Nie wiem jak Wy, ale ja często tak mam, że wystarczą mi dwa, trzy wolne  dni spędzone w domu i już mam ochotę coś zmienić, zrobić jakiś remont, albo przynajmniej poprzestawiać meble.

Takie zmiany poza tym, że wiążą się z kosztami, planowaniem i bałaganem (choć nie muszą – to zależy od skali i rodzaju tych zmian) najczęściej pozytywnie i ożywczo na nas działają. Pod jednym warunkiem: musimy na tyle dobrze je przemyśleć, żeby potem powiedzieć sobie: warto było.

U mnie przebiega to tak:

Siadam w centralnej części pomieszczenia, albo w takim miejscu, z którego mogę ogarnąć jak największą przestrzeń. Następnie próbuję spojrzeć na miejsce, które znam „na pamięć”, do którego się przyzwyczaiłam całkiem świeżym okiem – tak, jakbym widziała je po raz pierwszy. Patrzę i zastanawiam się czego jest za dużo, albo czego mi brakuje. A przede wszystkim, czy coś mnie drażni/denerwuje/”kłuje w oczy”. Przyznam się Wam, że czasem jestem niezadowolona, gdy dochodzę do wniosku, że jestem zadowolona – tak, to brzmi nielogicznie, ale myślę, że są wśród Was kobiety, które doskonale zrozumieją ten paradoks!

Tak czy owak błędy, które popełniłam przy urządzaniu kilku wnętrz – wynajmowanych, własnych i tych, które pomagałam urządzać przyjaciółkom (bardzo to lubię) doprowadziły mnie do pewnych wniosków, które spróbuję podsumować.

  1. Odpowiadam sobie na pytanie jak chciałabym się w tym wnętrzu czuć, jakie wnętrza lubię, co dobrze na mnie działa. Tu stawiam sobie pierwsze zadanie: bądź spójna i selektywna w swoich upodobaniach. Bezpieczniej jest zdecydować się na jeden styl i być w nim konsekwentnym. Łączenie różnych stylów to wyższa szkoła jazdy – wymaga dużego wyczucia i jest mniej ryzykowne w większych przestrzeniach. Dużo łatwiej podjąć decyzję, gdy np. na Pintereście czy innym portalu albo po prostu w jakimś folderze przypinam zdjęcia wnętrz, w których chciałabym zamieszkać. (Dawno temu wycinałam z gazet wnętrzarskich zdjęcia i detale, które mi się podobały i zbierałam do teczki). Ale tu trzeba się zastanowić , czy na pewno efekt, który mnie zachwyca, mogę uzyskać u siebie – często wnętrze na zdjęciu nas urzeka, ale gdy przyjrzymy się dokładnie, zauważymy, że najpiękniejsze w nim są nie meble i rozwiązania tylko np. ogromne okna i sztukaterie, których w naszym mieszkaniu nie ma i nie będzie. W ten sposób często „oszukują” nas reklamy mebli.

  2. Kolory, które lubimy. Zastanawiam się, które kolory lubię i w jakich czuję się najlepiej. Ale bez szaleństw. Gdyby ktoś pytał mnie o radę, powiedziałabym: jeśli nie czujesz się zbyt pewnie w kwestii urządzania i dekorowania wnętrz, zalecam kolorystyczną ostrożność. Czerwona ściana albo wzorzysta wielokolorowa  tapeta mogą Cię za pół roku – gdy zmieni się światło i dzień będzie krótki i szary,doprowadzić do szału albo przynajmniej przygnębienia. Wg mnie najpiękniej i najlepiej wyglądają ściany w odcieniach bieli. Zwłaszcza w naszym klimacie. I nikt ani nic nie przekona mnie, że może być inaczej – (przynajmniej na razie, upodobania się zmieniają;). Choć bardzo podobają mi się ściany w różnych odcieniach szarości, nawet te ciemne, grafitowe, mam świadomość, że wymagają ostrożnego podejścia przy deficycie jasnego światła, jaki u nas panuje. Na ściany w kolorze gołębiej szarości zdecydowałam się tylko na werandzie, która składa się głównie z okien (białych), czyli jest dobrze oświetlona naturalnym światłem i ma białe wykończenie – sufit, listwy przypodłogowe, ma białą stolarkę i meble. Ja w ogóle jestem miłośniczką bieli –  jest jasna, pięknie odbija światło, powiększa przestrzeń, świetnie się komponuje prawie z każdym kolorem, poprawia nastrój (nie zgodzę się, że jest „szpitalna”). Do tego jest neutralna i stanowi dobre tło do wszystkiego, ułatwia też zmiany.

  3. Przyjaciółce, która urządzała nowe mieszkanie poradziłam, aby planując budżet nie żałowała pieniędzy na elementy stałe takie jak podłogi czy drzwi. Nawet kosztem szafy, czy kanapy, które można kupić kilka miesięcy później. Albo kosztem podzielenia remontu na etapy – wiem, to uciążliwe, ale efekty mogą być fantastyczne, a zmiany bardziej efektowniejsze i zdecydowanie trwalsze. Moje doświadczenie mówi mi, że warto odroczyć np.zakup mebli i przemęczyć się jakiś czas, ale zdecydować się na podłogę z litego drewna, która będzie bez porównania ładniejsza, trwalsza i przyjemniejsza dla stóp niż podłoga z paneli. Różnica w cenie też może być spora, ale przy pewnym wysiłku można wyszukać czy wyczekać dobrą promocję, która znacznie złagodzi taki wydatek. Podłoga to podstawa, naprawdę. Przyjaciółka, której pomagałam urządzić mieszkanie (niewielkie, co wbrew pozorom wiele ułatwia) i starałyśmy się zmieścić w niewielkim budżecie nie bez oporów dała się namówić na podłogę z litego dębu, który znalazłam na promocji w cenie 119zl /m2. Dziś, po 1,5 rocznym użytkowaniu i zachwytach gości twierdzi, że to była jej najlepsza decyzja dotycząca mieszkania, mimo że kosztowała ją wiele wątpliwości i nieco więcej pieniędzy niż gdyby położyła panele z deski warstwowej. Podłoga z naturalnego materiału, gdy będziemy o nią dbać będzie nam służyć naprawdę długie lata.

4. Ogromną rolę w mieszkaniu spełnia światło. Jeśli chcemy zaprowadzić jakieś zmiany, a nie chcemy wydawać na to zbyt dużo pieniędzy i robić wiele zamieszania, powieśmy po prostu duże lustro nad sofą albo komodą i zafundujmy sobie ładną lampę albo kilka lamp. Ja mam słabość do luster i do lamp. Lubię, gdy światło lampek odbija się w lustrach. Wiadomo, że lustra optycznie powiększają przestrzeń i odbijają dużo światła, dzięki nim wnętrze staje się zdecydowanie jaśniejsze i bardziej przestronne. Jeśli nie możecie znaleźć odpowiedniego lustra w sklepie, możecie przykleić ramy o pożądanych wymiarach z prostych drewnianych listew i pomalować je (albo zamówić gipsowe u sztukatora), a następnie zamówić taflę lustra, najlepiej z małym frezem i wkleić ją w ramy (ja zleciłam wklejenie lustra tam, gdzie zamawiałam taflę, bo panowie, którzy to robią są doświadczeni i sprawni i biorą odpowiedzialność w razie stłuczenia).

Jeśli chodzi o boczne światło – zakup lamp stołowych i stojących, to obszar poszukiwań i możliwości jest ogromny. Od sklepów z lampami i oświetleniem przez sieciowe sklepy wnętrzarskie, w których można wynaleźć ładne lampki w dobrych cenach, sklepy z designem, gdzie z kolei bywają piękne, choć drogie lampy,  sklepy internetowe, desę, aż po komisy, w których przy odrobinie szczęścia można trafić coś atrakcyjnego. Podobają mi się lampy czy lampki stojące na parapetach, stolikach pomocniczych, komodach, stojące przy sofie.

Tworzą przytulny domowy nastrój  i mogą dodawać wnętrzu elegancji i klasy. Lustra na ścianach  to także alternatywa dla obrazków. Ładnie mogą  wyglądać kompozycje starych luster i lusterek, zwłaszcza kryształowych (piękne i dekoracyjne są stare weneckie lustra Murano, ale to marzenie – dużo poszukiwań i spory wydatek) powieszonych na ścianie. Jeśli nie możemy pozwolić sobie na Murano, możemy zadowolić się np. kompozycją Laury Ashley – co jakiś czas ma w ofercie set 3 ładnych dekoracyjnych lusterek na organdynowych wstążkach – mogą ślicznie wyglądać w dziewczęcym pokoju. Usiądę sobie zaraz na środku pokoju i zastanowię się co by tu zmienić…

Magdalena

18 thoughts on “Nastrój w domu

  1. Trafiłam tu przypadkowo i nie żałuje! To jest najlepszy blog jaki kiedykolwiek widziałam! A co do wpisu to muszę koniecznie powiedzieć przyjaciółką żeby tu zajrzały za nim zrobią remąt! Super pozdrawiam Panią!😘😘😘😘

  2. Drogie Panie, ledwie Was zaczęłam czytać i lubić, a już Was nie lubię, bo ileż można czekać na kolejne posty… 😉 Uwielbiam jedwab, kaszmir i awokado i czuję TO, o czym piszecie między wierszami. To blog stworzony dla mnie (pracującej żonomatki przed 40tką). Pierwsze trzy miesiące bloga przeczytałam hurtem wstając o 5 rano, żeby mi nikt nie przeszkadzał w chłonięciu tej cudownej atmosfery, jaką tu wprowadzacie. Waszą serdeczną relację da się odczuć nawet via Internet. Wielki plus za wysmakowane fotografie… No i jak Was nie lubić… 🙂

    1. Joanno, dziękujemy bardzo za to, co piszesz. Bardzo się cieszymy 🙂 I obiecujemy poprawę w pisaniu większej ilości postów 🙂 Niestety wakacje i masa obowiązków zawodowych powodują, że przez ostatnie dwa miesiące z trudem łapiemy oddech… ale od września wprowadzimy jakiś plan, y nasze czytelniczki nie musiały za długo czekać na wpisy 🙂 Pozdrawiamy
      Magdalena i Ania

    2. Prawda?zgadzam się z Panią, Pani Joasiu:-)dla mnie ten blog jest niczym melisa w pigułce, szczypta humoru, garść optymizmu i jotka powagi dla równowagi:-) pozdrawiam serdecznie Dominika z Jeleniej Góry

  3. Hej! I ja nie zgadzam się, że biel szpitalna jest… dla mnie to najlepsza baza!!! Dzięki Ci Madziu za ten post… szczególnie za część związaną z oświetleniem… na tym gruncie czuję się bardzo niepewnie ale pomysł z lustrami odbijającymi światło stołowej/bocznej lampy bardzo mi się podoba i już myślę jak wprowadzić takie rozwiązania u siebie! Pozdrawiam serdecznie Ciebie i p.Anię :*

    1. Dziękujemy Basiu! My także Cię pozdrawiamy bardzo serdecznie:))! A rozwiązanie z lustrami bardzo polecam, bo odkąd je wprowadziłam, nastała światłość;). W naszym klimacie jasność i światło są bardzo pożądane, a dodatkowo ustawienie lampy tak, aby lustro podwajało ilość światła sprawdza się także wieczorami nie zużywając dodatkowej energii;). Ściskamy Cię!
      Magdalena i Anna nieboniebo

  4. Myślę że czasami wystarczy mały lifting, mała zmiana, w tym roku było to przemalowanie kuchni właśnie na szaro – lawendowo, kilka drobiazgów na ścianach i już potrawy przyrządzane w tej kuchni nabierają lepszego smaku 🙂

    Miłego choć deszczowego dzionka, mam nadzieję że do wieczora przejdzie …..dzisiaj w planach miał być wypad ze znajomymi na pokaz laserów w plenerze …..proszę trzymać kciuki ewentualnie może jakiś rytualny taniec z gatunku ” zaklinacz deszczu …czy …

    :***

    1. Pani Wiolu, kuchnia w odcieniach szarości, lawendy i błękitu byłaby bardzo wskazana dla mnie, bo podobno łagodzi łakomstwo i sprzyja powściągliwości w jedzeniu😉🤔… Trzymam kciuki za pogodę i życzę pięknego wieczoru!😍😘
      Magdalena nieboniebo

  5. Pani Madziu mogę stwierdzić po tym wpisie, ze wszystko ze mną ok…Gdy mam kilka dni wolnego i juz nuda mnie ogarnia zaczynam się rozglądać po mieszkaniu z myślą co by tu zmienić?!!!!! Myślę, że już wszystkie warianty przestawiania mebli wykorzystałam😁😉, ale czasem wystarczy zmienić kolor np. poszewek na poduchach, tym bardziej jeśli sama uszyje to od razu micha się cieszy…. Chyba taka nasza natura kobiet🤔🤔🤗🤗 pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy, bo są fantastyczne i takie codzienne. Małgosia

    1. Pani Beato, zwróciłam się do Pani przez pomyłkę „Pani Małgosiu”, ale wiadomo, że obu Paniom życzę tego samego, bo wiadomo, że bez tego, o czym Pani pisze nic nie cieszy – ani najpiękniejsze wnętrza ani żadne bogactwa. Dlatego pozdrawiam najserdeczniej!
      Magdalena niebo niebo

    2. Dziękuję Pani Małgosiu! Ja też myślę, że my – kobiety jesteśmy bardzo kreatywne:))! Na mnie też dobrze wpływają takie drobne zmiany, dlatego podobnie jak Pani poszewki na poduchy zmieniam co sezon! Niestety, nie potrafię szyć, ale oddaję materiał w ręce przemiłej P. Ewy – krawcowej i cieszę się z efektów. Pozdrawiam bardzo serdecznie
      Magdalena nieboniebo

  6. Witam serdecznie, w mojej sypialni w te wakacje zawitały kolory: najpierw zakupiłam rolety (i zamontowałam samodzielnie) w kolorze fuksji. Ścianę przeciwległą do okna pomalowałam (tu wykazał się mąż) na jasny fiolet. Udało mi się zakupić kolorowe nakrycie na łóżko, w różnych odcieniach fioletu. Moja sypialnie nabrała barw i jasności pomimo tego, iż poprzednio przeważała tan biel i beże. Jeszcze tylko dokupię i zawieszę na ścianie nowe ramki ze zdjęciami a moja sypialnia stanie się przytulnym azylem zarówno dla mnie jak i moich bliskich. Dowiedziałam się ostatnio, że fuksja to kolor wspierający bogactwo. Już czuję się bogatsza, bo dla mnie największym bogactwem, jest zdrowie i dobre samopoczucie:) Pozdrawiam serdecznie.

    1. Zdecydowanie zgadzam się z Panią Pani Małgosiu! Życzę, aby zawsze miała Pani zdrowia i dobrego samopoczucia pod dostatkiem:)))!
      Magdalena nieboniebo

  7. Witam Panie ponownie…bo po 15 dniach mojego urlopu..bez laptopa:-)szczerze?leżąc na greckiej plazy zastanawiałam się (z góry przepraszam za skrócenie dystansu)co u Was słychać. Niebiański blog ma wady..ma!powaznie!za mało na nim postów:-)ale poznając Panie, wiem ,iz nie samym „pisaniem”człowiek żyje. Więc jaka radość mnie ogsarnęła,jak odkryłam,ze czekają na mnie 3 posty:-)
    Remont, zmiany,dekorowanie,przestawianie. 10 lat temu zamieszkalam z Mężem w wyczekanym, wypieszczeonym, wyremontowanym w 100 proc.mieszkaniu z widokiem na Śnieżkę. Remont, dekorowanie trwał 11 miesięcy.I tak po paru latach zaczelismy zauwazać pewne błędy…to mało funkcjonalne, to za duże na nasza powieżchnię, to bez sensu zagospodarowane. I cóż zaczelismy poprawiać, ulepszać,zmniejszać, „uciekawiać”.Zatem uważam,ze w naszym przypadku do kolejnych remontów musieliśmy poprostu dorosnąć. Ale wiecie co jest najważniejsze?ze w dalszym ciągu razem(raczej bez uruchamiania broni palnej:-)) i w dalszym ciągu w naszym Mieszkanku:-)pozdrawiam Dominika

  8. Aaaaaa własnie na Meża instagramie (jacku………) podglądnęłam,ze jest Pani, Pani Małgosiu w Grecji :-)czyż ten kraj nie ma specyficznego zapachu? :-)udanego wypoczynku i szczesliwego powrotu do Polski.Dominika

    1. Tak, Pani Dominiko, zdecydowanie!!! Grecja pachnie rozmarynem, trochę żywicą – zachwyca mnie ten zapach i w jakiś sposób oszałamia – gdy go czuję, wiem na pewno, że jestem na wakacjach;). Wróciłyśmy z wakacji i postaramy się wrócić do poprzedniego – intensywniejszego rytmu pisania, bo faktycznie trochę się przez lato rozleniwiłyśmy;).
      A co do remontów i przeprowadzek, to chyba faktycznie jedna z poważnych małżeńskich prób -życzę, abyście zawsze wychodzili z nich cało jak do tej pory;).
      Ściskam mocno!
      Magdalena nieboniebo

  9. A ja mam pytanie gdzie Pani kupiła takie piękne koniki świeczniki? Koleżance sprawiłyśmy kiedyś prezent identycznego konika ale obraz na ścianę a zbliża się kolejne święto może uda się gdzieś dostać takie cudenka?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *