisy. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za miłą chwilę wytchnienia z Wami.

  3. Tak czytam ten tekst napisany przez Panią i tak mi się wydaję, że to chyba taka kolej rzeczy, że jak ma się dwadzieścia kilka lat to właśnie żeby być na Pani miejscu później i być bardziej świadomą siebie, to trzeba właśnie doświadczać i zapracować sobie na to co potem. Żeby mieć fajną pracę, wiedzieć co chcemy robić w życiu, przyjaciół, rodzinę, nic samo nie przyjdzie. Nad wszytskim trzeba pracować i pielęgnować. Choć i tak jest już lepiej wszędzie słyszy się teraz właśnie, że odpoczynek jest ważny, zdrowie, w mediach gazetach, internecie pełno tego typu artykułów, porad, programów.

    Pozdrawiam i trzymam kciuki za niebo 🙂
    Martyna

    1. Ma Pani rację, każdy wiek rządzi się swoimi prawami. Ważne jest to, żeby być czujnym na to, kiedy zachodzą w nas zmiany, nie chodzić utartymi koleinami i co jakiś czas pytać samą siebie – czego potrzebuję. Pozdrawiam i bardzo dziękuję 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *