Miałam zamiar pisać o czymś zupełnie innym, ale od kilku dni tkwi w mojej głowie komentarz Pani Natalii, która bardzo szczerze napisała o swoim problemie z „redukcją wagi”. Wyznała, że zdarza Jej się „zajadać” napięcia, stresy i smutki.

Wiele z nas, w tym ja, doskonale zna temat. W momentach zwiększonego napięcia, stresu niemal bezwiednie potrafię wciągnąć wszystko, co jest jadalne i znajduje się w zasięgu ręki. Po przeczytaniu niepokojących wiadomości z kraju i ze świata zdarza mi się pochłonąć 700 kcal na zasadzie: kawałek sera, kabanosy, ogórek kiszony, jogurt, dwie garści pistacji, jabłko i jeszcze kolejny kawałek sera na deser. Zazdroszczę moim koleżankom, które przed premierą z nerwów nie mogą jeść- ja mam dokładnie odwrotnie i z niepokojem myślę, czy zmieszczę się w kostium (który to niepokój każe mi zjeść jogurcik, czyli teoretycznie „nic takiego”;).

Staram się z tym walczyć, oczywiście z różnym skutkiem, ale gdybym nie próbowała nad tym jakoś zapanować, to przy moim niewielkim wzroście osiągnęłabym kształt idealny – czyli zamieniłabym się w kulę.

Podzielę się z Wami moimi sposobami na opanowanie mojego łakomstwa. Może niektóre będą dla Was przydatne? Warto poszukać swoich patentów, sprawdzić co u Was najskuteczniej działa.

Od razu zaznaczę, że punkt 1 jest najtrudniejszy – nie zrażajcie się, jeśli nie uda się go od razu zrealizować- to jest jakiś proces, przejdźcie do punktu 2, mając pierwszy ciągle „z tyłu głowy”.

  1. Tłumaczę sobie (z różnym skutkiem, ale wierzę, że to proces;), że to ja panuję nad stresem, łakomstwem i swoimi emocjami , a nie one nade mną i nie dam im się tak łatwo zmanipulować. Ten głos niestety łatwo jest zagłuszyć – jest najczęściej słabszy niż napięcie w nas. Ale powtarzam to sobie za każdym razem, czasem działa;).
  2. Akcję ” nie dam się obżarstwu” należy rozpocząć już na etapie zakupów. Nie można dopuścić do tego, żeby w naszej spiżarni/szafce/lodówce znalazły się produkty, które mogą stanowić pokusę. Nie mówmy sobie, że kabanosy są dla męża, a deserek czekoladowy dla dziecka- zadbajmy również o ich dietę i nie podawajmy im przetworzonych produktów;).
  3. Róbmy przemyślaną listę zakupów i trzymajmy ją w sklepie w ręku, aby świadomie ominąć alejkę ze słodyczami – wiemy, że nie mamy tam czego szukać. Pod żadnym pozorem nie ulegajmy pokusie kupna herbatników, czekoladek, chipsów ani żadnych takich.
  4. W razie spodziewanej wizyty gości możemy poczęstować ich owocami, koktajlem owocowym, orzechami. Nie kupujmy żadnych słodyczy – ciast, czekoladek, bo finał będzie taki, że to nie goście, tylko my zjemy ich najwięcej. Po ich wyjściu sczyścimy to, co zostanie do ostatniego okruszka. Jeśli jesteśmy bardzo ambitne, możemy znaleźć w sieci przepis na bezcukrowe ciasto z fasoli, cukinii, buraków lub marchewki (jest tego mnóstwo na różnych portalach) i upiec je samodzielnie – mamy wtedy pewność, że przynajmniej zredukowana będzie ilość cukru i pszennej mąki.
  5. Słodkie przekąski można zastąpić suszonymi owocami bez dodatku cukru i warzywami. Suszone owoce to oczywiście też pewne „niebezpieczeństwo” – potraktujmy je jako artykuł kryzysowy – gdy nasze uzależnienie od cukru nie da nam żyć, sięgnijmy po 3 suszone morele (najlepiej eko) albo dwie suszone śliwki i żujmy je długo i powoli. (Miejmy na uwadze, że 3 znaczy 3, a nie 8!)
  6. Najlepiej zaopatrzyć się w twarde warzywa, które można zabrać do pracy albo bez trudu sięgnąć po nie w chwili wzmożonego napięcia (i poczucia przymusu wewnętrznego, że natychmiast trzeba coś zjeść). Warto mieć zawsze w domu rzodkiewki, kolorową paprykę, kalarepkę, marchew, zielonego ogórka lub ogórki małosolne.
  7. Na naszej liście zakupów obowiązkowo powinien znaleźć się sok pomidorowy. Mnie to naprawdę czasem ratuje w chwilach napadu łakomstwa. Sok pomidorowy syci i oszukuje głód, ma bardzo mało kalorii, za to dużo potasu.
  8. Owoce dobre są na drugie śniadanie. Ja ograniczam się do grejpfrutów, jabłek i gruszek. Unikam winogron i melonów – mają bardzo dużo cukru. Za to nie odmawiam sobie ananasa, bo podobno zawiera enzymy wspomagające procesy przemiany materii i bardzo chcę w to wierzyć;). No i czereśni w sezonie, które są moimi ulubionymi owocami.
  9. Staram się odraczać przyjemność jedzenia – żeby wytrwać przez przynajmniej te 3 godziny do kolejnego posiłku bez podjadania. Przypomina mi się to, co radził mądry pan pulmonolog mojemu tacie w kwestii ograniczania palenia papierosów – aby przesuwał moment sięgnięcia po papierosa na zasadzie: zapalę za chwilę – najpierw nastawię pranie. Tak samo my: chciałabym coś przegryźć (w praktyce pożreć;), ale najpierw wyjdę z psem/wstawię naczynia do zmywarki/posprzątam w torebce. Jest szansa, że czynność pochłonie nas na tyle (zwłaszcza sprzątanie w torebce), że atak wilczego głodu minie, a przynajmniej wydłużymy czas między posiłkami.

To, co jest najistotniejsze i da szansę na zerwanie ze złymi nawykami, to konfrontacja. Po pierwsze, zastanówmy się dlaczego zajadamy stresy? Co nas tak naprawdę męczy? Co możemy z tym zrobić?

Kompulsywne objadanie się mimo pozorów dogadzania sobie może być aktem autoagresji na zasadzie: jestem gruba i brzydka, zaraz się najem jak prosiak, spuchnę, utyję i będę jeszcze brzydsza i grubsza, bo nie zasługuję na to, żeby się komuś podobać. Jeśli zauważycie u siebie podobny mechanizm działania, a przedstawione przeze mnie metody ograniczenia obżarstwa nie zadziałają, może być tak, że problem tkwi głębiej. Warto wtedy zamiast katować się i wyniszczać kolejnymi dietami, które nie zadziałają, tylko pogłębią zaniżoną samoocenę i poczucie beznadziei, pójść do psychologa, który pomoże odnaleźć przyczynę błędnego koła. Nie bójmy się takiej konfrontacji, nie bójmy się prosić o pomoc ludzi, którzy wykształcili się w tym celu, żeby pomóc nam unikać pułapek, które sami na siebie zastawiamy.

Oczywiście nie zawsze od razu trafisz na osobę, która będzie umiała do Ciebie dotrzeć, ale nie zrażaj się – szukaj dalej, potraktuj to jako kolejny etap „rozwoju osobistego”. Mam nadzieję, że czasy, w których pójście do psychologa traktowało się jako ostateczny akt desperacji lub jako przyznanie się do życiowej porażki bezpowrotnie minęły. Zawsze warto sprawdzić na stronie Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, czy gabinet i terapeuta, do którego chcemy pójść mają odpowiednie licencje.

Swoją drogą jestem bardzo ciekawa Waszych doświadczeń dotyczących zarówno radzenia sobie z opanowaniem łakomstwa, jak i pomocy psychologicznej w tych sprawach. Dwa najciekawsze wg nas listy nagrodzimy zestawem kosmetyków firmy Avene. Doświadczenia wysyłajcie na adres odchudzanie@nieboniebo.pl

 

Przepis na ciasto z czerwonej fasoli – bez mąki i cukru (dostałam go od naszej charakteryzatorki z „Przyjaciółek” Justynki Paśkiewicz):

2 puszki czerwonej fasoli

2 większe banany

4 jaja

2-3 łyżki kakao ( nie czekolady pitnej tylko kakao z ziarna)

Niepełna szklanka ksylitolu

1,5 łyżeczki sody

3 łyżki oleju

Opłukaną fasolę , wrzucamy do miski, blendujemy, potem mieszamy z jajami i olejem, następnie wrzucamy pogniecione banany , dosypujemy sypkie składniki i cierpliwie miksujemy na gładką jednolitą, masę. Zawartość wlewamy do dużej formy (ewentualnie dwóch mniejszych) i pieczemy ok ( plus – minus) 50 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni. Nie zrażajcie się tym, że wydaje się nie być zwarte po 50 minutach- takie powinno być, tężeje po ostygnięciu).

Można rozpuścić na małym ogniu w rondelku tabliczkę gorzkiej czekolady (najlepiej 90% bez cukru), dodać do niej kilka łyżek ksylitolu i trochę mleka i rozsmarować taką polewę na przestygniętym cieście. Jest pyszne, smakuje zupełnie jak brownie, najlepsze jest następnego dnia (jeśli doczeka). Zauważcie, że jest to ciasto bez mąki!;)

Magdalena

14 thoughts on “O odchudzaniu odc. 3

    1. Ojej, przepraszam najmocniej! Gapa gapa;))! Dwa banany ( ja daję takie większe;). Dziękuję za czujność i pozdraeiam serdecznie 💖
      Magdalena nieboniebo

  1. Pani Magdaleno, bardzo dobre rady! Ja mam rowniez problem z podjadaniem pomiedzy posilkami. Po prostu jestem ciagle glodna! Dlatego biore ze soba do pracy „dozwolone” przekaski ktore mnie wypelnia i powstrzymaja od kupna muffina w pobliskiej kawiarni. W srod nich jest obowiazkowo surowa marchewka pokrojona w slupki oraz seler naciowy, a w sezonie letnim rowniez ogorek. Kiedy lapie mnie glod pomiedzy sniadaniem a pora lunchu wtedy ide na duzo kawe latte, oczywiscie bez cukru i z odluszczonym mlekiem, ktore czasem zastepuje mlekiem sojowym lub kokosowym dla urozmaicenia. Pomiedzy lunchem a kolacja dobrym pomyslem jest maly jogurt naturalny (bez cukru). No i jak najwiecej wody zeby oszukac glod! 🙂

    Pozdrawiam i trzymam kciuki za wszystkie Panie, ktore tez walcza z wlasnymi slabosciami!

    1. Bardzo dziękuję za ten komentarz- bardzo ważne jest to, co Pani pisze- warto świadomie zabezpieczyć się przed pokusą;))! Pozdrawiam gorąco:-))))!
      Magdalena nieboniebo

  2. Ciasto z fasoli jest super😊 Robiłam już kilka razy,sprawdziło się nawet jako tort urodzinowy . Jako słodzidlo stosuję dwie garści daktyli,moczę w gorącej wodzie,blenduje i fruuu do ciacha. Pozdrawiam 😊

    1. Świetny patent!- Wykorzystam następnym razem:)). Serdecznie dziękuję i pozdrawiam💙
      Magdalena nieboniebo

  3. Numer 7 i sok pomidorowy to mega ważny aspekt. Tak niewiele a tak wiele ☺ podpisuje się obydwoma rękoma ☺. Ja dodałabym… na zakupy zawsze trzeba sie wybierać z pełnym brzuszkiem ☺. Nigdy gdy jest się głodnym!!! Oczy mają wtedy ogromny apetyt 😉.

    1. Zgadza się!!! Pamiętam sytuacje, kiedy połowę zakupionego pieczywa pochłaniałam między kasą a autem😉. Pozdrawiam😘
      Magdalena nieboniebo

      1. Albo druga strona medalu – kupujemy oczami czyli o wiele za dużo niż rzeczony brzuszek może potem zmieścić. Przy rodzinie może nie było by tak źle ale piszę z pozycji songielki z jednoosobową kuchnią. Jak w przypadku zakupów dla gości. Nikt inny jak ten co kupił będzie musiał to później zjeść 😐 .

  4. Witam! Zrobiłam ciasto z fasoli bez przekonania….. moja wina….wyszło przepyszne! Dzieci zjadły z chęcią , mi smakowało ( na drugi dzień jeszcze lepsze). Mam podwyższony cukier we krwi i to ciasto ratuje mnie przed słodyczową abstynencją. Bardzo dziękuję za przepis .

  5. Ha ha mam taki zwyczaj. że kupuje ciastka i chowam po szafkach… „dla gości niespodziewanych” Teraz jednak zdalam sobie sprawę, że zazwyczaj jednak sama je palaszuje a dla tych „niespodziewanych” robie cos na szybko domowego słodkiego 😀 Koniec z kupowaniem i chomikowaniem 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *