Wreszcie wyszło słońce! Aż trudno w to uwierzyć po tylu zimnych, szarych dniach. Wygłodniałe ciepła wychodzimy do parków, ogrodów, jedziemy nad wodę, wystawiamy twarze w stronę słonecznych promieni.

Lubimy mieć skórę muśniętą słońcem, niektóre z nas przed latem robią sobie „zaprawę” na solarium. A potem narzekamy na przebarwienia i zmarszczki. Słońce i solarium wbrew pozorom nie są sprzymierzeńcami naszej urody- lepiej chronić przed nimi zwłaszcza twarz. Nie namawiam nikogo do chodzenia z fosforyzującą białą skórą. Jest teraz masa sposobów na uzyskanie zdrowego, słonecznego koloru skóry.

Przede wszystkim balsamy koloryzujące. Efekt jest natychmiastowy, a w dodatku po pewnym czasie regularnego stosowania skóra bez kolejnej aplikacji na dłużej nabiera ciepłego odcienia. Zdecydowanie wolę balsamy koloryzujące od samoopalaczy, bo nie umiem rozprowadzić samoopalacza w taki sposób, aby na skórze nie pozostały żółte plamy. Ponadto balsamy w przeciwieństwie do samoopalaczy nie mają przykrego zapachu. A niektóre mają nawet złociste drobinki!

Produktów tego typu jest na rynku po prostu mnóstwo. Każdy może wybrać coś dla siebie, kierując się swoimi upodobaniami. Moja przyjaciółka Madziusia kocha serię Sopot Ziai, ja próbuję różnych produktów – zawsze lubiłam Dove, w tym roku zachwyciłam się Bielendą.

Wiemy doskonale, że słońce jest dla skóry naszej twarzy okrutnym wrogiem! Bezwzględnie należy używać kremów z filtrami!!!

Ilekroć o tym zapomnę, potem gorzko żałuję – skóra jest sucha, boleśnie napięta, pojawiają się przebarwienia, piegi. Na codzienny nawilżający krem (każdy krem na dzień ma wprawdzie niewielki filtr – w przeciwieństwie do kremów dzienno-nocnych, które filtrów nie posiadają – ale na ekspozycję słoneczną ten filtr jest niewystarczający). Wiosną i latem koniecznie nakładamy krem z filtrem minimum 20. Mówię tu o sytuacji „codziennej”, nie o wakacjach – słońce operuje wiosną i latem także w mieście, opala nawet, gdy na chwilę wychodzimy z psem albo do sklepu. Zwykły nawilżający krem, podkład i puder nie są wystarczającą ochroną. Ja mam jasną karnację i skłonność do przebarwień, dlatego stosuję filtr 50. Kilka lat temu odkryłam bardzo wydajny i skuteczny krem Shiseido, który ma ogromną zaletę – pięknie się wchłania i nie zmienia koloru podkładu. Jest zresztą przeznaczony do „miejskiego” używania. Jego jedynym minusem jest wysoka cena. Jest natomiast na polskim rynku coraz więcej kremów chroniących przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych. Nie mogę ich jeszcze polecić, bo nie wypróbowałam, ale zamierzam przetestować nową Kolastynę i nowość – luksusowy krem z filtrem 50 Janda, który chroni także przed promieniowaniem podczerwonym. Taką ochronę zapewnia też Dermedic. Wiele obiecuje też wielofunkcyjny krem BB Dr Ireny Eris – łączy funkcje ochronne i pielęgnacyjne oraz nadaje kolor skórze. To cenne – znaleźć krem, który możemy z powodzeniem stosować w słoneczne dni w mieście – bez obaw, że zwałkują nam się na twarzy białe kluski, tak jak to jest z typowymi kremami do opalania.

Jeszcze jedno: na plaży lepiej jest stosować osobny krem do twarzy, osobny do ciała – skóra twarzy jest delikatniejsza i bardziej wymagająca, potrzebuje też wyższego filtra ochronnego. I pamiętajmy o nasmarowaniu także uszu.

Nie martwmy się, że będziemy blade – twarz mimo filtrów będzie dotknięta słońcem, a piękny koloryt nadamy jej kremem BB w o numer ciemniejszym odcieniu niż ten, którego używamy zimą. Ale uważajmy, żeby nie był za ciemny, bo będziemy wyglądać karykaturalnie – lepiej pozostawić skórę w miarę jasną i popracować trochę bronzerem. Pamiętajmy, że zbyt ciemna twarz wygląda poważniej! Bronzer to fantastyczny wynalazek. Ja stosuję go cały rok do modelowania twarzy. Latem można z nim trochę bardziej poszaleć. Kobiety o jasnej karnacji powinny dobrać bronzer w najjaśniejszym z możliwych odcieni – on i tak spełni swoją funkcję – bezpieczniej wtedy osiągnąć wymarzony kolor skóry. Bardzo sprawdzają się bronzery mozaikowe – łatwiej modelujemy owal, najciemniejszym kolorem „chowamy” to, czego jest za dużo – kości żuchwy, podbródek, ewentualnie pomniejszamy lub zwężamy nos nakładając małym pędzelkiem ciemniejszy odcień na skrzydełka albo po prostu wyszczuplamy twarz uzyskując złudzenie zagłębienia na linii między uchem i kącikiem ust.

W mozaikach jest też zwykle róż, którym dajemy trochę „życia” na policzki ( Ania pisała o tym niedawno) i rozświetlacz z drobinkami. Na ten ostatni trzeba uważać, żeby nie przesadzić – ostrożnie nakładamy odrobinę na same kości policzkowe i pod linię brwi. Osoby o tłustej skórze muszą szczególnie delikatnie stosować rozświetlacz, żeby nie uzyskać niepożądanego efektu spoconej twarzy – wiem co mówię, bo zdarzyło mi się kilka razy. Na koniec możemy dużym pędzlem pomieszać wszystkie kolory, otrzepać go z nadmiaru dobra i „omieść” nim całą twarz.

Matowe bardzo dobre bronzery w wielu odcieniach ma Bourjois – wyglądają jak tabliczka czekolady pobudzając niestety mój apetyt na słodycze. Można do nich dobrać piękny róż. Mozaikowe bronzery natomiast w ciekawych zestawach znajdziemy w Eveline – to wygodne i ekonomiczne rozwiązanie – niewielka cena za dobrą jakość. Chyba że chcemy sięgnąć na najwyższą półkę ( niestety także cenową) po tradycyjną letnią serię produktów Terracota Guerlaina.

Bronzer wymaga trochę cierpliwości- nie od razu osiągniemy wymarzony efekt, ale po kilku próbach dojdziemy do wprawy i trudno nam będzie wyobrazić sobie lato bez bronzera.

Idę zrobić kosmetyczny remanent, a Wam życzę dużo słońca!!!
Magdalena

10 thoughts on “Pocałunek słońca

  1. Bardzo fajny wpis. Tak, skora musnieta brazem wyglada duzo zdrowiej, zwlaszcza gdy sie jest juz +40.
    Istnieje bardzo niebezpieczne przekonanie ze gdy zastosujemy krem z spf to sie nie opalimy.
    Nic bardziej mylnego.
    Kochane Panie pamietajmy o spf, prosze!

  2. Swietny i bardzo pomocny artykul, Magda. Nie ma to jak informacje z pierwszej reki od kogos, kto na wlasnej skorze wyprobowal dany produkt 🙂 Pozdrawiam i zycze slonca!! Aga

    1. Dzięki Aga! Ja też życzę Ci słońca- tego za oknem i tego, które niezmiennie Ci świeci od środka!
      Magdalena nieboniebo

  3. Przyznaję, jestem purystką, wkurzają mnie błędy językowe, załamuje coraz powszechniejsze olewanie reguł, na zasadzie, że przecież „tak się mówi”. Pewnie dlatego nie przepadam za tekstami urodowymi w gazetach. Ani za blogami pisanymi przez osoby, które na co dzień języka polskiego używają tylko w mowie. Nieboniebo polubiłam przede wszystkim z powodu sympatii do Ani. To superdziewczyna. No ale ku swojemu zachwytowi odkryłam, że Magda S., aktorka, którą lubię od lat, TAKŻE ŚWIETNIE PISZE. Powaga, czytanie Pani wpisów sprawia mi dużą frajdę. Są ładnie skomponowane, ładnie, bez zadęcia napisane i na dodatek interesujące.
    Jasne, gdybym czytała różne Urody i Kwartalniki kosmetyczne 😉, pewnie napisałabym, że wpisy MS są mało odkrywcze. Ale ja w nosie.mam odkrywczość. Dla mnie to rzeczowe, fajne babskie rady. I jest git😉😘
    PS zapomniałam zapytać o SMALEC do zmywania makijażu
    Gdybym zapragnęła przygotować sobie takie mazidło w domu, to z czego?
    Serdeczności!

    1. Dziękuję!!! Ogromną radość sprawiły mi Pani słowa!
      Co do odkrywczości naszych wpisów poradniczych- często zastanawiamy się, czy nasze doświadczenia mogą być dla kogokolwiek pomocne- w końcu „wszystko już było”. Ale wyznajemy zasadę, że na blogu będziemy dzielić się tym, co nam wydaje się przydatne i istotne.
      A poza tym jestem zdania, że niektóre oczywistości należy powtarzać wytrwale, jeśli się w nie wierzy. (Dlatego np. zawsze będę „walczyć” z palaczami, którzy bez mojego „gadania” doskonale wiedzą jak szkodliwy jest ich nałóg;)).
      Co do smalcu… prawdę mówiąc zawsze korzystałam z gotowych preparatów. Gdybym próbowała znaleźć domowy naturalny odpowiednik, sięgnęłabym pewnie po uniwersalny olej kokosowy, który konsystencją najbardziej przypomina „gotowca”. Albo po domowy majonez (oczywiście bez octu, musztardy i przypraw)- czyli jaja utarte z olejem? Ale poleciłabym te sposoby dopiero po wypróbowaniu ich na własnej skórze;). Serdecznie Panią pozdrawiam:))!
      Magdalena nieboniebo

  4. PS Czytam Zakładnika P. Borkowskiego. Super się czyta! Dziękuję za rekomendację na FB. I polecam innym Czytaczom😉😉😉

  5. Bardzo ważny temat.Jestem posiadaczką cery z trądzikiem różowatym ,który dotknął mnie po 30-ym roku życia . Walcząc z jego objawami postawiłam na pielęgnacje naturalną i wysokie filtry . Dziś , w wieku 40 lat mam cerę ładniejszą niż kilka lat temu . Zniknęły poranne odgniecenia poduszki na twarzy jakie miałam już w wieku 32-34 lat. Nie mam urody dziewczynki i mam odpowiedzialną pracę ,która dodaje wieku mimo to jestem oceniana na kilka lat mniej niż mam . Walcząc z wysypem krostek pojawiających się po każdym wyjściu na słońce niechcący zrobiłam największy prezent mojej cerze . I jak tu narzekać na trądzik ?Cieszę się,że piszecie o takich tematach , trochę niepopularnych .Łatwiej i korzystnej napisać o kosmetykach ,które mają nas cudownie odmłodzić niż o tym,że ta naprawdę często od nas zależy jak wykorzystamy to co natura nam dała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *