Od kilku dni, a może nawet dłużej, nie cichnie dyskusja o Annie Lewandowskiej i jej powrocie do pracy. Wydaje mi się, że problem jest trochę rozdmuchany, bo przecież każda z nas mogłaby być Anną Lewandowską.

Oczywiście to zdanie jest prowokacyjne i już słyszę te komentarze: „tak, na pewno mogę być Anną Lewandowską, phi” albo „nie mam takiego bogatego męża!” lub „nie jestem nienormalna i nie będę ćwiczyła zaraz po porodzie”. Oczywiście każde z tych zdań również jest prawdą, taką samą jak ta, że każda z nas może być Anną Lewandowską. Przynajmniej potencjalnie. Myślę, że jedynym sposobem, by się o tym przekonać jest wnikliwa autorefleksja, samoświadomość i rozmowa ze sobą. Prawda jest bowiem taka, że większość z nas rodząc się, potem rosnąc i dojrzewając dostaje jakieś talenty, dary boże. Robimy z tym różne rzeczy – jedne z nas te talenty rozwijają, inne je jedynie zauważają, ale oddają się innym sprawom, a niektóre nie mają nawet szansy dostrzec tych talentów z powodu tryliarda przeszkód, takich jak patologiczny dom, zła matka, pijący ojciec, pod górkę do szkoły i wielu innych, których absolutnie nie bagatelizuję. Przychodzi jednak taki moment w życiu każdego dorosłego człowieka, kiedy warto odciąć się od przeszłości, przestać niewłaściwymi rodzicami, czy złym miejscem urodzenia usprawiedliwiać swoje obecne życie i obecne wybory. Mamy to co mamy, jesteśmy kim jesteśmy i ciągle wiele od nas zależy. Ale musimy dobrze poznać swoje potrzeby, zrozumieć wybory, a przede wszystkim pogodzić się z tym, że wybierając jedno, tracimy co innego.

Anna Lewandowska wiele lat temu wybrała życie sportowca, na pewno była wtedy bardzo młoda, nie znam jej historii więc nie wiem, czy ktoś ją do tego sportu namówił, czy sama chciała długie godziny młodości spędzać w sali treningowej. Musiała mieć talent do wybranej przez siebie dyscypliny, czyli karate, bo dostała się do kadry. Może wiele osób o tym nie wie, ale dla kogoś, kto zaczyna zawodowo uprawiać sport, treningi i ćwiczenia są takim samym obowiązkiem, jak gra na instrumencie dla muzyka zatrudnionego w filharmonii. Czy komuś przyszłoby jednak do głowy rugać skrzypaczkę, że miesiąc po urodzeniu dziecka ćwiczy grę na skrzypcach, by po powrocie na pełen etat do pracy nie zamęczyć słuchaczy fałszami? Anna Lewandowska wywołała dyskusję narodową, podczas której z ludzi wylewa się wiele frustracji, pojawiają się nadużycia. Dyskusja ta jest, moim zdaniem, bezzasadna. Nie zgadzam się z tymi, którzy mówią, że Lewandowska wywiera presję na kobiety, które czują, że muszą tak jak ona świetnie wyglądać po porodzie. Na jakich kobietach? Bo na tych, które mają swój mózg i go używają, moim zdaniem nie wywiera żadnej presji. Większość z nas rozumie, że każdy z nas jest inny, ma inne predyspozycje, ale ma też wolną wolę. Jeśli komuś zależy na tym, by mieć piękne, wytrenowane ciało na pewno znajdzie sposób, by to osiągnąć. Jeśli zaś woli spędzać czas inaczej, na przykład na czytaniu książki powinien rozumieć, że dokonał innego wyboru. Oczywiście też słyszę już te głosy, które mówią, że one chciałyby wyglądać jak Lewandowska i ćwiczą i starają się trzymać dietę, ale im się nie udaje. Albo, że chciałyby wyglądać jak Lewandowska, ale nie są w stanie jeść tych dziwacznych rzeczy, które ona proponuje. I tutaj właśnie dochodzimy do miejsca, w którym należałoby spojrzeć prawdzie w oczy i uczciwie, samemu sobie odpowiedzieć, czy naprawdę rzetelnie codziennie ćwiczę, czy trzymam dietę (nie restrykcyjną, tylko zdrową zbilansowaną dietę), czy nie podjadam, czy przestałam jeść cukier. Prawdopodobnie wiele z nas przynajmniej na jedno z tych pytań odpowiedziało: nie. I to jest ok, tylko teraz trzeba przejść do punktu drugiego i znów zadać sobie pytanie: jakie mam korzyści z tego, że jem słodycze, że zamiast iść na marsz z kijkami zostaję przed telewizorem? Na pewno coś dzięki temu zyskujemy. Może to coś jest ważniejsze od kaloryfera na brzuchu? Może to coś lubimy bardziej niż jędrne pośladki? Nawet na pewno tak jest, tylko trzeba to sobie uświadomić i nazwać.

Podam Wam przykład z własnego życia, choć z „innej beczki”. Za każdym razem, gdy trafiam w telewizji na Annę Wendzikowską, która swobodnie rozmawia z gwiazdami Hollywood, szlag mnie trafia. Jeszcze jakiś czas temu sama robiłam wywiady po angielsku, a teraz? Teraz bym dostała skrętu kiszek z nerwów, bo od lat praktycznie nie używam angielskiego, nie licząc small talków podczas wakacyjnych wyjazdów. A jak wiadomo język, podobnie jak organ, nieużywany zanika. Czy jednak z tego powodu powinnam pisać do TVN-u, by zdjęli Wendzikowską w anteny, bo mnie frustruje i źle mi na ego robi? Czy wieszać na niej psy, że się lansuje u boku amerykańskich gwiazd? Jakoś tego nie widzę w ten sposób. Mój wewnętrzny dyskomfort pojawiający się wtedy, gdy ją oglądam, skłania mnie raczej do refleksji nad tym, dlaczego nie szlifuję swojego angielskiego? Jakie mam korzyści z tego, że zamiast poćwiczyć język idę piąty raz tego dnia na spacer do lasu lub siadam na kanapie i czytam książkę? Po polsku! Mam głębokie przekonanie, że poszukiwanie przyczyn subiektywnych, próba zrozumienia siebie jest znacznie lepsze niż spychanie wszystkiego na obiektywne okoliczności przyrody. I jeszcze jedno, po krótkim dyskomforcie, wynikającym z tego, że mój angielski jednak zamiera, odpuszczam sobie, idę do lasu. Świadomie, bez marudzenia, że gdyby mnie wysyłali do Hollywood na wywiady to bym mówiła lepiej po angielsku. Nie mówię, bo mi się nie chce, bo dokonałam w tym momencie innego wyboru. Bo zyski, które mam z pójścia do lasu są dla mnie teraz ważniejsze od strat, które wynikają z dyskomfortu i lekkiego „żenua”, że ten mój angielski jest coraz słabszy.

Odpuśćmy Lewandowskiej, przyjrzyjmy się sobie. I albo ruszmy z kopyta w kierunku, który nas interesuje, albo… odpuśćmy sobie, a przy okazji innym.

Zdjęcie, które widzicie w tym poście zrobiła Joanna Cykowska. Dziewczyna, która ma wykształcenie muzyczne, pracuje w Policji i robi fantastyczne zdjęcia. Dlaczego? Bo takich dokonywała wyborów. Świadomie kształtuje i zmienia swoje życie. Mam nadzieję, że już niedługo będziemy mogły obszerniej ją przedstawić 🙂

Ania

16 thoughts on “Możesz wszystko, tylko dowiedz się, czego chcesz!

  1. „Przyjrzyjmy się sobie”, tak na wszystko staram się patrzeć. Bardzo dobrze napisane. Pozdrawiam Pani Aniu, Iwona

  2. Super, można pięknie utrzeć nocha P.Młynarskiej, Gretkowskiej. Nasze życie, nasze wybory. A mnie zawsze zachwycają twoje wywiady i teksty po polsku.

    1. Nie wiem, czy chciałam ucierać im nocha :), ale myślę, że gdy się zrozumie swoje potrzeby i za nimi podąża, nie ma potrzeby odnoszenia się do wyborów innych ludzi. I dziękuję za czytanie moich tekstów 🙂 Ania

  3. Trafia pani w setno sprAwy! Bardzo duzo przyjemnosc czytac pani tekst!!:) Skromnie chcialabym dodac ze mysle ze zyjemy w taki czasach ze bardzo zapatrujemy sie na innych i ich styl zycia a nie podazmy za tym co nas samych cieszy. Przyklad zmojego zycia: calkiem przypadkiem zaczelam spogladac na ig profile zon pilkarzy i czesto irytuje mnie jak podaja zdjecia z wakacji w exclusive kurortach a ja tym czasem siedzie w domku z dwojka malych chlopcow, gotuje objadki, chodze na spacerki w dresach lol a maz w pracy. Jednak gdy pomysle glebiej to ciesze sie moja kochana rodzinka i tym faktem ze moge byc w domu z dziecmi i sie nimi spokojnie zajmowc gdyz fundusze nam nato pozwalaja. Ale moment lekkiej niespokojnosci gdzies tam byl patrzac na ich profile. Chociaz przelotny ale byl. Mysle ze czego nam potrzeba to skupieniu sie nad soba a te czasy nie zawsze na to pozwalaja bo wokolo roznych zeczy na social media. Z drugiej strony bardzo sie ciesze ze dostep do innych ludzi jest bo np mam teraz przyjemnosc czytania pani bardzo madrych i wartosciowych tekstow!!:))) pozdrowionka i bardzo sie ciesze ze ztworzylyscie tego bloga. Bede chetnie czytac!

    1. Całkowicie się z Panią zgadzam – czasy sprzyjają temu, żeby porównywać się z innymi, bo mamy łatwy dostęp do ich życia przez social media. Warto jednak pamiętać, że po pierwsze to tylko jakiś fragment cudzego życia, a po drugie, że zawsze lepiej zająć się sobą, swoim rozwojem niż porównywaniem z innymi. Pozdrowienia dla Pani i rodziny 🙂 Ania

  4. Moja Mama zawsze mi mowila …… A co ty jestes Ania … a co ty jestes Kasia …. A co ty jestes twoja kolezanka z liceum….. …. Ty jestes ty. Mysl wlasna glowa uzywaj wlasnego rozumu…. nie nasladuj we wszystkim innych…. mysl o tym co ty chcialabys robic…..o tym kim ty chcialabys byc….gdzie byc, co robic i z kim. Mysle ze dzieki niej juz w mlodych latach mojego zycia uswiadomilam sobie, ze jestem soba a nie kims innym.
    W dzisiejszych czasach Facebook Twitter itp pchaja Nas wrecz do bycia nie soba. Do pokazywania i kreowania nie siebie a super szczesliwych sztucznych ludzi.
    Kazdy ma swoje problemy i napewno taka Lewndowska tez sie czasem nie maluje, nie spi, placze gdy ma jakis wiekszy problem.

    Nalezy sobie uswiadomic ,ze kazdy powinien robic to co chce i jak chce. Nawet taka Lewandowska. Wazne by robic to w zgodzie ze soba i nie raniac innych.

    CUDOWNY BLOG !!!

    1. Dziękujemy bardzo! Pani mama przekazała Pani wielką mądrość – dokładnie tak jest, każdy ma tylko siebie i o tym powinien pamiętać dokonując wyborów, podejmując decyzje. Trzeba kierować się tym, czego ja chcę i kim jestem, i tak jak Pani napisała, nie ranić innych.
      Pozdrawiamy
      Magdalena i Ania

  5. Jesteśmy odrębnymi bytami, jeden lubi biegać dodaje mu to energii, drugi ma naturę leniwca i woli poleżeć z dobra ksiażka pod kocykiem / jak ja 🙂 / , czasami to życie gdzieś nas pcha pokazuje że można robić coś innego …inaczej, ale czy jesteśmy wtedy szczęśliwi w tym nowym ?
    U mnie w dzieciństwie było odwrotnie niż u Pani Małgosi , zawsze bylam krytykowana, porównywana ……… patrz jak ta ładnie wygląda, a popatrz gdzie ta poszła do szkoły, z wiekiem……….. jakiego ma męża ,życie, dzieci itp itd, do dzisiaj żyję w przeświadczeniu że nie jestem idealna dla moich rodziców…………..ale uczę się być dla siebie mniej krytyczna niż byli/ są moi rodzice sama mam córkę i staram się powtarzać je jchoc zaleciałości z dzieciństwa zostają żeby była sobą , kochała siebie ……. dzięki temu będzie spokojniejsza i szczęśliwsza . Miłego fajnego dzionka 🙂

    1. Bardzo mądre słowa. Porównywanie z innymi jest strasznie niszczące i nic nie wnosi dobrego. Trzeba chcieć przeskakiwać samego siebie i w swojej dyscyplinie. I dlatego warto zapoznać i polubić się ze sobą. Fantastycznie, że ma Pani taką świadomość i wie, na co uważać w wychowaniu dzieci. My też się bardzo staramy to zauważać. Magdalena i Ania

  6. A teraz Kochane blogerki, potrzebuję porady nawiązując do tematu ….córka 11 letnia jest na wakacjach u moich rodziców i wczoraj dowiedziałam się od mojego biologicznego ojca że jest niewychowana, zepsuta do szpiku kości że nie słucha się och lekceważy ect.ect, oczywiście moje dziecię dostało ode mnie niezły opr przez telefon ale?!!! coś mnie tknęło wiem problemy wychowawcze mam ale myślę jak większość rodziców dzieci w tym wieku…ale żeby od razu młoda stawiać w tak negatywnym świetle i przypomniało mi się dzieciństwo….
    Ojciec którego nie było w domu bo pracował i matka która była ale nieobecna gdy jej potrzebowalisy w rozmowie w problemach wieku dorastania…. mój kontakt jeszcze z rodzicami jest ale mój brat jak wyjechał tak zostawił wszystko w tyle……
    u nich wychowanie to był wrzask, obrażanie , trzaskanie drzwiami, a może by tak z ta młoda porozmawiać dlaczego tam u dziadków tak jest? Czy na szacunek nie trzeba sobie zapracować…..
    To jest mój tata, wysłuchałam potulnie jak za dzieciaka i ……… nosi mnie żeby zadzwonić i mu wygarnąć ale czy to ma sens? Ja chyba tak nie potrafię i to też gdzieś jest blokada jeszcze z dzieciństwa oj boję się bo wpadam w paranoje że zepsuję swoje dziecko tak jak ja zostałam zepsuta…….
    Pani Aneczko, Pani Madziu ….. co zrobiłybyście na moim miejscu

    1. Pani Wiolu, żadna z nas nie jest psychologiem, więc nie możemy dawać rad, które należy brać do siebie tak, jak rady specjalistów. Każda z nas była córką, jest matką. My też zmagałyśmy się z różnymi zaszłościami z własnego dzieciństwa i zmagamy się z różnymi problemami związanymi z wychowaniem naszych dzieci. Zgadzam się z Panią w jednym – dziecko powinno czuć, że matka i ojciec stoją po jego stronie. I tak długo, jak się da rozmawiają, tłumaczą, pytają, proszą o wytłumaczenie, dlaczego dziecko zachowuje się tak, a nie inaczej. Czasami kontakt z dziadkami faktycznie może być trudny – i to zarówno dla dziecka, jak i dla dziadków. Myślę, że gdy córka wróci do domu powinna Pani z nią porozmawiać, może nawet nie raz, może kilka razy, na raty. Trzeba się dowiedzieć, jak opisywana przez Pani tatę sytuacja wygląda w jej oczach. Zna Pani i swoich rodziców i swoją córkę, z pewnością będzie Pani wiedziała, które z nich ma „za uszami”. Rozumiem, że takie rozmowy z rodzicami nie należą do łatwych, bo dyskutując z tatą o swojej córce, siłą rzeczy będzie Pani musiała odnieść się do siebie, swoich przeżyć i wspomnień. Jeśli ma Pani siłę na taką rozmowę z tatą, bardzo Panią do niej zachęcam, bo może jemu też trzeba uświadomić, że nie zawsze był idealny i ma teraz dzięki wnuczce szansę, żeby się zrehabilitować. Ale przede wszystkim musi być Pani ze swoją córką i jej towarzyszyć w trudnych emocjach. To jej opiekunem Pani jest i o jej komfort psychiczny powinna się troszczyć. Jeśli faktycznie źle się odnosi do dziadków, oczywiście trzeba jej zwrócić uwagę. Ale trzeba też wziąć pod uwagę to, że jej zachowanie wynika z tego, że nie czuje się dobrze z dziadkami. Swoją drogą współczuję też Pani, bo usłyszeć tyle niemiłych słów od swojego ojca nie jest przyjemne, nawet jeśli nie dotyczą one nas, tylko naszego dziecka. Mam nadzieję, że choć odrobinę Pani pomogłam. Życzę, żeby udało się Pani rozwiązać tę sytuację z korzyścią dla wszystkich 🙂
      Ania

  7. Dziękuję Pani Aniu 🙂 ,,,,odpuściłam przeanalizowałam nikt nie jest ideałem….ale to juz wiemy, moje dziecko to moje problemy a rodzice przyjechali ugościłam jak mogłam zaprosiłam na recital Stockingera w klimacie lata 20, lata 30 i wrócili do siebie ……
    Może nie było to oczyszczenie ale po co zaogniać w naszym przypadku rozmowa szczera nie przebiegłaby torem jakim powinna wiec szkoda nerwów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *