Odkąd pamiętam prowadzę walkę (często nierówną) z nadwagą i łakomstwem. Jedzenie to jedna z kilku przyjemności, których nie potrafię (pewnie tak naprawdę nie chcę;) sobie odmówić, a należę niestety do kobiet, które tyją od samego patrzenia na słodycze i powinny żywić się tylko listkiem sałaty i chudym białym serem. 

A ja kocham świeże pieczywo z oliwą, sery, zwłaszcza kozi, najchętniej dojrzewający, pieczoną kaczkę albo gęś z chrupiącą skórką, ciężkie sosy do makaronów, no i oczywiście czekoladę. Są to , niestety, produkty dla mnie zakazane. Muszę się z nimi pożegnać i bohatersko odciąć się od tego obszaru. Jeśli chcę schudnąć, a przynajmniej nie tyć dalej, muszę się ZAPROGRAMOWAĆ w taki sposób, żeby produkty ze „strefy zakazanej” nie stanowiły dla mnie pokusy. I zastosować kilka tricków, które oszukają mojego wewnętrznego nienasyconego żarłoka.

Jednym z (nomen omen;) cięższych grzechów osób, które mają tendencje do tycia jest podjadanie między posiłkami. A dietetycy są zgodni co do tego, że aby nie przybierać na wadze należy zjadać 5 niewielkich i lekkich posiłków co 3-4 godziny. Zwłaszcza drugie śniadanie i podwieczorek powinny być skromne i niskokaloryczne. Dobrze byłoby w takim razie, żeby były na tyle smaczne i sycące, abym nie musiała myśleć obsesyjnie o jedzeniu i patrzeć co chwilę na zegarek licząc kwadranse dzielące mnie od kolejnego posiłku.

Moim ulubionym drugim śniadaniem jest koktajl na bazie kefiru.

Takie koktajle smakują zwłaszcza w ciepłe dni, prawdę mówiąc zimą rzadko miewam na nie ochotę. Najbardziej lubię te wytrawne – zielone i słone. Coś takiego przyrządziłam sobie wczoraj.  Obawiam się wprawdzie, że mój koktajl nie był tak całkiem dietetyczny, bo dodałam do niego 1/2 awokado, ale może następnym razem zrezygnuję z tego pysznego i odżywczego, ale jednak wysokokalorycznego dodatku.

Otóż:

Do blendera wrzuciłam pół pociętego bukiecika natki pietruszki i koperku

1/2 awokado

1/2 zielonego ogórka

niepełną garść listków mięty

sok z połówki cytryny.

Wszystko zblendowałam.

Następnie zalałam zieloną pastę 300 ml kefiru o zawartości tłuszczu 1,5%

Dodałam kilka łyżek gęstego greckiego jogurtu (napój ma dzięki niemu bardziej aksamitną i gładką konsystencję, ale tak naprawdę chyba zrobiłam to głównie po to, żeby uzupełnić niedobór tłuszczu i kalorii;)).

Chciałam też wrzucić dwie łyżeczki kaparów i garść kolendry- czasem tak robię i to przyjemnie wzbogaca smak, ale nie miałam akurat tych produktów. Gdybym następnego dnia nie pracowała, wcisnęłabym jeszcze pół ząbka czosnku.

Ponownie zblendowałam składniki, dodałam do tego tylko odrobinę soli i pieprzu. Mimo braku kolendry i kaparów było pyszne. Miałam ochotę powtórzyć wszystkie te czynności i wypić kolejną porcję, (zwłaszcza że żal mi było tej niewykorzystanej połówki awokado;), ale rozsądek na szczęście zwyciężył.

Odczekałam chwilę, aż poczułam sytość – próbuję tak robić, żeby zapanować nad łakomstwem. Udało się, na szczęście. W dodatku uczucie sytości zostało na dłużej – bez większego wysiłku dotrwałam do obiadu bez podjadania orzechów, owoców i tym podobnych przekąsek.

Takie drugie śniadanie to coś podobnego do chłodnika. Ma tę zaletę, że po zblendowaniu można zabrać je do pracy w formie koktajlu, wypić bez użycia łyżki, w dodatku bez obawy, że między zębami zostaną nam zielone farfocle z natki i kopru.

Tego typu koktajle na bazie chudego kefiru albo roślinnego mleka robię sobie niemal ze wszystkim, co mam pod ręką – z jarmużem, szpinakiem, rukolą. Zawsze dodaję natkę, koper i każdą inną zieleninę, która podbije smak i aromat.

Jeśli mam ochotę na coś słodkiego,  z mlekiem roślinnym, kefirem lub rozcieńczonym jogurtem blenduję mango, mrożone maliny z miętą albo inne owoce. (Banan w takim smoothie jest pyszny, ale podobnie jak awokado niebezpiecznie zwiększa kaloryczność koktajlu).

Zrobienie takiego drugiego śniadania zajmuje tylko chwilę, za to ratuje mnie przed rzuceniem się w pracy na kanapkę, ciasteczko czy na coś równie potwornie zagrażającego stanowi mojej wagi.

W chwilach rozpaczy – gdy mam nagły napad głodu, za to  kompletny brak czasu, obieram dużego ogórka i zjadam go popijając  butelką kefiru.

A gdy nie mam ochoty na zielone i słone, biorę kubeczek naturalnego jogurtu, dodaję do niego pół pokrojonej figi albo 4 truskawki i łyżeczkę miodu i udaje mi się zagłuszyć pragnienie słodyczy przynajmniej na jakiś czas.

Tym z Was, które podobnie jak ja muszą ciągle walczyć z pokusami życzę sukcesów na tym polu walki.  Nie poddawajmy się!

Magdalena

11 thoughts on “O odchudzaniu odc.2, czyli jak oszukać łakomstwo

    1. Gabi, ja wrzucam zawsze odrobinę ” „czegoś dobrego”, co akurat mam pod ręką- to może być daktyl, 1/4 banana- coś co lubię i sprawi mi odrobinę przyjemności nie wpędzając w poczucie winy;). Mam nadzieję, że jogurt z figą będzie Ci smakował:). Pozdrawiam!
      Magdalena nieboniebo

  1. Magda, pisze do Ciebie byly grubas, ktory schudl 25 kg. Jak jak to wszystko wiem:)) A ten twoj zielony koktajl na pewno zrobie:))) Pozdrawiam Cie serdecznie piekna i szczupla dziewczyno:* Aga

    1. Niemożliwe! Nie uwierzyłabym patrząc na Twoje zdjęcia na instagramie! Podziwiam, zazdroszczę ( tak pozytywnie), a poza tym cieszę się z Twoich zawsze ciepłych i pozytywnych komentarzy! Ściskam Cię!!!
      Magdalena nieboniebo

  2. Ja niestety rownież muszę uważać na wszystko co jem , i aby być szczuplejsza na zawsze powinnam pożegnać zakazane produkty . Niestety nie umie sie zdyscyplinować . Potrafię wytrzymać 1 lub 2 a potem rzucam sie na wszystko na co mam ochotę i tak w koło Macieja . Czuje sie jak więzień w swoim ciele , a pomimo tysięcznych prób zaczynania zdrowego stylu życia i jedzenia . Zawsze kończy sie niestety porażka . Nie umie wytrwać gdy przychodzi kryzys 🙁 Mąż rownież mnie nie wspiera ani nie pomaga . Przez to ciagle myślenie o tym ze powinnam schudnac , coś ze sobą zrobic bardzo zaburzylam moje odżywianie . Nie jem regularnie i znowu zaczelam jeść słodycze głównie czekoladę i lody . Potrafię zjeść ostatnio cała tabliczkę i jeszcze jest mi mało. A na drugi dzień z poczucia winy nie jem cały dzień a na wieczór dopada mnie wilczy głód i jem wszystko co popadnie . Możliwe ze czekolada zajadam smutek i czucie sie nieszczęśliwa w małżeństwie

    1. Rozumiem Cię bardzo dobrze Natalio, bo ja także „zajadam” stresy i napięcia. Będę starała się pisać o moich sposobach walki z objadaniem się. Czy próbowałaś kiedyś odchudzać się z przyjaciółką? To może zadziałać. Ale z pewnością lżej i łatwiej byłoby Ci, gdyby udało Ci się poradzić coś na kryzys w Twoim małżeństwie-jeśli nie jesteś w tej chwili w stanie nic zaradzić, spróbuj skupić się na sobie, znaleźć pasję, coś co będzie Cię cieszyć i podniesie Twoją samoocenę. Warto zebrać siły, aby o siebie zawalczyć. Będziemy prezentować u nas na blogu kobiety, którym udało się przezwyciężyć swoje słabości. W którymś z kolejnych postów będzę dzielić się także swoimi sposobami na walkę z łakomstwem. Ściskam Cię i trzymam kciuki!
      Magdalena nieboniebo

  3. Cudownie jest przenieść się w Twój świat Magdaleno…przepis napewno wykorzystam 😍 pozdrawiam serdecznie 😘

    1. Cieszę się Izabelo, dziękuję za miłe słowa, zapraszamy Cię zawsze serdecznie😃😘
      Magdalena i Anna nieboniebo

  4. witajcie kobiety!…ja równiez z podjadaczy….ale sprawdziłam i wiem…ze gdy dostarcze organizmowi odpowiednia porcje wartosciowego białka…(maksym.okolo 100 grr na 1 kg wagi naleznej)srednio 50gr na dobe….mija wielka chec na słodkosci.wróciłam do swojej wagi….a jestem tez pyzata buzka jak pani magda….jednak nie tykam glutenu…..bo powrót do bulek to dla mnie wyglad bułki….heheh….a ze słodyczy uwielbiam gorzka czekolade …..pomysł z blogiem fajny,na pewno bede zagladac…pozdrawiam.wioletta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *