Często jestem pytana o pielęgnację skóry. Nie jestem specjalistką w tej dziedzinie, ale z racji swojego zawodu muszę szczególnie dbać o cerę, bo twarz jest moim narzędziem pracy. 

Każda skóra jest inna i wymaga innej pielęgnacji – to oczywiste. Ale jest kilka żelaznych zasad, które dotyczą każdej kobiety niezależnie od rodzaju cery.

Żeby Was nie zanudzić podzielę ten temat na kilka zagadnień. Poza oczywistymi, choć dla niektórych z nas trudno wykonalnymi zadaniami jak picie minimum 2 litrów wody, ograniczenie kawy (męka), wysypianie się (kiedy?), unikanie używek, zwłaszcza nikotyny, niezmiernie ważne jest odpowiednie mycie twarzy i demakijaż. I o tym chcę dziś pisać.

Nawet jeśli nie malujemy się na co dzień, musimy dokładnie usunąć ze skóry trud i brud całego dnia. Jeśli nie używałyśmy make-upu, wystarczy przetrzeć skórę mleczkiem i płynem micelarnym. Polecam może nieco mniej ekonomiczny, ale bezpieczniejszy sposób oczyszczania twarzy mleczkiem. Aby uniknąć rozciągania skóry, które przyśpiesza pojawienie się zmarszczek, zamiast nasączać płatek mleczkiem wylejmy trochę mleczka w zagłębienie dłoni, ogrzejmy je, rozprowadźmy je po całej twarzy i chwilę pozostawmy. W tym czasie możemy umyć zęby. Następnie delikatnie usuńmy mleczko dużym płatkiem do demakijażu, cienką i miękką  chusteczką jednorazową lub  miękką rękawicą przeznaczoną do usuwania makijażu. Można ją kupić w większości drogerii. Rękawicę można wypłukać w ciepłej wodzie i ponownie przetrzeć nią twarz. Następnie suchą twarz przemywamy wacikiem nasączonym płynem micelarnym.

Jeśli podobnie jak ja dość często się malujecie, warto poświęcić trochę czasu na porządny demakijaż. (Zasnąć w make upie lub z niewystarczająco dobrze umytą twarzą to coś, czego nie powinnyśmy sobie fundować;-)!)

Chciałabym polecić Wam produkt, bez którego jest mi trudno wyobrazić sobie ten codzienny rytuał, czyli tak zwany (przeze mnie i moje koleżanki;) „smalec”. Rzecz niezawodna w pierwszej fazie demakijażu – rozpuszcza mascarę i fluid, zbiera wszystkie brudy z fantastycznym poślizgiem – dzięki temu nie musimy rozciągać skóry. Ten cudowny wynalazek poznałam w teatrze, gdzie jak wiadomo, zdarza nam się nakładać wielowarstwową „tapetę”, którą naprawdę trudno potem usunąć bez szkody dla skóry. Na wyposażeniu każdej szanującej się teatralnej garderoby stoi duże plastikowe opakowanie „smalcu”, który wygląda trochę jak biała wazelina i pewnie jest czymś podobnym. Smarujemy nim całą twarz, z powiekami włącznie, nakładając go także na rzęsy bez obaw, że będą nas szczypały oczy. (Najwyżej możemy mieć wrażenie nieostrego widzenia, gdy zatłuści nam się gałka oczna – uczucie podobne jak przy usuwaniu tuszu do rzęs płynem dwufazowym).

W teatrze zawsze używamy profesjonalnego „smalcu” firmy Kryolan produkującej wyłącznie kosmetyki teatralne. Jest bardzo dobry i ekonomiczny, ale dostępny tylko w sklepie firmowym, w sklepach internetowych pod hasłem „Abschminke”.

Na rynku dostępne są też inne tego typu produkty – wypróbowałam Camomile sumptuous cleansing butter z Body Shopu, dobry i nawet wydajny, ale niestety dość drogi jak na produkt, który „tylko” zmywa makijaż.

Nasza kochana garderobiana Wiesia zamiast rękawiczek do demakijażu dawała nam pociętą, zmoczoną ciepłą wodą i wyciśniętą pieluchę flanelową lub miękką tetrę zmoczoną ciepłą wodą i wyciśniętą, którą szybko i sprawnie pozbywałyśmy się zaskorupiałej tapety.

Ale to, jak już powiedziałam, pierwsza faza. Potem zmywam twarz mleczkiem albo jakąś pianką do mycia twarzy lub po prostu żelem i wodą, a następnie dokładnie przecieram płynem micelarnym. Aby dokładnie pozbyć się resztek makijażu z oczu i ust najchętniej używam płynów dwufazowych – według mnie są najskuteczniejsze. Teraz nie będę polecać konkretnych marek – sama lubię testować nowości i zmieniać kosmetyki, choć są takie, do których często wracam. To, na co każdorazowo zwracam uwagę, to to, aby nie zawierały parabenów. Jeśli nie mają etykiety „paraben free”, patrzę na skład na etykiecie i sprawdzam, czy  są w nim zawarte parabeny lub trzyliterowy napis PEG. Jeśli są, najczęściej natychmiast odkładam je na półkę, choć przyznam się, że zdarza mi się odstępstwo, gdy dany produkt urzeknie mnie zapachem lub konsystencją. Staram się też wybierać te marki kosmetyczne, które nie testują swoich produktów na zwierzętach.

Gdy już dobrze oczyścimy skórę, pora na odpowiednie nawilżanie, ale o tym w kolejnym odcinku:)).

4 thoughts on “O pielęgnacji, część 1

  1. Rzeczowe, kontretne rady „praktyczki” pardon😉 choć na początku przeczytałam tytuł jako ZERO pielęgnacji, i już się ucieszyłam, że można być taką ładną jak pani Magda bez wysiłku. Ech… Idę do spożywczaka po smalec😉😉😉

    1. Rozbawiła mnie Pani! Dziękuję za sympatyczny komentarz:))! Miłej niedzieli:))
      Magdalena nieboniebo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *