Ciepło ciepłem, słońce słońcem, ale wieczory ciągle są zimne. I nie ma na to lepszego sposobu niż kaszmirowy sweter. Spokojnie, nie mówicie, że was na to nie stać…

Stali czytelnicy naszego bloga z pewnością zauważyli, że kolejny raz w różnych okolicznościach mam na sobie szary sweter. No, cóż to jest faktycznie ciągle to samo ubranie, mój ukochany kaszmirowy sweterek. Poza nim mam jeszcze cztery inne sztuki, na których metkach widnieje napis: 100% kaszmir. Uwielbiam je, bo po pierwsze są ciepłe, ale też gdy temperatura trochę się podnosi, nie grzeją tak upiornie, jak sztuczne tkaniny, w których człowiek czuje się jak włożony do termosu. Po drugie są miękkie, nie gniotą się, nie tracą formy i lubią delikatne pranie w wodzie, może być nawet w pralce, o ile posiada program do prania ręcznego lub prania wełny. A po trzecie i to jest najważniejsze, moje swetry nie zrujnowały mnie finansowo – wszystkie wygrzebałam w second handach. Tu zrobię małą dygresję: uwielbiam ciucharnie, choć od razu rozpoznaję te, do których nie warto chodzić. Jeśli podczas trzech wizyt i zmiany asortymentu nie znajdę niczego, co jest z jedwabiu, kaszmiru, wełny lub choćby lnu, a wieszaki zapełnia powyciągana stara bawełna i „cudowne” non irony, czyli poliestry i akryle, nie wracam więcej do tego miejsca.

Moja wytrwałość i metodyczność w poszukiwaniu tkanin szlachetnych w ciucharniach została parę razy wynagrodzona, a jednymi z najlepszych trofeów są właśnie kaszmirowe sweterki. Warto zabrać je nawet na wakacje, bo zawsze zdarzy się jakiś chłodniejszy wieczór. Swoją drogą ja najbardziej lubię nad morzem pogodę, którą nazywam windsurfingową, czyli taką, kiedy na zatoce puckiej migają dziesiątki żagielków, nisko nad horyzontem wiszą kłębiaste chmury i tylko raz na jakiś czas wychodzi zza nich słońce. Lubię siedzieć na plaży ubrana w sweter, a do słońca wystawiać co najwyżej łydkę spod podwiniętych spodni. Ale zdaję sobie sprawę, że nie jest to typowe podejście do plażowania 🙂

Wracając jednak do kaszmiru. Produkty wykonane z tej wełny są tak drogie dlatego, że pochodzi ona od jednego gatunku kóz, zwanych kaszmirskimi, które żyją w górzystych terenach Azji, między innymi w Tybecie, Mongolii czy Chinach. Delikatne, niezwykle cienkie fragmenty sierści, tak zwanego runa, kosztują krocie. Ponieważ kozy kaszmirskie żyją w skrajnych warunkach pogodowych mają dwa rodzaje sierści – grubszą wierzchnią warstwę i niezwykle delikatne runo. Dzięki temu ubrania zrobione z runa kóz kaszmirskich również doskonale przystosowują się do zmian temperatur i nigdy nie jest w nich lodowato zimno, ani piekielnie gorąco. Fenomenalną właściwością tej tkaniny jest też to, że nie wchłania nieprzyjemnych zapachów.

Sposób pozyskiwania kaszmiru nie jest typowy, kozy nie są strzyżone tak, jak na przykład owce. Runo zbiera się wiosną ręcznie lub wyczesując delikatnie zwierzęta. No, cóż sami widzicie, że to prawdziwy luksus. Ale w przeciwieństwie na przykład do luksusowego samochodu kupionego po wypadku i „lekko” podrasowanego, kaszmirowy sweterek z drugiej ręki to żaden dyshonor ani obciach. Powiedzą to zwłaszcza ekolodzy!

Jeśli więc uda wam się „upolować” kaszmirowy sweter w second handzie, możecie spokojnie uprać go w domu, natomiast płaszcze, marynarki, spódnice lub spodnie lepiej jest oddać do pralni chemicznej, bo o ile kaszmir lubi wodę, o tyle źle znosi prasowanie gorącym żelazkiem. W pralniach ubrania prasowane są gorącą parą i to jest dla kaszmiru jak najbardziej wskazane.

Mam nadzieję, że choć trochę przybliżyłam wam zalety i specyfikę kaszmirowych ubrań!

I z góry przepraszam za to, że pewnie jeszcze nie raz wrzucę tu swoje zdjęcie w szarym sweterku 🙂

W drodze do pracy nie tylko w ulubionym sweterku, ale też w ukochanej ramonesce firmy Carl Verssen.

Ania

 

5 thoughts on “Czar kaszmiru

  1. Pani Aniu o wszystkim potrafi Pani pisać fascynująco. Poczułam się przekonana do kaszmiru w 100%, będę zwracać uwagę, uwielbiam polować po second handach.
    Pozdrawiam:)

  2. Kaszmirowe sweterki są wspaniałe, leciutkie, cieplutkie i milutkie. Mam kilka upolowanych w ciucholandach i mam nadzieję, że to nie ostatnie. Ja również nie uważam zakupów ciucholandowych za jakiś obciach, ale za ciekawą formę kupowania fajnych, dobrej jakości i niedrogich ubrań. Pozdrawiam serdecznie.

  3. Witajcie dziewczyny
    Pani Aniu mam wrazenie ze znamy sie od jakiegos czasu. Mieszkam w Norwegii, zyje z norwegiem ale aby umilac sobie czas jak jestem sama czytam polskie czasopisma ksiazki no i oczywiscie ogladam super seriale w ktorych wlasnie pania poznalam i jest mi milo sledzic zarowno dzieje aktorki oraz Pani blogg , miejsce spotkan tego mi wlasnie brakowalo …

    1. Dziękujemy bardzo. Z seriali kojarzy Pani Magdalenę, która jest aktorką. Ja (Ania) jestem dziennikarką. Bardzo nam miło, że nasz blog umila Pani czas.
      Ania

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *