Dorosłość dopadła nas dosyć dawno temu, choć wydaje się, jakby to było wczoraj. Miło jest wrócić czasami pamięcią do czasów, gdy się miało osiemnaście lat. Jakie wtedy byłyśmy?

Magdalena:

Ania świętuje dziś urodziny. Szczęściara urodziła się w najpiękniejszym miesiącu w roku! Mam takie wrażenie jakby 18-stka Ani była maksymalnie 5 lat temu, mimo że tyle się od tego czasu wydarzyło!

Pamiętam tę radość z dorosłości ( jestem starsza od Ani o 2 miesiące), to poczucie, że „teraz wszystkim pokażemy!”, to poczucie, że wszystko przed nami – ogrom planów, marzeń, aspiracji. A jednocześnie niepokój i niepewność: czy uda nam się dostać na wymarzone studia, znaleźć dobrą pracę? Czy ci chłopcy, w których się teraz kochamy to już miłość na całe życie?

Od tamtych urodzin minęło wiele lat, (choć wydaje się, że maksymalnie 5), w międzyczasie pozmieniali się faceci, mieszkania, skończyłyśmy studia, urodziłyśmy dzieci, w pracy mamy płodozmian: trochę radości, trochę stresów; mamy inne niepokoje – równie liczne i do tego głębsze, ale wiecie co? Jest dobrze! Wciąż wiele przed nami! Nadal możemy, nadal nam się chce! I chyba nie cofnęłybyśmy się do tamtego czasu, bo NAJLEPSZY CZAS JEST TERAZ! I chcemy ten czas spożytkować najlepiej jak potrafimy, cieszyć się nim, być tu i teraz, zamiast cofać się wiecznie w beztroską przeszłość albo żyć wyimaginowaną przyszłością, która będzie lepsza, jeśli zostaną spełnione jakieś warunki. Ania potrafi cieszyć się tym, co jest, być tu i teraz – bardzo to w Niej lubię i cenię.

Aniu, w dniu urodzin życzę Ci samych pięknych chwil, i abyś (tak jak dotąd) zawsze potrafiła nadać im wartość, wagę i blask!

 

Ania:

Magdalena od zawsze była pierwszą, albo drugą po moich rodzicach, osobą, która dzwoni do mnie z życzeniami urodzinowymi. To bardzo miłe, bezcenne mieć w swoim otoczeniu osoby, które o nas pamiętają.

Ja pamiętam dość dobrze swoją imprezę z okazji osiemnastki, choć wiele szczegółów na pewno umknęło mi z pamięci. Moi rodzice oczywiście „opuścili lokal”, więc impreza była „dorosła” bez nadzoru. Przyszło wiele osób z naszego liceum, sporo znajomych jeszcze z mojej szkoły podstawowej i wszyscy inni przyjaciele, których poznałam w różnych innych okolicznościach – w sumie było prawie pięćdziesiąt osób! W mieszkaniu w bloku! Na szczęście mieszkaliśmy na parterze i mieliśmy też malutki ogródek, który również został zaludniony. Były tańce, były śmiechy, były pogaduchy i na pewno któryś z moich ówczesnych kolegów grał na gitarze.

Z pewnością część osób paliła papierosy, ja nie, bo jeszcze nie umiałam, a strasznie bałam się obciachu zakrztuszenia, zasinienia i innych ekscesów, które wydawały mi zagrożeniem przy nieumiejętnym zaciąganiu. Nauczyłam się palić papierosy dopiero dwa miesiące później na balkonie mojej klasowej koleżanki Małgosi.

Moją osiemnastkę uważam za bardzo udaną, choć pamiętam, że był moment, gdy nie było mi do śmiechu. Rozbawieni goście jedli, pili i… wyciągali z najciemniejszych zakamarków naszego mieszkania czyste talerze, szklanki, kubki. Gdy wszyscy wyszli za oknem wstawał już nowy dzień, w brzasku pierwszych promieni słonecznych zobaczyłam mieszkanie „usiane” brudnymi naczyniami. Te skorupy stały wszędzie – na stole, szafkach, parapetach, pod fotelami i kanapami i oczywiście tworzyły istne Himalaje w zlewie. Uznałam, że jestem zbyt zmęczona, żeby się tym zajmować i postanowiłam chwileczkę się zdrzemnąć zanim zabiorę się za sprzątanie. Gdy się obudziłam mieszkanie wydało mi się w jeszcze gorszym stanie – pewnie wyparowały ze mnie resztki ponczu, który wypiłam, a południowe światło jeszcze lepiej oświetliło dom. Stwierdziłam, że tego po prostu nie da się posprzątać i… rozpłakałam się rzewnymi łzami. W takim stanie zastała mnie moja mama, która wróciła do domu, żeby sprawdzić jak zakończyła się impreza. Oczywiście po pierwszej panice, czy na pewno nic się nie stało, zakasała rękawy i zabrała się metodycznie do sprzątania. Przy okazji stłukła szklaną miskę. To była jedyna strata po całej imprezie!

Gdy dzisiaj o tym myślę czuję się przede wszystkim szczęśliwa, że mam za sobą ten okres „burzy i naporu”, który wiąże się z wchodzeniem w dorosłość. Jestem wdzięczna rodzicom, że pozwolili mi urządzić taką bibę! Ale też nie mam złudzeń, że z etapu „usiądę i się popłaczę” przeszłam na level „trzeba zakasać rękawy i zmierzyć się z problemem”.

Magdalena ma rację, dzisiejsza dorosłość jest przyjemniejsza niż tamte pierwsze dni pełnoletności, przede wszystkim dlatego, że wiemy o sobie więcej. Sprawdziłyśmy bojem na co nas stać, co jesteśmy warte, ale też jakie mamy ograniczenia. Pewnych rzeczy już nie zrobimy, ale ciągle jest wiele tych, po które możemy sięgnąć. Jak choćby ten blog, który jest naszym nowym pomysłem, przedsięwzięciem, które nas pochłania, a przede wszystkim daje nam radość.

Lubię patrzeć na młode dziewczyny, które wchodzą w dorosłość, są na etapie, na którym ja byłam ćwierć wieku temu. Chciałabym im życzyć, żeby się bawiły, trochę szalały, doświadczały, ale żeby przede wszystkim lubiły i szanowały siebie. I żeby umiały odróżnić te szaleństwa, które po latach wspomina się z miłym dreszczykiem na plecach od tych, które kładą się cieniem na dalsze życie.

No, dobra zdradzimy Wam, jak wtedy wyglądałyśmy 🙂

Magdalena na pierwszym „dorosłym” bilecie miesięcznym 🙂

A ja w indeksie, ale to samo zdjęcie miałam w pierwszym dowodzie osobistym – zielonej książeczce.

11 thoughts on “Ćwierć wieku dorosłości

  1. Piękne dziewczyny, a teraz piękne kobiety. Szkoda, że w tych czasach tak niewiele młodych dziewczyn wygląda dziewczęco, a zamiast tego malują się tak, że wyglądem przypominają panny „lekkich obyczajów”. Mam 20 lat (dopiero w sierpniu skończę ;)), ale uwielbiam Waszego bloga. Powodzenia w dalszym prowadzeniu i wielu sukcesów.

    1. Dziękujemy bardzo i życzymy Ci wielu wspaniałych chwil w życiu i spełnienia młodzieńczych pragnień 🙂
      Magdalena i Anna

  2. Witam, jestem Irena z Kijowa. Pania Magdalena poznalam przez znany serial P. , ktory zaczelam ogladac przez moja milosc do polskiego jezyka. Wasz blog czytam z pierwszego artykulu. No i juz stad poznalam pania Aniu. Dziekuje wam bardzo za ciekawy artykuly i piekny jezyk. Przez kazde slowo jeszcze lepiej poznaje was i wasz Kraj.
    Droga pani Magdalena, z okazji Urodzin chce zlozyc zyczenia kolorowego i pieknego zyczia i nieograniczonego szczescia.
    Kocham wasz Kraj! Przepraszam za bledy. Pisze od serca. Dzekuje, ze zalozyli ten blog i ze mam mozliwosc do was napisac. Wasza stala czytelniczka, Irena z Kijowa.

    1. Pani Ireno, bardzo się cieszymy z Pani listu i z tego, że jest Pani z nami! Dziękujemy bardzo! My także życzymy Pani wszystkiego co najlepsze i najpiękniejsze:))
      Magdalena i Anna nieboniebo

  3. Wszystkiego najlepszego zycze obu Paniom. Piszecie z pazurem i humorem. Czyta sie ten blog latwo i przyjemnie. Pozdrawiam

    1. Dopiero się rozkręcamy, Pani Grażyno, więc proszę nam towarzyszyć😉. Pozdrawiamy serdecznie i dziękujemy za ciepłe i motywujące słowa 😃😘
      Magdalena i Anna nieboniebo

  4. Cudowną atmosferę tworzycie na tym blogu. Będę tu zaglądać, jestem Was po prostu ciekawa – wyznam, że kiedy pani Ania napisała, że tak zwyczajnie po ludzku zaczęła płakać nad tym mieszkaniem, to mi też stanęły łzy w oczach. Taka młoda osoba i takie strasznie wymagające zadanie. Cóż za szczęście, że właśnie wtedy znalazła się mama…. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *