Joga, mindfulness, hygge, rozwój osobisty, spotkanie z Jezusem na Stadionie Narodowym – są słowa i zjawiska, które robią karierę. A przy okazji niektórzy robią na tym niezły interes. Ale czy warto płacić za duchowość?

Niezależnie od tego, co nam powiedzą spece od marketingu, wszystkie powyższe nazwy i określenia odnoszą się do odwiecznej potrzeby człowieka, potrzeby duchowości. Po tym, gdy kupimy sobie mieszkanie, samochód, kilka par fajnych butów, ulubione perfumy i wycieczkę na Bali, siadamy i czujemy, że ciągle czegoś nam brak. Niektórzy wkładają wtedy jedną z fajnych par butów wychodzą z kupionego (najczęściej na kredyt) mieszkania, wsiadają w samochód i jadą do centrum handlowego poszukiwać tego, czego im brakuje. Inni wiedzą już, że to, czego szukają nie leży na półce w sklepie, no może znaleźliby coś odpowiedniego w księgarni, a może w kinie albo jeszcze lepiej w teatrze. Może tam jest ten brakujący element? Być może jest, bo tak naprawdę duchowość dla każdego oznacza co innego, każdy człowiek kiedy indziej ją odczuwa i gdzie indziej znajduje. Dlatego mam alergię na wszystkie chwyty, które za jedyne kilka stówek chcą mi wcisnąć weekendowy kurs rozwoju osobistego albo spotkanie z guru, który odmieni moje życie. Może to dziwne co napiszę, ale jestem przekonana, że aby odnaleźć to, czego się potrzebuje trzeba przede wszystkim pobyć samemu ze sobą. Posłuchać siebie i odnaleźć w sobie to magiczne „pudełko”, w którym nie ma żadnych rzeczy materialnych, żadnych chęci lub niechęci, żadnych lubię lub nie lubię, w którym nie ma naszego ego z setką hałaśliwych emocji. A co tam jest? Każdy musi sam to sprawdzić. Dla mnie duchowość to przede wszystkim droga, szukanie, krótkie chwile całkowitego spokoju w głowie, o których można powiedzieć – to jest to! Może odnajdziecie duchowość w cieple domowym, w ulotnych momentach z bliskimi lub podczas samotnej lektury na kanapie. Ale na pewno, aby to poczuć nie musicie kupować specjalnego koca, który zwiększa odczucie hygge. Może to się zdarzyć podczas uważnego spaceru po lesie, a może poczujecie całkowitą jedność ze światem podczas obierania drugiego kilograma ziemniaków? Ale na pewno nie musicie iść na kurs mindfulness, żeby to poczuć. Nie musicie kupować specjalnej maty do jogi, ani modnych ubrań do ćwiczeń jednej z popularnych firm odzieżowych.

Duchowość to dla mnie przeciwległy brzeg materializmu, konsumpcjonizmu, reklamy, konieczności płacenia za coś. W duchowości wspaniałe jest to, że daje nam przestrzeń wolną od tego, co tu i teraz, wyabstrahowaną z rzeczywistości oraz to, że jest za darmo. Jeśli nie jest za darmo, nie jest duchowością. Jest czyimś biznesem, kto zbija kapitał na naszej najgłębszej, najbardziej intymnej potrzebie.

Docieranie do swojej duchowości to wspaniała przygoda, która nigdy się nie kończy. To „pudełko” w nas ma cudowne właściwości rozciągania się bez ograniczeń. I jeszcze jedno, duchowość jest częścią nas całkowicie wolną od mody, trendów, trendsetterów, hipsterów, odschoolowców i moherów. Wymyka się wszelkim nazwom i klasyfikacjom. To czysta wolność! Korzystajcie z niej 🙂

Ania

6 thoughts on “Poza modą i trendami

  1. By zrozumieć żeby cieszyć się chwilą trzeba już mieć te fajne buty czy samochód. Ale mimo wszystko ogarnia zazdro ze ktoś tam osiągnął więcej, ma coś tam… A ty nie. A może też chcesz mieć. I teraz co?

  2. Pani Aniu. Otóż to. Żyjemy w czasach, w których słowa mają moc zwodzenia. Uwodzenia. Sprawiania, że pustka jest jeszcze bardziej pusta, a rozczarowanie bolesne. Wówczas szukam siebie, znajduję mojego kota, pamiętnik Babci, docieram do wspomnień, wsiadam na rower i odkrywam las, przy którym mieszkam od 40 lat, na nowo.
    Piękny wpis. Dobra emocja. Duża kultura emocji. Proszę pisać. Proszę mądre myśli przekazywać potrzebującym 🙂

    Serdecznie
    Rosa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *