W sobotę minął tydzień, odkąd w Krakowie zetknęłam się ze skoncentrowanym dobrem, miłością, pokojem, wsparciem i zaangażowaniem. To był pocisk, tak mocne przeżycie, że nie daje mi spokoju mimo, że minęło już trochę czasu. Dlatego muszę o tym napisać.
Pani Anna Dymna zaprosiła mnie do jury finału Festiwalu Zaczarowanej Piosenki. Wielki zaszczyt i radość. Chyba niewiele jest osób, które nie wiedzą o tym festiwalu, a z pewnością niemal wszyscy wiedzą o założonej kilkanaście lat temu przez Panią Annę Fundacji Mimo Wszystko.
Prawie nikt nie ma wątpliwości co do sensu i niesamowitych owoców działania tej fundacji – piszę „prawie”, bo zawsze znajdą się ci wątpiący i negujący.


Tu spróbuję dotknąć delikatnej kwestii… Bo – żeby było jasne: nie chciałabym popaść w jakiś ckliwy zachwyt, w egzaltację i dzielić się z Wami tzw. „łatwym wzruszeniem”, które towarzyszy nam zawsze, gdy widzimy dzieci albo łzy szczęścia na twarzy osoby niepełnosprawnej.
Nie tylko o osobach nie w pełni sprawnych chcę dziś pisać, nie tylko o ich ogromnym potencjale, zdolnościach, sukcesach. Ten festiwal, te nagrody, koncerty im się po prostu należą! Nie dlatego, że są niepełnosprawni, tylko dlatego, że są utalentowani, wytrwali, pracowici, i że mają pasję. Należy im się to tak po prostu – dokładnie tak samo jak w pełni sprawnym ludziom, którzy są równie utalentowani i pracowici. Należy im się prawo do „normalnego” życia , do uczestnictwa w tym życiu, w konkursach, warsztatach, wzruszeniach, sukcesach.
Pani Anna Dymna wiedziała to już dawno i prawdopodobnie dlatego założyła fundację, która o te prawa walczy i egzekwuje. Powołała do działań masę niesamowitych ludzi w różnym wieku, którzy imponująco angażują się w pomoc i realizację Jej fantastycznego planu. I głównie o Nich chciałabym napisać.

W czasie festiwalu na Rynku w Krakowie jest zielono, bo wszędzie widać działających wolontariuszy fundacji w zielonych koszulkach. I wszyscy coś robią – prowadzą wózki z niepełnosprawnymi gośćmi festiwalu, pomagają przy pracach wokół ogromnej sceny, są obecne i czujne na każdy sygnał, że potrzebna jest ich pomoc. Osoby, które mogłyby sobie teraz siedzieć w jednym z okolicznych ogródków kawiarnianych albo klepać coś godzinami w telefonach spędzają długie godziny na pracy społecznej. Są tu, bo chcą, bo mają taką potrzebę. To mnie ujmuje i zachwyca. Dzięki takiej entuzjastycznej energii wytwarza się coś, co trudno jest nazwać, żeby uniknąć banału, jakaś potężna emanacja dobra we wszystkich odcieniach. Myślę, że w takim miejscu można znaleźć to , czego niektórzy szukają ( często bezskutecznie) na medytacjach, oazach, kościołach, w sektach nie wiem gdzie jeszcze. Można tu znaleźć ludzką miłość w czystej postaci – jesteśmy dla siebie nawzajem, jest nam razem dobrze.

To jest odpowiedź na pustkę, brak celu, na poczucie bezsensu. Wiem jak dużo młodych osób błądzi, poszukuje, zamyka się w poczuciu pustki i samotności. Nie każdy ma szczęście znaleźć pasję, w której może się realizować. Jedna z najsilniejszych ludzkich potrzeb psychicznych to potrzeba bycia komuś potrzebnym, bycia użytecznym i pożytecznym. Taką potrzebę może spełnić wolontariat. Na własne oczy widziałam, ( nie po raz pierwszy zresztą), że wolontariat uszczęśliwia, unosi, daje poczucie wspólnoty, bliskości, spełnienie.

Chciałabym w tej osobistej i krótkiej (dłuższą i bardziej szczegółową można zobaczyć w tv) podziękować Wolontariuszom za to, że są. Że działają z innymi, dla innych, że szerzą miłość i entuzjazm. Że mają dobrą wolę (jak sama nazwa wskazuje – volontarius znaczy dobrowolny). Że się angażują. I że dzięki temu zaangażowaniu uszczęśliwiają wiele osób. W tym mnie.

Ich postawa jest motywująca i inspirująca – patrząc na nich chce się zrobić coś dobrego. Jeśli nie możemy poświęcić czasu, poświęćmy kilka złotych na rzecz np. Fundacji Mimo Wszystko (wszystkie dane i numer konta znajdziecie na stronie mimowszystko.org), lub wyślijmy SMS o treści POMAGAM na numer 74711 ( to niespełna 5 zł).


Nie mówmy, że niewiele możemy, że nie mamy szans uratować świata. Gdyby każdy z nas każdego dnia zrobił coś dobrego dla innych, tak „mimo wszystko” i przynajmniej spróbował pomóc komuś, kto „mimo wszystko” chce żyć „normalnie”, świat byłby trochę lepszy. Przynajmniej ten mikroświat osoby, z którą podzielę się swoim czasem albo uwagą. Wielu ludziom jest ciężko i trudno. Zdarza mi się dostawać listy z prośbą o pomoc. Nauczona rozmaitymi doświadczeniami pomagam tylko tym, którzy objęci są opieką znanej mi fundacji. Jak dobrze, że takowe istnieją i działają.

Jeszcze jedno. Zobaczyłam jak jedna z najwybitniejszych i najpiękniejszych polskich aktorek, którą od zawsze podziwiałam ( Barbara Radziwiłłówna zawsze będzie miała w mojej wyobraźni twarz Pani Anny Dymnej) generuje kolejną wartość w swoim życiu – Fundacja Mimo Wszystko, którą stworzyła pozostawia w duszach i umysłach ludzkich ślad równie szlachetny i trwały, co Jej niezapomniane kreacje aktorskie. To jest charyzma i moc. Dziękuję za to wszystko nie tylko we własnym imieniu!

Magdalena

7 thoughts on “Mimo wszystko

    1. Dziękuję serdecznie, ja również pozdrawiam Pani Iwono😘
      Nawet gdy wydaje się nam, że niewiele możemy zrobić, jeśli każdy zrobi tyle ile jest w stanie, można razem zdziałać cuda. Niedawno na instagramie zorganizowano zbiórki na leczenie ciężko chorej dziewczynki. Czasu na zebranie gigantycznej kwoty było niewiele, a jednak się udało! Razem możemy więcej! Udanego weekendu😍
      Magdalena nieboniebo

  1. Pani Anna Dymna to dla mnie wzor klasy i talentu. Jest Aniolem. Piekna aktorka, dojrzala, madra, ciepla, kochana. Chcialabym kiedys moc poklonic sie Jej na Krakowskim Rynku..

  2. Pomagając i dając choć odrobinę szczęścia innym,uszczęśliwiamy samych siebie.Wiem to po sobie.Świat wydaje się wtedy piękniejszy,choć i tak jest piękny.Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *