Obie jesteśmy odrobinę nostalgiczne i lubimy czasem wracać do przeszłości. Zdjęcie, które zamieściłyśmy w jednym z poprzednich postów, zrobione na Nowym Świecie przywołało nasze wspomnienia z licealno – studenckich, beztroskich czasów.

Szczególnie na studiach często tam bywałyśmy. Akademia Teatralna, w której studiowałyśmy mieści się na wysokości Starówki, między Rynkiem Nowego Miasta a Traktem Królewskim, toteż często miałyśmy okazję i przyjemność przebywania w jednej z najpiękniejszych części Warszawy. Korzystałyśmy z tej okazji intensywnie, bo na Nowym Świecie zawsze było co robić. Zaczynałyśmy od spaceru. Szłyśmy zwykle trochę naokoło – ze szkoły w prawo, ulicą Długą na Freta, potem przez Barbakan ulicą Świętojańską , (na której, vis a vis katedry mieściła się klimatyczna i do tego zasobna czytelnia – istnieje nadal, muszę ją odwiedzić)… albo Piwną, obok kościoła św. Marcina. Uwielbiam to miejsce na końcu Piwnej, w którym otwiera się przestrzeń i widać Plac Zamkowy, Kolumnę Zygmunta i w dole trasę WZ… wchodziłyśmy na Krakowskie Przedmieście. Tam przy przystanku autobusowym zaglądałyśmy do Demmer’s Teahouse, w której można było kupić wtedy najlepsze herbaty w Warszawie. Obie uwielbiałyśmy zapach herbaty w tym sklepie. Rzadko wychodziłyśmy bez czerwonej paczuszki z którąś z naszych ulubionych herbat. Można tam było również kupić szkockie ciasteczka maślane, które wówczas nie były dostępne wszędzie tak jak teraz. No i oczywiście akcesoria do parzenia herbaty, czajniczki, śliczne angielskie kubeczki porcelanowe i fajansowe.

Jeśli spędzałyśmy tam zbyt dużo czasu, wsiadałyśmy w autobus i wysiadałyśmy pod Wydziałem filozofii UW. Stamtąd zasuwałyśmy prosto w Nowy Świat, który się przed nami otwierał. A ten Nowy Świat był dla nas wielkim światem, a przynajmniej wielkim światem powiewał. Tu obok siebie mieściły się perfumerie Estee Lauder i Diora, które w pierwszej połowie lat 90-tych teleportowały nas do Paryża i Londynu. Miałyśmy nawet szansę zakosztować tych luksusów, bo już luksusową sytuacją był fakt, że byłyśmy studentkami miejscowymi – mieszkającymi z rodzicami w Warszawie i studiującymi na państwowej uczelni. Pieniądze, które zarabiałyśmy wówczas w telewizji pozwalały nam na zakup szminki/pudru/błyszczyka – do wyboru. Na krem już nam było trochę szkoda pieniędzy.

Ale za to po zakupie luksusowego artykułu, po którym czułyśmy się obywatelkami świata (wielkiego świata – nie zapominajmy) szłyśmy do słynnej Kawiarni Nowy Świat, która mieściła się przez wiele lat pod numerem 63. To miejsce z historią – przed wojną działał tam kinoteatr, który spalił się, a następnie go odbudowano. W 1939 budynek został ponownie zniszczony. Po wojnie w miejscu w tym miejscu powstała legendarna kawiarnia. W latach 50-tych odbywały się tu bale, koncerty, spotykali się artyści i naukowa elita. Potem występował tu kabaret Dudek i organizowano Radiowe Giełdy Piosenek. Na początku lat 90-tych zrobiono tam remont i Kawiarnia Nowy Świat wyglądała jak kawiarnie w Wiedniu. Wrażenia dopełniała karta, z której zamawiałyśmy zawsze to samo: pyszną mleczną kawę Kapuziner i Apfelstrudel z jabłkami pokrojonymi w plastry, z bakaliami i dużą ilością cynamonu. To zawsze była moja ulubiona wersja szarlotki.

W jedną sobotę w miesiącu umawiałyśmy się tam we 4: oprócz mnie i Ani jeszcze dwie Magdy-nasze koleżanki ze studiów. Żeby nie było wątpliwości, do której Magdy się zwracamy przybrałyśmy inne imiona: ja – Krysia, Ania – Janeczka, Magda 1 – Helenka i Magda 2 – Leokadia vel Lodzia. Przy kawie opowiadałyśmy sobie o naszych planach, podróżniczych marzeniach, rozmawiałyśmy dużo o wystroju wnętrz, o wystawach, bo wszystkie interesowałyśmy się sztuką, a także – żeby było jasne – o chłopakach. No i o wszystkim, o czym lubią rozmawiać kobiety, czyli o ubraniach, butach i torebkach.

W te soboty często zdarzało nam się widzieć siedzących pod oknem trzech wielkich artystów – Gustawa Holoubka, Tadeusza Konwickiego i Andrzeja Łapickiego. Panowie zapewne poruszali dużo poważniejsze tematy, choć pewnie dużo żartowali – dwukrotnie miałam szczęście znaleźć się w towarzystwie Pana Gustawa Holoubka – miał ogromne poczucie humoru i finezyjny dowcip.

Mam pod powiekami obraz tych trzech mężczyzn. Już wtedy wiedziałam, że będę opowiadać o tym moim dzieciom, ale wtedy wszyscy trzej wydawali mi się być nieśmiertelni. Poniekąd są. Do dziś zdarza mi się wracać do scen z genialnego filmu Tadeusza Konwickiego „Lawa” na podstawie „Dziadów” Mickiewicza, filmu uniwersalnego, wielowymiarowego. Najczęściej wracam do „Wielkiej Improwizacji” wykonanej przez Gustawa Holoubka – sceny, która jest dziełem wybitnych artystów – poety, aktora, reżysera i kompozytora Zygmunta Koniecznego. To film na światowym poziomie. Nie bez znaczenia są w nim zdjęcia niestety nieżyjącego już, ale cenionego na całym świecie operatora (nominacja do Oscara) Piotra Sobocińskiego.

Innym owocem współpracy Tadeusza Konwickiego i Gustawa Holoubka był film „Salto”. Tęsknię za takim kinem, za tą wrażliwością i za takim wielowymiarowym przekazem. Cieszę się, że można wrócić do tych filmów. Dobrze, że kino może nas przenieść do czasów, których już nie ma, pozwala nam spotkać się z ludźmi, którzy odeszli.

Nie ma już wśród nas wielu osób, które tworzyły nasz świat. Nie ma już kawiarni Nowy Świat. Ale jest nowy świat, w którym odnajdujemy ślady przeszłości i staramy się wydeptywać nowe ścieżki. Z przyjemnością wracamy tu z Anią wspominając to, co było i cieszymy się tym, co jest teraz. Mamy swoje nowe miejsca – francuską piekarnię Vincent, Green Coffee , księgarnię i ulubiony sklep z kawą. I choć obie z Anią jesteśmy ciągle w pędzie, żeby nadążyć za tym zmieniającym się, ciągle nowym światem, staramy się co jakiś czas zatrzymać na chwilę nie oglądając się za długo w przeszłość i nie wybiegając w przyszłość. Chcemy być tu i teraz i tym się w tej chwili cieszyć.

Magdalena

13 thoughts on “Nasza Warszawa – Nowy Świat

  1. Magda kochana, jak pieknie, nostalgicznie..moze kiedys uda mi sie z Toba przespacerowac Nowym Swiatem i wypic pyszna herbate:)

    1. Zgadzamy się i pewnie będziemy czasem wracać do przeszłości i do miejsc, których już nie ma😉😃. Gorąco pozdrawiamy
      Magdalena i Ania nieboniebo

  2. Kurczę! Nie znam Warszawy… byłam w stolicy zaledwie kilka razy! Ale mimo przeważających negatywnych opinii moich znajomych, mnie ona się bardzo podoba!!! A teraz, po przeczytaniu Twojego wpisu Madziu, mam ochotę poznać ją bardziej… bo uwielbiam miejsca z historią, duszą! I pewnie wiele miejsc, wspaniałych miejsc już nie istnieje… albo istnieją tylko w czyjejś pamięci, ale powstają nowe, również piękne… I tak jak piszesz; „nie ma już kawiarni Nowy Świat, ale jest nowy świat…”, w którym Wy wydeptujecie te „nowe ścieżki” i to jest piękne!!! To tu i teraz!!! Cudowny wpis i cudowne fotografie!!! Dla mnie idealne „czytadło” na zakończenie dnia! Serdecznie pozdrawiam :* Basia

    1. Basiu, jesteśmy trochę nostalgiczne i planujemy cały cykl „Nasza Warszawa”,chcemy tam opisywać miejsca, które są dla nas ważne i wiążą się ze wspomnieniami różnych etapów życia. Mam nadzieję, że polubisz Warszawę i wspomnisz nas na Nowym Świecie;)). Ściskam Cię mocno😘😘😘
      Magdalena nieboniebo

  3. Cudowna Pani Magdaleno!
    Dziękuję za Blog przez Panie prowadzony, który odkryłam dzięki ostatniemu „Skarbowi”.
    Muszę Paniom zdradzić, że kawiarnię „Nowy Świat” pamiętam z lat 1964/1965, kiedy po maturze miałam rok przerwy i kończyłam w Warszawie kurs stenotypii.
    W południe zaglądałyśmy z przyjaciółką do Kawiarni, gdzie przy sąsiednich stolikach można było wówczas spotkać Wiecha w rozmowie z Ludwikiem Sempolińskim.
    Bywałam też na spektaklach kabaretu „Dudek”.

    Pozdrawiam Panie serdecznie.

    1. Kiedy ktoś do jednych wspomnień, dokłada kolejne tworzy się coraz piękniejsza mozaika. Dziękujemy za Pani wspaniałe obrazki z pamięci. I dziękujemy za miłe słowa, mamy nadzieję, że będzie Pani do nas zaglądała.
      Serdecznie pozdrawiamy
      Magdalena i Ania

    2. Droga Pani! Dziękujemy za to wspomnienie i to, że Pani się nim podzieliła… teraz, w kolejną rocznicę Powstania myślę szczególnie czule o naszym pięknym mieście pełnym ran i śladów przeszłości. Te ślady warto pielęgnować… pozdrawiamy bardzo serdecznie
      Magdalena nieboniebo

  4. Magdaleno. Pięknie się Ciebie Czyta, ale dla mnie, bydgoszczanki, fascynujące są Twoje doświadczenia aktorskie, oraz Ani dziennikarskie. Może kiedyś uchylicie rąbka…

    Piszecie cudownie i ciekawie, ale to co w Was jest Twojsze, to nadal skarbiec dla czytelników niedostępny. Rozważmy, czy da się to zmienić 🙂

    Pozdrawiam serdecznie
    Rosa W Cieniu Muz

    1. Roso, mam wrażenie, że tu dzielimy się bardzo osobistymi „kawałkami siebie”, ja z pewnością piszę tu o rzeczach, o których nie opowiadałam nigdy w wywiadach. Trudno mi pisać o doświadczeniach aktorskich – do tego potrzeba mieć dystans czasowy i emocjonalny, a ja cały czas jestem w wirze działań. Poza tym o mojej pracy najlepiej mówi moja praca, jakkolwiek zabawnie brzmi to zdanie. Czasem jestem pytana o to w wywiadach, wiele razy opowiadałam o początkach mojej pasji i pierwszych krokach w zawodzie. Może któregoś dnia tak mnie „najdzie”, że o tym napiszę, albo może Ania zrobi ze mną wywiad na ten temat – wprawdzie nie pierwszy, ale w tej sytuacji szczególny, bo na zamówienie „naszych” Czytelniczek;). Może „dojrzejemy” do tego pomysłu któregoś dnia. Dziękuję za podzielenie się swoimi uwagami:))). Pozdrawiam gorąco:)))
      Magdalena nieboniebo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *