Majowy weekend spędziłam w Paryżu i to wywołało we mnie falę wspomnień i kilka refleksji.

Ciekawa jestem czy też tak macie, że słowo Paryż jest dla Was jak musująca tabletka, którą ktoś wrzucił do krwiobiegu? Czy w Was także od zawsze budzi piękne skojarzenia, wywołuje zmysłowe obrazy pachnące luksusem? Najpiękniejsze perfumy, szampan, jedwab i aksamit, oszałamiająca architektura, dzieła sztuki, kryształowe żyrandole i wysokie obcasy.

No i oczywiście literatura oraz wielka myśl-marzenie, aby przejść się nad Sekwaną śladami Satre’a, Camus, de Beauvoire i Cortazara.

Pod powiekami mam czarno-białe filmy nowej fali, Belmondo z papierosem na St Germain, Catherine Deneuve w trenczu i czarnych wielkich przeciwsłonecznych okularach.

Odkąd pamiętam chciałam tam jechać! Dużo wcześniej niż zaczęłam czytać Sartre’a i oglądać Godarda.

Od pierwszej klasy szkoły podstawowej uczyłam się francuskiego ( miałam wielkie szczęście- chodziłam do klasy z Piotrem, którego Babcia doskonale znała kilka języków i (za darmo-rzecz dziś nie do pomyślenia) uczyła mnie i naszego kolegę).

Pani Zofii „pomagał” Monsieur Vincent z podręcznika- uczył nazw mebli w swoim domu, potraw w restauracji, części garderoby w swojej szafie. W jednym z rozdziałów Monsieur Vincent pokazał nam Paryż. I wtedy oszalałam! Miałam 10 lat i największym i – jak mi się wtedy zdawało – nieosiągalnym marzeniem było, żeby tam pojechać.

Wszystko, co następowało potem – czyli Paryż w literaturze, filmie i na czarno-białych fotografiach potęgowało to pragnienie.

Kiedy skończyłam 18 lat, miałam poczucie, że mogę osiągnąć wszystko co zechcę (teraz przydałaby mi się choć połowa tego poczucia;). A rok później, gdy dostałam się do szkoły teatralnej, pomyślałam, że nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Postanowiliśmy z moim chłopakiem, że pojedziemy do Paryża. Nie było to łatwe zważywszy na to, że nie było wtedy tanich lotów, a nasi rodzice nie byli w stanie sfinansować nam takiego marzenia.

Pracowaliśmy całe wakacje – ja statystowałam i brałam udział w edukacyjnych spotach dla tv, mój chłopak-student socjologii przeprowadzał ankiety i pracował dla jakiejś gazety. Porozumieliśmy się z naszym starszym znajomym, który we wrześniu wybierał się do Paryża autem, aby zgodził się nas zabrać za skromny udział w opłatach za paliwo. Spakowaliśmy plecak konserw i namiot i pojechaliśmy. Ahoj przygodo!

Podróż była długa i męcząca. Pierwsze spotkanie z Paryżem rozczarowujące – brudne ulice, pełne fruwających gazet i śmieci, tygiel kulturowo-językowy, zapach taniego wina i fastfoodów, dopiero nazajutrz miasto poraziło nas swoją urodą. Zamieszkaliśmy na polu namiotowym w okolicach Lasku Bulońskiego. Ponieważ nie stać nas było na korzystanie ze środków miejskiej komunikacji, zasuwaliśmy codziennie piechotą do centrum miasta (to jest naprawdę straszny kawał!). Mogliśmy sobie pozwolić jedynie na kupno bagietki i gazowanego obrzydliwego napoju, który był tańszy niż woda. Paprykarz szczeciński i mielonka turystyczna uratowały nam życie. Z bagietką w pięknym parku albo nad brzegiem Sekwany polskie konserwy smakowały fenomenalnie, zwłaszcza po wyczerpującym marszu.

Wszędzie chodziliśmy pieszo, odkrywając najpiękniejsze zakątki i uliczki, zeszliśmy tę rozległą metropolię wzdłuż, wszerz i po przekątnych. Śladami książek i filmów, no i wydeptywaliśmy nasze ślady na ulicach tego oszałamiającego miasta. Z tęsknotą patrzyłam na stoliki kawiarenek, marzyłam o kawie i croissancie – to był luksus zupełnie niedostępny – takie szaleństwo mogłoby skrócić naszą podróż o jeden czy dwa dni. Raz pozwoliliśmy sobie na tanie wino, kawałek dojrzewającego sera i kiść winogron – to była uczta i szczęście – czuliśmy się królami życia.

Z Paryża autostopem pojechaliśmy zobaczyć zamki nad Loarą, potem Avignon i chwila nad Morzem Śródziemnym. Ostatnie noce spędzaliśmy rozbijając namiot na dziko. Autostopem wróciliśmy do Polski niemal bez grosza w kieszeni – ostatnie pieniądze wydaliśmy na bułkę i wodę w Żaganiu.

Do czego zmierzam? Do konkluzji, że warto spełniać marzenia nie bacząc na ograniczenia i umieć się tym cieszyć (zamiast frustrować się tym, że nie stać mnie na zakupy w butikach, a o jedwabiach, perfumach i kryształowych żyrandolach mogę zapomnieć). Naprawdę wierzę, że wiele można osiągnąć i realizować pragnienia dzięki pewnym wyrzeczeniom i samozaparciu. Takie spełnienie smakuje cudownie. Jestem wdzięczna rodzicom, że nie sabotowali moich marzeń ( uczciwie mówiąc nie znali całej prawdy o autostopowych planach – myśleli, że wrócimy tak jak wyruszyliśmy, czyli autem znajomego, dzięki temu byli nieco spokojniejsi;).

Ta samodzielna podróż wiele mnie nauczyła, udowodniłam sobie, że daję radę!

Teraz wyjazd do Paryża jest w zasięgu moich możliwości, stać mnie na komfortowy nocleg w dobrej dzielnicy i kawę w ślicznych kawiarenkach , ale za każdym razem przypomina mi się ten pierwszy raz w Paryżu i to szczęście z realizacji niedosiężnego pragnienia. Nawiasem mówiąc, moje dzieci, dla których wyjazd do Paryża nie był pierwszą podróżą zagraniczną zapytane co im się najbardziej podobało, odpowiedziały – o zgrozo! : Apple Box i Apple TV, które były w wynajętym przez nas mieszkaniu. No tak – tego w domu nie mamy.

Z jednej strony chcę im pokazać świat i to, co najlepsze, z drugiej z niepokojem zastanawiam się, jakie będą ich pragnienia.

I nie odkrywam przed Wami teraz Ameryki ( ani Paryża;), ale mam ochotę podzielić się z Wami doświadczeniem, które często jest moim (i zapewne Waszym równie często) udziałem, że spełnienie jakiegoś marzenia uszczęśliwia bardziej, gdy osiąga się je z wysiłkiem.

Życzę Wam i sobie odważnych marzeń i wytrwałości w ich realizacji:))!

Magdalena

 

5 thoughts on “Marzenia o Paryżu

  1. Dopiero dziś dowiedziałam się o istnieniu tego bloga i od razu przeczytałam wszystkie wpisy od początku do końca! Mam 22 lata, ale wszystko o czym tutaj czytam bardzo dobrze rozumiem. Wychowana byłam „na starych zasadach” mimo, że za oknem doba elektronicznych dzieci. Trzymam kciuki za blog i sukcesy życiowe! Teraz będę śledzić wpisy na bieżąco. 😉
    P.S. Gratuluję takiej długiej i serdecznej przyjazni 🙂

    1. To bardzo miło, że są jeszcze młodzi ludzie wychowani „na starych zasadach”, my też staramy się tak wychowywać nasze dzieci:). Bardzo miło jest nam czytać Twoje słowa. Mamy nadzieję, że nasz blog Cię nie zawiedzie 🙂 Życzymy Ci w życiu dużo słońca i radości 🙂 Magdalena i Ania

  2. Pojechałam do Paryża w podróż poślubną… zwiedziłam Luwr, piłam „un expresse” w kafejce na Montparnasse, spacerowałam po Polach Elizejskich, doświadczyłam wrażeń ulicy Lepic. Cudownie Was spotkać w Internecie i rozmawiać o scenkach z realu 🙂

    Z Paryża udaliśmy się prosto do Pragi – to prawdziwe miasto zakochanych 🙂

    Wracając zahaczyliśmy o Zakopane oraz Katowice.

    To była niezapomniana podróż pełna kolorowych pamiątkowych fotografii i grajków ulicznych na moście Karola – śpiewałam na tym moście covery w duecie z izraelskim muzykiem Ronenem. Pięknie jest doświadczać muzyki na żywo tuż po koncercie barokowym w Złotej Uliczce 🙂

    1. Dziękujemy za ten wpis😍! I za podzielenie się pięknymi, osobistymi wspomnieniami! Dobrze jest pielęgnować szczęśliwe wspomnienia- wg nas to właśnie one, (bardziej niż te trudne) nas hartują:)! Życzymy jak najwięcej pięknych i szczęśliwych chwil!
      Magdalena i Anna nieboniebo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *