Jest słoneczny letni poranek. Leżę sobie na łóżku w rozjaśnionej słońcem sypialni i cieszę się wolną sobotą, tym, że wreszcie wyszło słońce i że obok mnie leżą sobie dwa zadowolone koty. 

Szczurek swoje imię zawdzięcza swojej fizjonomii – gdy do nas przyjechał z Kozienic w klatce chomika, był mały,długi, chudy, brudny, zaropiały i miał szorstkie futerko. Przyjaciółka przywiozła nam go od swoich rodziców, którzy w listopadowy wieczór znaleźli go u siebie na tarasie w wózku dla lalek swojej wnuczki. Przyszedł sobie, wlazł tam i jakimś kocim sprytem przeczuł, że to dobry adres. Rodzice przyjaciółki nie mogli go zabrać do domu – ich pies staruszek nie tolerował kotów, więc nakarmili go, udzielili mu pierwszej pomocy i przekazali w nasze, czyli „dobre ręce”;).

Wiedzieli, że marzę o kocie. Wcześniej nie zdecydowałam się kupić kota, bo jestem zwolenniczką teorii, która u mnie się sprawdza, że zwierzaki same wybierają sobie właścicieli. Planowałam pomóc kotom w tym wyborze – odczekać dwa lata, gdy mój młodszy synek skończy 5 lat i udać się do schroniska, ale widać miało być inaczej. Ewunia przywiozła nam małego kotka (brudaska z kocim katarem) wcześniej niż planowałam. Był chudy, parchaty i zapchlony, z rozdętym brzuszkiem. Wiadomo było, że jeśli nie trafi do jakiegoś domu, zginie. Pani weterynarz postawiła go na nogi, ale wolę nie opisywać okresu rekonwalescencji. Długo nie wiedzieliśmy jak dać mu na imię – był długi i podobny do szczura. Wyglądał po prostu jak mały szczurek. Zaczęliśmy tak do niego czule mówić i stwierdziliśmy, że tak powinien się nazywać. Nie przewidzieliśmy, że po roku stanie się potężnym, błyszczącym białym kotem i postrachem wsi.

Rozpieściliśmy go strasznie – ma absolutne przekonanie, że jest najmądrzejszym i najpiękniejszym kotem na świecie. Zresztą dla nas jest. Gdy dwa razy przepadł na kilka dni, myślałam, że się zapłaczę. Raz nie było go prawie trzy tygodnie – prawdopodobnie ktoś zamknął go niechcący w jakiejś komórce albo garażu. Jego powrót wyglądał jak powrót żołnierza z wojny – był wychudzony i brudny, ale szczęśliwy… znowu mógł nami rządzić, robić nam awantury i obrażać się, gdy coś mu się nie podobało.

Poczuł się nieco zagrożony, gdy po 3 latach trafiła do nas suka (ona też sobie nas wybrała, ale o tym kiedy indziej). Szczurek traktuje sukę z pogardą i obrzydzeniem, omija ją z niechęcią. Ale chyba potrzebował sojusznika, bo kota, który zdecydował się do nas wprowadzić, zaakceptował bez problemu. Krecik trafił do nas rok temu. Sam. Przyszedł sobie do ogrodu, wlazł na drzewo i miauczał. Zaprowadziła mnie do niego nasza suczka. Zdjęłam go, nakarmiłam i wyprowadziłam za bramę.

Następnego dnia obudziło mnie szczekanie i miauczenie. Mały czarny kotek siedział pod drzwiami i żądał, żeby go wpuścić i nakarmić, a najlepiej  zaadoptować. Nie było wyjścia. Suka go zaakceptowała – nosiła w pysku i myła. Szczurek na szczęście nie miał nic przeciwko koledze. My też nie – dzięki „nowemu” nasz starszy kocur stał się dla nas bardziej łaskawy i chętniej okazywał nam czułość. Żeby było sprawiedliwie wobec Szczurka, nowy ze względu na czarne futerko dostał imię Krecik. Uwielbiam na nich patrzeć. Cieszę się, że mamy te zwierzaki, a one są wyraźnie szczęśliwe, że mają nas. To oczywiście są też kłopoty – ciągłe odkurzanie, sprzątanie, sierść na ubraniu, no i angażowanie przyjaciół, żeby mieszkali u nas, gdy wyjeżdżamy na wakacje.

Ale chwile z zadowolonym kotem na rękach są bezcenne. A kocia łaskawość jest jak wielka nagroda – wiedzą o tym pewnie tylko właściciele kotów. Kociarze zresztą to osobny temat – łączy nas tajemne porozumienie, język, kod zrozumiały tylko dla tych, którzy kochają koty i potrafią interpretować ich zachowania, odgadywać koci nastrój. Potrafimy naprawdę długo opowiadać sobie wzajemnie o naszych kotach i ich wyczynach. Wstydzimy się trochę do tego przyznać, ale oglądamy w internecie zabawne filmiki o kotach, zdjęcia kotów chowających się do pudełek, szuflad, toreb, doniczek. Mało tego: licytujemy się, czyj kot jest mądrzejszy i ile słów potrafi powiedzieć „po ludzku”. (Szczurek w drodze do pani weterynarz woła z koszyczka „mamo”;).

Szczurek chyba wie, że o nim piszę, bo przyszedł do mnie i ułożył mi się na nogach. Często zastanawiam się, czy wie ile radości mi daje… I czy ma świadomość, że widok śpiącego kota daje jego pani poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Gdy zaczęłam go głaskać tak, że mu się nie spodobało, podrapał mnie. Nigdy nie potrafię się za to na niego gniewać. Mam wrażenie, że kot jak nikt inny potrafi nauczyć człowieka tolerancji, poszanowania granic, uznania dla swojej odrębności i indywidualności. Każdego dnia uczymy się od siebie czegoś nawzajem.

Magdalena

27 thoughts on “O kotach

  1. Są piękne!😻😻 Też mam dwa kotki i są u mnie z przypadku.Garfield przyjechał do mnie z Gdańska. Mój tata znalazł go przy śmietniku jak przejeżdżał obok samochodem. Od razu go wziął do domu bez zastanowienia. Garfield stał się wielkim leniwym kotem. Trzy razy przez niego płakałam, ponieważ raz uciekł na ulice i samochód go prawie przejechał ale na szczęście weterynarz go uratował. Później poszedł do sąsiadów bo zobaczył, że mają dwa psy a on lubi naszego psa to chciał zobaczyć tamte i oczywiście znów musiał wkroczyć weterynarz bo tamte psy go pogryzły. A na końcu postanowił sobie uciec na parę dni. Na szczęście wrócił. Mój drugi kot Zenek przybłąkał się do nas. Stał pod drzwiami i miałczał więc go wpuściłam i zatrzymałam. W przeciwieństwie do Garfielda jest grzeczny. Nie wiem jak Pani ale ja najchętniej bym przygarnęła wszystkie koty które się błąkają i nie mają własciciela.
    Pozdrawiam serdecznie😘😘

    1. Rozumiem Cię Wikusiu, ja też byłabym w stanie zgarnąć wszystkie bezdomne zwierzaki w okolicy. Gdy byłam w liceum, sprowadziłyśmy z siostrą do domu dwa psy i cztery koty!!!😉
      Wszystkiego dobrego, Wikusiu dla Ciebie i Twoich kotków 😘😘😘😘
      Magdalena nieboniebo

  2. Oj, tak! Koty to wspaniałe zwierzęta i uczą bardzo wiele. Moja kotka jest ze mną już 7,5 roku i nie wyobrażam sobie życia bez niej. Gdy nie mogę zasnąć jej mruczenie mnie uspakaja i umożliwia zaśnięcie. Zawsze wita mnie w drzwiach i niezależnie, czy nie było mnie w domu 5 minut, czy 2 tygodnie. „Ktoś mi kiedyś powiedział, że koty nie kochają. Odpowiedziałem mu wtedy: być może nie wiesz, co to jest miłość”. 🙂

      1. Tak Pani Edyto, koty mają specyficzny sposób okazywania uczuć – nie są wylewne, więc każdy łaskawy gest jest jak wielka nagroda…
        Pozdrawiam ciepło
        Magdalena nieboniebo

    1. To prawda – świetnie Pani temu komuś odpowiedziała!:)) Cóż, ludzie którzy kotów nie mają i nie znają, nie zawsze potrafią zrozumieć złożoną kocią osobowość… znam wiele osób, które diametralnie zmieniły zdanie na temat kotów dopiero gdy z kotem zamieszkały. Mnie podobnie jak Pani trudno jest wyobrazić sobie moją codzienność bez kotów… pozdrawiam bardzo serdecznie!
      Magdalena nieboniebo

  3. Witam, super ciepłe słowa … mam trzy koty i każdy ma swoją historie jak znalazł się u nas w domu . Nie wyobrażam sobie domu bez kota …psa tez planujemy w przyszłości , ale jak piszesz sam się znajdzie w odpowiednim czasie . Moje dwa koty to takie urwisy , a kotka to już strasza pani, właściwie ciagle śpi u syna na biurku 😉Uwielbiam zamknąć oczy i słychać naruszenia kotów a każdy z nich mruczy inaczej …

    1. Znam to i mam podobnie!!! – Mnie także mruczenie kotów uspokaja, ich leniwa powolność jest dla mnie pokazową lekcją jak zwolnić wariackie tempo 😂. Moje koty też lubią układać się na biurku, na klawiaturze komputera, albo na torbie, którą za chwilę mam zabrać i wyjść, jakby chciały mi pokazać, że trzeba pomyśleć o odpoczynku😉. Pozdrawiam serdecznie Panią i kocią gromadkę😘
      Magdalena nieboniebo

  4. Dzień dobry Pani Magdo:-)od tygodnia jestem stałą czytelniczką Pani i Pani Ani bloga….kolejny kapitalny tekst..napisany z polotem, dużym oddaniem, szczerością, chęcią zainteresowania czytelnika. Oddanie i zaangażowanie jest wyczuwalne niemalże po paru wyrazach. Pozdrawiamserdecznie, a Kotki proszę podrapać ode mnie za uszko:-)

    1. Bardzo się cieszę Pani Dominiko😍
      To wielka radość przekonać się, że nasze słowa i osobiste wynurzenia trafiają do Osób, które je czują! Dziękujemy za miłe słowa i zapraszamy 😍😍♥️♥️
      Magdalena i Anna nieboniebo

    1. Pani Edyto, przepraszam, że z opóźnieniem ukazał się Pani post. Niestety musiałyśmy uruchomić opcję „ręcznego” zatwierdzania komentarzy, ponieważ inaczej i Państwo i my czytalibyśmy np. natrętne reklamy różnych dziwnych preparatów i usług. A ja przyznaję, że „zaspałam” z zatwierdzaniem komentarzy. Dziękujemy za Pani wpis. Mam nadzieję, że będzie Pani chciała podzielić się jeszcze z nami swoimi doświadczeniami lub wspomnieniami.
      Pozdrawiam
      Ania

  5. Moj kot mial 18 lat i dwa miesiace temu umarl. Dom juz nie jest taki sam. Normalnie zaloba. Piekny tekst pani Magdo i prawdziwy. Koty ucza tez relaksu i bardzo odstresowuja. Zawsze jak patrzylam w oczy mojego kota to… slyszalam nie przejmuj sie wszystko sie ulozy.
    Taki maly kot w duzym domu a taka duza pustka .

    1. Pani Ewo, głęboko Pani współczuję, bo pożegnałam kilka kotów (gdy mieszkałam z rodzicami, mieliśmy 3 koty), wiem co to znaczy. To prawdziwa wyrwa w sercu. Pewnie któregoś dnia wybierze sobie Panią jakiś mały kotek, który nie wypełni wprawdzie tej pustki, ale przyniesie jeszcze radość. Tego życzę z całego serca i ściskam Panią mocno!!!
      Magdalena nieboniebo

  6. Piękne koty Magda! Sama zawsze byłam przeciwniczką posiadania kotów albo może inaczej mówiąc, kierowałam się stereotypami, które gdzieś się słyszy na ich temat. Mój chłopak bardzo nalegał, abyśmy mieli zwierzaka, ale ja nie byłam zdecydowana na kotka. Ostatnio ukazał się świetny film: Kedi, o Istambule, widziany oczami kotów – polecam. Tak mnie te zwierzaki zauroczyły, że.. mamy pięknego kota syberyjskiego w domu. Co prawda jest jeszcze malutki, ale z każdym dniem rośnie jak na drożdżach. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia.. i choć całe życie byłam psiarą, teraz dopiero wiem co to znaczy mieć kota 😉 Cudowne stworzenia, bardzo mądre i „proste w obsłudze”. Wystarczy nakarmić, pogłaskać, pobawić się i są szczęśliwe. Pozdrawiam gorąco

    1. To prawda! One są szczęśliwe i uszczęśliwiają nas przy okazji!:))
      Pozdrawiam serdecznie
      Magdalena nieboniebo

  7. Moja Zuzia też mnie wybrała. Zamierzałam poszukać jej dobrego domu,ale ona uznała ,że już znalazła. Panuje w domu niepodzielnie i łaskawie wynajmuje mi kawałek mieszkania. Rządzi mną niesamowicie i jeśli się jej zdaniem niedostatecznie staram daje mi to do zrozumienia. Raz nawet mnie ugryzła, co skończyło się zakażeniem ,wizytą u lekarza i zastrzykiem p/tężcowym. Ma całkowitą rację. Służba musi znać mores. Uwielbiam ją

    1. Rozbroiła mnie Pani tym komentarzem i opowieścią o Zuzi. To wprawdzie post Magdaleny, ale nie mogłam nie zareagować! I doskonale wiem, co oznacza podpaść kotu. Moja najstarsza kotka zawsze daje mi do zrozumienia co o mnie myśli, gdy wracamy po dłużej nieobecności do domu. Po prostu wbija mi się pazurami w łydkę. Teraz już wiem, ze po wakacjach dostanę jeszcze lanie od Loli i już mogę uznać, że urlop zakończył się definitywnie 🙂 Wszystkiego dobrego dla Pani i Zuzi 🙂
      Ania

      1. Zuzanna Kocurówna grozi mi pazurkiem za”donoszenie” o jej wybrykach,a ja trzymam kciuki za łagodne lanie od Loli. Pozdrawiamy. Zuzia Kocurówna z Jagodą

    2. Rozumiem to:-)))! Ja też jestem „niewolnicą miłości” mojego Szczurka, a on doskonale o tym wie!;)
      Życzę wszystkiego dobrego😘
      Magdalena nieboniebo

  8. Pani Magdaleno,zachwycająca ta Pani opowieść o kotach.Taka niewymuszona, na luzie, bez dbałosci o czyjeś konieczne zainteresowanie, coś bardzo osobistego.Nasuwa mi się skojarzenie z pięknym językiem naszej Noblistki, podobnie kochała i postrzegała koci fenomen.
    Nie chodzi zresztą o koty -chociaż je lubię – ale wzrusza mnie wrażliwość i prostota.
    Życzę Pani satysfakcji z prowadzenia bloga, będę zaglądać z przyjemnością.
    Pozdrawiam
    Teresa

  9. Pani Jagodo, u mnie również rządzi kotka Zuzia:-) Jej matka Eliza (była dostojną białą damą, w pełnym tego słowa znaczeniu), odeszła do nas ubiegłej jesieni. Zuzia była bardzo niesforna, wręcz dzika, od miłego mieszkania wybierała podwórko. Ale dorosła, przekupiliśmy ją dobrą karmą, kilka razy ratowaliśmy z różnych opresji, za co teraz odwdzięcza nam się niesamowicie. Ma lśniące futro prawie jak jej mama. Pozy, jakie przyjmuje podczas snu są zadziwiające, podobnie jak u kotów Pani Magdaleny. Zauważyłam, że coraz więcej osób przekonuje się do kotów, zdecydowanie więcej, niż kilkanaście lat temu. Te zwierzaki bywają uciążliwe, owszem (wymieniliśmy już dwie kanapy, ale były kiepskiej jakości, naprawdę, skoro dały się tak podrapać), jednakże te humory, te powitania poranne, te filmiki śmieszne;) można by o nich opowiadać godzinami, wszyscy to wiemy. Martwimy się o nasze kotki, traktujemy jak domowników, rozmawiamy z nimi (dosłownie) i to jest piękne!

  10. O ironio… jak ja nie lubiłam kotów… na chwile obecną dzięki uporowi mojej córki mam śliczną kotkę (persa) o imieniu Poppy (tzn. Maczek).
    Uwielbiam jak dostojnie puszy swoj ogon i z gracją chodzi po domu. Gdy wszyscy śpią zawsze oddaje swoją wolną wieczorową chwile dobrej książce i leżąc tak pod kołderką zawsze obok leży moja mała puchata towarzyszka.

    Rankiem gdy wychodzę na ogród wypić swoją poranną kawę i przywitać nowy dzień, pod drzwiami znajduje (dość nietypowe) prezenty.

    Zawsze myślałam, że koty to zwierzęta wredne i głupiutkie… jednakże teraz widze że w mojej małej kociej przyjaciółce jest wiecej człowieczeństwa niż w niektórych przedstawicielach rasy Homo.

    Serdecznie pozdrawiamy
    Ja i Poppy.

  11. Aaa! Nareszcie zrozumiałam dlaczego trzeba było u nas wymienić kanapę. Ona wcale nie była zniszczona przez Zuzię. Była zwyczajnie podłej jakości. Ach ci producenci!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *