Zdarza się czasami tak, że nie możemy sobie pozwolić nawet na tygodniowe wakacje. Obowiązki, nowa praca lub po prostu brak pieniędzy sprawiają, że możemy liczyć co najwyżej na kilka dni wolnego. Jak zaplanować tak krótki urlop?

Ta smutna przypadłość dopadła mnie w tym roku. Zeszłoroczny sierpień niemal cały się leniłam. Za to w tym roku w związku ze zmianą pracy, nie mogłam na wiele liczyć. Pod koniec lipca dostałam dwa dni urlopu. Dokładając do tego dwa dni weekendu mogłam zaplanować czterodniowe wakacje. Bardzo potrzebowałam odpoczynku i tak zwanego resetu. Ostatni rok był dla mnie trudny pod wieloma względami – w tym czasie dwa razy zmieniłam pracę, a to nigdy nie odbywa się bez stresu, po raz pierwszy wysłałam córkę na czterotygodniowy obóz i też przeżywałam to bardzo, a do tego dochodzą różne inne przypadłości dnia codziennego, które potrafią nadszarpnąć nasz dobrostan psychiczny. Gdy już wiedziałam, że mam cztery wolne dni, oczywiście pojawiła się pokusa, żeby nawet nie zawracać sobie głowy wyciąganiem walizki, tylko zostać na kanapie w domu. Na szczęście mam córkę. A ona zaordynowała, że chce pojechać do Gdyni. To dziwny wybór i zupełnie nie w naszym stylu, bo w związku z rowerową pasją mojego męża najczęściej wyjeżdżamy w góry.

We mnie Gdynia wywołuje bardzo ciepłe i dobre skojarzenia. Jako dziecko jeździłam tam z rodzicami do wujka, który miał dom w Gdyni Orłowo. Zdarzało się, że spędzałam tam z mamą długie tygodnie. Tamtejsza plaża, molo, klif są czymś co zawsze przywodzi mi na myśl dzieciństwo. Pamiętam, że w drodze na plażę kupowałyśmy jagodzianki. Pamiętam zamki budowane z piasku i dłużący się czas – coś, z czego się niestety wyrasta. Czy wy też nie możecie zrozumieć dlaczego z wiekiem doba się kurczy?

Dlatego, gdy padło hasło – Gdynia, pomyślałam, że to dobry pomysł. I wydaje mi się, że to jest też pewien klucz do planowania ultra krótkiego urlopu – warto pojechać w miejsce, które dobrze nam się kojarzy, które lubimy. Oczywiście wyklucza to podróż niespodziankę w nieznane.

Istotne było też podjęcie decyzji, że zabieramy ze sobą rowery, i że to będzie nasz podstawowy środek transportu przez te parę dni. Uważam, że ruch na świeżym powietrzu daje bardzo dużo. Zwłaszcza ci, którzy mają pracę siedzącą, powinni pamiętać o ruchu. Profesor Rafał Ohme, z którym robiłam wywiad powiedział, że jedynym sposobem, by rozładować stres jest wysiłek fizyczny. Najlepiej zaraz po stresującej sytuacji pochodzić szybko po schodach lub raźno zrobić kilkadziesiąt przysiadów. Ten sposób z całą pewnością działa. Ja wyjeżdżałam z Warszawy mocno podminowana, zmęczona, zniechęcona i w ogóle nie w sosie. Momentami miałam wrażenie, że z nagromadzonych nerwów buchnie mi para uszami lub nosem. Nie pomogło to, że po przekroczeniu granicy województwa kujawsko-pomorskiego deszcz padał równo i bez przerwy, a niebo na północy, gdzie się wybieraliśmy miało wszystkie odcienie szarości. Chęć poryczenia się jak dziecko mieszała się we mnie z wściekłością, która miała moc mini bomby atomowej. Cudem nie oglądaliście w telewizji doniesień o samochodzie, który niespodziewanie wybuchł na autostradzie 🙂 Po pierwszym dniu spędzonym na rowerze te wszystkie negatywne emocje ulatywały ze mnie z każdym przejechanym kilometrem. I to jest moim zdaniem druga wskazówka jeśli chodzi o krótkie urlopy – warto w ich trakcie zaplanować jakąś aktywność fizyczną. To mogą być rowery, kajaki (teraz spływy kajakowe organizowane są na wielu nawet mniejszych rzekach i jeziorach), to może być wycieczka po górach lub marsz po lesie. Zróbcie coś, przy czym choć trochę się zmęczycie i poczujecie swoje mięśnie w pięknych okolicznościach przyrody.

Oczywiście podczas takich wyjazdów nie może zabraknąć przyjemności w postaci dobrego jedzenia. Dobrego, to nie znaczy, że niezdrowego. Ja odkąd wybraliśmy kierunek Gdynia miałam natrętne myśli o pysznych rybach. Zaraz po przyjeździe pojechaliśmy (niestety samochodem, bo tego dnia lało jak z cebra, a w Gdańsku ogłoszono alarm przeciwpowodziowy!) do Tawerny Orłowo. Wiele słyszałam o tym miejscu i absolutnie się nie zawiodłam. Jedzenie było bardzo smaczne, ale ważne było też to, że kelnerzy troszczą się o coś, co wydaje się podstawą, a nie wszędzie działa – podają wszystkim naraz zamówione przez nich dania. Dzięki temu wspólny posiłek jest faktycznie wspólnym posiłkiem, a nie nerwowym wyczekiwaniem na jedzenie lub jedzeniem swojego dania z dyskomfortem, że innym burczy w brzuchu. Pod w tym względem rozczarowała mnie restauracja Winiarnia w Juracie. Zawsze lubiłam tam chodzić. Dlatego, gdy znaleźliśmy się w Juracie, pierwsze kroki skierowaliśmy tam. Dorsz w papilotach, którego jadłam był bardzo dobry, ale znaczną część przyjemności odebrało mi to, że dostałam swój wyczekany obiad wówczas, gdy reszta mojej rodziny skończyła swoje dania. Kwestia jedzenia niech będzie więc następną podpowiedzią w planowaniu krótkiego urlopu – sprawdźcie w internecie, na forach jakie lokale są polecane w okolicy, do której się wybieracie. W trakcie czterodniowych wakacji nie ma czasu na testowanie różnych miejsc, nie mówiąc już o tym, że absolutnie nie powinniśmy dopuścić do poważniejszych i bardziej przykrych konsekwencji stołowania się byle gdzie!
Przed wyjazdem byliśmy też pewni jeszcze dwóch rzeczy. Tego, że chcemy choć kilka godzin poleżeć na plaży (nawet jeśli nie będzie słońca) oraz tego, że moja córka chce popłynąć promem z Helu do Gdyni. To ułatwiło nam planowanie jednego z dni pobytu. I muszę przyznać, że było fantastycznie. Ścieżka rowerowa z Chałup na Hel (taką trasę przejechaliśmy) jest bardzo dobra i urokliwie wije się wśród dzikich róż, lasów sosnowych – naprawdę miło się jechało. Na plażowanie zadecydowaliśmy się w Juracie, z pełnymi brzuchami i było wyśmienicie.

Powrót promem do Gdyni również stanowił atrakcję, na którą niecodziennie możemy sobie pozwolić. Tu uspokoję wszystkich, którzy obawiają się sensacji w związku z bujaniem na morzu. Prom jest na tyle duży, że przy spokojnej pogodzie nie odczuwa się żadnego bujania. Ani ja, ani nikt z współpasażerów nie przeżywał rewolucji żołądkowych w związku z tą wycieczką, więc spokojnie można wkraczać na pokład 🙂

I tu kolejna podpowiedź dotycząca krótkich wyjazdów – dobrze jest ułożyć plan tych kilku dni. Nie można oczywiście na listę rzeczy do zrobienia wpisywać zbyt wiele, bo skaże nas to na bieganie i „zaliczanie” kolejnych punktów planu. Warto mieć też jakieś pomysły awaryjne, gdyby na przykład nie wypaliła pogoda. A przede wszystkim koniecznie, ale to koniecznie trzeba odpuścić sobie napinanie się, że musi być dokładnie tak, jak sobie wymyśliliśmy. Mnie już po pierwszym dniu opuściło napięcie, które czułam przed wyjazdem. Nowe miejsca, nowe twarze, nowe smaki. To wszystko po prostu się działo. Nie miałam wielu oczekiwań, nie projektowałam, co będzie za chwilę. Chciałam, żeby każda chwila mnie zaskakiwała, tym że jest taka, a nie inna, tym, że nie wymyśliłam jej wcześniej. Jedyny moment, kiedy poczułam, że zaskoczenie budzi mój dyskomfort to chwila, gdy znalazłam się w Sopocie na tak zwanym Monciaku. Ilość ludzi, dźwięków, bodźców sprawiła, że poczułam się jak w mrowisku i natychmiast miałam ochotę uciec. Ale rozumiem też tych, którzy raz do roku lubią poczuć ten gwar i harmider. To też warto wziąć pod uwagę przy planowaniu krótkiego wypadu wakacyjnego – czy chcecie ciszy i spokoju, czy atrakcji „wielkiego świata”. Jeśli jedziecie z rodziną, usiądźcie wcześniej w domu i pogadajcie o tym, co chcielibyście zrobić. Pomyślcie ile z tych marzeń da się pogodzić, w sprawie tych nie do pogodzenia negocjujcie, poszukajcie w internecie, co ciekawego jest w okolicy, do której się wybieracie. Zarezerwujcie sobie nocleg. Te wieczory, które spędziliśmy z mężem i córką na planowaniu naszego wyjazdu były małym przedłużeniem tych krótkich wakacji. Nie zawsze możemy mieć to, co chcemy, ale warto chcieć wycisnąć jak najwięcej dobrego z tego, co mamy.

Ania

7 thoughts on “Ekspresowe wakacje

  1. Dzień dobry Pani Aniu:-)dziękuję za kolejny ciekawy, przesympatyczny, „życiowy” post. Jak się nie ma co się lubi…….stare,ale prawdziwe, prawda?no ale udało się może to tylko 4 dni, albo aż 4 dni?mieszkam w Jeleniej Górze,ale z moją miłością do morza wygrywa tylko miłość do Męża i mnie cieszyłyby nawet 4 godziny na plaży:-) W Gdyni byłam pierwszy raz zimą…plaża Orłowo wywarła na nas ogromne, enigmatyczne wrażenie.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę za rok 40 dni urlopu:-)

    1. Pani Dominiko, dziękuję bardzo! Zwłaszcza za te życzenia 40 dni urlopu 🙂 W zeszłym roku byliśmy w Przesiece niedaleko Jeleniej Góry, mieszka Pani w cudownym rejonie Polski, tam wystarczy wyjść na spacer po górach, by poczuć się jak na wakacjach. Pozdrawiam, Ania

      1. 🙂 Przesieka-Wodospad Podgórnej. Fakt tereny mamy piękne. Mieszkamy w bloku na 4 piętrze i codziennie rano wita nas Śnieżka. Jednak miłość do morza jest większa :-)Zaliczyliśmy juz w lipcu Grzybowo, a za 3 dni pora na cieplejsze greckie morze:-) miłej niedzieli

  2. W tym roku także i ja miałam krótkie wakacje. Z chłopakiem wygospodarowaliśmy 5 dni na wyjazd nad morze. W drodze jednak zepsuł nam się samochód i z 5 dni odpoczynku zrobiły nam się 3. Te dwa straciliśmy na dojazd nad morze i z powrotem po auto. Na początku chciało mi się płakać ale gdy zobaczyłam ukochane morze to nastrój się poprawił. Było naprawdę super, mimo iż spotkała nas taka przygoda. 🙂

    1. I tego właśnie trzeba się trzymać – chociaż trzy dni były udane! Poza tym, dzięki takim przygodom jak zepsuty samochód, ludzie najszybciej i najlepiej się poznają, a to zawsze służy związkowi. Zatem nie ma tego złego… Pozdrawiam 🙂
      Ania

      1. Tak właśnie staram się podchodzić do życia – w każdym przypadku szukam jakichś plusów i zalet. 🙂
        Pozdrawiam Pani Aniu i życzę dużo energii na cały tydzień 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *