W mojej pracy lubię to, że mnie zaskakuje (i na szczęście nie zawsze chodzi o to, że kolejny raz muszę się mierzyć z szukaniem zatrudnienia). Stawia mnie w sytuacjach które sprawiają, że szare komórki znów szybciej muszą krążyć.

Dwa ostatnie dni spędziłam na kongresie kadry – imprezie dedykowanej działom HR. Pierwszego dnia wysłuchałam trzech wystąpień. Pierwsze z nich wygłosił pełen energii, dowcipu i luzu Yuri Drabent przedstawiony jako jedna z najpopularniejszych postaci polskiego marketingu, ze szczególnym uwzględnieniem social media marketing. Jego wystąpienie ewidentnie rozkręciło salę. Wszyscy żywo reagowali na to, co mówił, a potem równie żywo o tym dyskutowali. A co mówił? Przede wszystkim to, że świat zmienia się teraz w tempie, w jakim nie zmieniał się nigdy wcześniej. Cyfryzacja, internet, coraz tańsza i coraz doskonalsza elektronika sprawiają, że zmiany w tym obszarze dzieją się każdego dnia. Przytoczył przykład firmy produkującej lody (nie chciał zdradzić jej nazwy), która już zaangażowała się w projekt, w ramach którego do każdego patyczka w lodzie będzie montowany mikrochip. Po co? Po to, aby producent wiedział w jaki sposób, w jakim tempie, gdzie i o jakiej porze pochłaniane są jego lody. Dzięki temu kolejne reklamy będą kierowane dokładnie do tych konsumentów, do których powinny trafić i w taki sposób, że sprzedaż poszybuje w górę. Bo przecież o to chodzi w byciu producentem – trzeba zarabiać na tym, co się robi. Można się domyślić, że gdy firma lodziarska przetrze szlaki w ślad za nią pójdą inni producenci, którzy również będą montowali mikrochipy do swoich produktów. Potem Yuri powiedział coś, co mnie zszokowało i zadziwiło (nie wiedziałam!), na swoje usprawiedliwienie mam to, że nie tylko mnie! Otóż wszystkie komputery, które były zaangażowane w lot Apollo 11 na Księżyc w 1969 roku były 120 tysięcy razy słabsze niż iphone 6! Mój mąż powiedział mi potem, gdy nadmiernie się tym ekscytowałam: przecież to wiadomo! I dodał: Ale różnica jest taka, że iphone nie poleciałby na Księżyc, przestałby działać, zanim by tam doleciał.

No cóż wyszłam z tamtej prelekcji nieco podłamana – sztuczna inteligencja lepiej diagnozuje pacjentów niż najlepsi lekarze na świecie, sztuczna inteligencja lepiej pisze newsy niż najbystrzejsi dziennikarze, a nawet – sztuczna inteligencja zajęła drugie miejsce w konkursie literackim, w którym trzeba było napisać romans! Wychodząc z sali pomyślałam sobie, że nawet upokorzona tymi słowami muszę przyznać wyższość sztucznej inteligencji nad moim ludzkim konstruktem, bo ona, w przeciwieństwie do mnie nie poczułaby się dotknięta tym wszystkim co usłyszała, nie byłoby jej przykro, nie byłaby wku…na, nie ciskałaby przekleństwami, nie uroniłaby łzy i w ogóle oddaliłaby się do innych zadań ku chwale coraz bardziej sfrustrowanej ludzkości.

Kolejnym prelegentem był Sebastian Kawa, jedenastokrotny mistrz świata w szybownictwie, a przy okazji lekarz (nie zapytałam go, czy czuje się zagrożony przez sztuczną inteligencję, sic!), który opowiedział nam o swojej pasji do latania. To, że startuje w większości zawodów szybowcowych i je wygrywa zdawało się nie robić na nim wielkiego wrażenia, choć opowiadał o tym z dumą. Ale kiedy pokazywał film z dziewiczego lotu szybowcem nad Himalajami miał ten błysk w oku, te emocje w głosie, pasję w gestykulacji… Ale przecież sztuczna inteligencja też umiałaby pewnie polecieć, zrobić zdjęcia znad Annapurny, nakręcić film i przywieźć go ludziom…

Byłam bliska najgorszych myśli, gdy na scenę wskoczył Jurek Owsiak. Dżinsy, koszulka, marynarka, traperskie buty i cała scena jego. Wykład nosił tytuł „Działaj i idź przed siebie”. No i poszedł! Jak to Owsiak, gestykulacja, obrazowa pełna emocji opowieść, po piętnastu minutach miałam ochotę wskoczyć na scenę i powiedzieć: rzucam wszystko i idę robić to co Ty, bo to musi być najbardziej zaj…a rzecz na świecie! Opowiadał o tym, jak zaczęła się historia Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. A było to tak, że usłyszał w telewizji rozmowę Alicji Resich-Modlińskiej z dwoma kardiochirurgami, którzy prosili widzów o wsparcie finansowe na zakup płucoserca, bo dzięki niemu mogliby operować ciężko chore dzieci. Owsiak powiedział, że ujęło go to, że ci dwaj poważni lekarze mówią zrozumiałym dla niego językiem i dzięki temu pokumał o co chodzi z tym płucosercem! Postanowił pomóc i opowiedział o akcji zbierania pieniędzy w swojej audycji w radiowej Trójce. I, o dziwo, słuchacze zaczęli jemu, Owsiakowi, przysyłać te pieniądze na adres radia. Potem było szereg przeszkód, zbiegów okoliczności, przypadków. Jak choćby ten, z którego zrodziła się tradycja, że Wielki Finał jest zawsze zimą. Owsiak, gdy już wymyślił to, by dla darczyńców zorganizować koncert, poszedł z tym pomysłem do TVP i usłyszał: ale latem wszystkie wozy transmisyjne są zajęte. A kiedy są wolne? – zapytał. Zimą – odpowiedzieli. No, to finał będzie zimą! Podobno teraz spece od marketingu gratulują mu tego doskonałego, przewrotnego pomysłu i pytają jak na to wpadł! O tym, co się dzieje z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy doskonale wiemy. Jest ewenementem na skalę światową, a Owsiak został zgłoszony jako kandydat do Pokojowej Nagrody Nobla. Nie tylko za to, że od dwudziestu pięciu lat wyposaża szpitale w najlepszy sprzęt i aparaturę, ale również za to, że stworzył jeden z największych w Europie festiwali muzycznych, na który przyjeżdża pół miliona ludzi z całego świata, o różnych poglądach, wyglądzie, filozofii życiowej i zgodnie, pokojowo się bawi. Owsiak powiedział, że wszystkim mówi jedno – jeśli nie możesz dobrze się bawić, nie podoba ci się tutaj, ok, nie ma sprawy, ale nie psuj zabawy innym, idź tam, gdzie się będziesz dobrze czuł.

Zobaczyłam w tych słowach pewną nadzieję dla siebie. Ale co zrobić, gdzie uciec? Stephen Hawking powiedział ostatnio, że zostało nam około stu lat, by przystosować inną planetę do potrzeb ludzkiej egzystencji i uciec z Ziemi, którą kompletnie wyeksploatujemy. Ale gdzie uciec? I jak? Przecież nie iphonem, który tego nie wytrzyma, co uprzejmie uświadomił mi mąż 🙂

Może więc udać się na emigrację wewnętrzną? Przecież nawet przy najbardziej zaawansowanej technologii 143 lat raczej nie dożyję. Miałam w głowie pełen mętlik, dziesiątki emocji dochodziły do głosu i się przekrzykiwały. Wtedy też do mnie dotarło, że to właśnie emocje sprawiają, że sztuczna inteligencja jest ciągle kilka kroków za nami, a może obok nas? Ok, miałam też przez chwilę przed oczami obraz z filmu „Wall-E” – słodkiego robocika sprzątającego Ziemię po bałaganie zostawionym przez ludzi, który zakochał się w pięknej i nowoczesnej pannie robot EVE. Ale hello, to przecież bajka! Póki co, to my ludzie potrafimy opisywać uczucia, mówić o nich, wyczuwać je u innych (i uczciwie w tym miejscu przyznajmy, że zwierzęta też są niezłe w te klocki). Dokąd zabrnie ta rewolucja technologiczna, w której mniej lub bardziej świadomie uczestniczymy? Nie wiem, ale wyobraziłam sobie mikrochipy wmontowane w prezerwatywy lub wibratory. I naprawdę zrobiło mi się słabo!

Ania

  • tytuł tego posta nieprzypadkowo nawiązuje do tytułu genialnej książki Johna Steinbecka „Myszy i ludzie”. Warto po nią znów sięgnąć właśnie teraz, gdy w świecie maszyn gubią się czasem podstawowe wartości. Ekranizacje tej powieści też są godne polecenia, choć ja lubię najbardziej tę, w której Lenniego gra John Malkovich.

9 thoughts on “Maszyny i ludzie

  1. Sztuczna inteligencja wyprana z emocji..Zaprogramowani z gory ludzie, ktorzy nie placza na flmach, nie wzrusza ich codziennosc, nie boli, nie dotyka nic..To ja jestem starej, przedpotopowej daty i tak nie chce, nie umiem. Jestem jedna wielka emocja i zywo reaguje na swiat. To moja sila i moja slabosc, ale nie chcialabym sie jej wyrzec w imie technologii..Swietny tekst, Magda. Brawo!

  2. Tekst odzwierciedla jeden do jednego cały mój weltschmerz. A propos Steinbecka, poszukiwałam ostatnio „Gron gniewu”, muszę jeszcze rozszerzyć poszukiwania o „Ludzi i myszy”. Dzięki Ania.

  3. Jakoś nie przeraża mnie świat, w którym maszyny wykonują niezbyt ciekawe powtarzalne zajęcia zamiast ludzi, aby ci ostatni mogli w pełni wykorzystać swój twórczy potencjał i podnosić gatunek człowieczy na jeszcze wyższe poziomy empatii, kultury, prawdy.
    Wyobraźcie sobie świat wolny od głodu, edukację na wysokim poziomie w każdym zakątku globu, lokalne społeczności, które mają dla siebie czas i serce, wynalazki nie tylko w dziedzinie materii, jak medycyna, inżynieria, IT, ale też w dziedzinie życia, no właśnie życia wolnego od przymusu w jakiejkolwiek postaci. Wyobrażam sobie, że ten świat siłą rzeczy zacząłby polegać trochę właśnie na rzeczonej emigracji wewnętrznej, bo każdy człowiek potencjalnie byłby barwną osobowością, w której wnętrzu kryłyby się wartości wystarczające, żeby uczynić człowieka spełnionym. To wszystko oczywiście odbywałoby się w pewnym kontinuum – w kontakcie z myślą ludzką od zarania, aż po przyszłość. Najpierw futurologia, potem inżynieria (też społeczna choć w szczęśliwszym wydaniu), radość z dokonań, lub działanie dla samego procesu, a nie dla efektu. Wolność i tworzenie. _ Rozmarzyłam się i nie wiem, czy nie wypadłam z tematu. Jeśli tak to przepraszam.

    A temu Hawkingowi tak średnio wierzę, jakoś właśnie na poziomie emocji i intuicji uważam, że te jego sto lat to nie jest prawda. Człowiek w naturze raczej nie ma syndromu Tanatosa. Chyba, że sobie wmówi 😉 Raczej afirmuje życie i tym się kieruje w swoich wyborach. Oczywiście na pewnym etapie, kiedy nie musi walczyć, wszelkimi dostępnymi metodami, o przetrwanie biologiczne .

    1. Wydaje mi się, że bardzo idealistycznie Pani patrzy w przyszłość. To bardzo piękne, jednak nasza historia i obecna rzeczywistość pokazują, że świat nie jest miejscem idealnym. I nie sądzę, że wynika to tylko z tego, że musimy pracować i wykonywać nudne i powtarzalne zadania. Wręcz przeciwnie, mam dziwne przekonanie, że społeczeństwa potrafiące skupiać się na codzienności, powtarzalnej, żmudnej i nie generującej fajerwerków są bardziej poskładane i spójne od tych, które kierują się romantycznymi porywami. Z drugiej strony, czy chciałaby Pani, aby w szpitalu podczas choroby zajmowały się Panią roboty? I jeszcze trzecia strona – obawiam się, że te wszystkie dobrodziejstwa techniki nie będą egalitarne, ci którzy cierpieli głód będą cierpieli z jego powodu jeszcze bardziej, a ci, których stać na wiele będą mogli sobie pozwolić na jeszcze nowocześniejsze „zabawki”. Obawiam się, że rozwój społeczeństw, poczucia wspólnotowości, odpowiedzialności wzajemnej nie idzie w parze z rozwojem technicznym. Ale może to tylko moje lęki? Dziękuję bardzo za Pani komentarz 🙂

      1. Prawdę mówiąc obiektywizm maszyn w przypadku leczenia właśnie by mnie uspokajał, wszak lekarz może popełnić błąd czterdziestą godzinę dyżurując, może nawet umrzeć z wyczerpania na dyżurze, jak pewna anestezjolog z okolic Szczecina…
        Co do historii, jestem absolutnie pewna, że w naszym kręgu kulturowym, łacińskim, zmiany są pozytywne. Średnia wieku w średniowieczu czterdzieści kilka lat, obecnie 70 – 80, umieralność noworodków spadła, bez dwóch zdań, woda w kranie jest zazwyczaj ciepła i zimna do wyboru, opieka społeczna dla najsłabszych jednostek, szkolnictwo specjalne dla niepełnosprawnych intelektualnie, człowiek człowiekowi nie strzela w plecy, a jeśli już to metaforycznie – także zapewne jestem umiarkowanym optymistą, ale przecież szklanka do połowy pełna:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *