Jeszcze ptaki śpiewają, jeszcze kwiaty kwitną, liście zielone na drzewach wiszą. A mnie w duszy gra melancholia, cienka jak nić babiego lata.

Pamiętam to uczucie, od dzieciństwa towarzyszyło mi zawsze w ostatnich dniach sierpnia, gdy dni zaczynają się skracać, a zbyt szybko nadchodzący zmrok zwiastuje coraz krótsze i zimniejsze dni. Kiedyś myślałam, że jako dziecko nie chciałam, by rozpoczął się rok szkolny i codzienny reżim obowiązków. Dzisiaj wiem, że chodzi o coś zupełnie innego.

Wracałam w ostatni weekend z działki rodziców, gdzie zostawiłam moją córkę i jej koleżankę na tygodniowy odpoczynek. Wzdłuż drogi, którą jeździmy do tej podmiejskiej „siedziby” jest kilka gniazd bocianich. Uwielbiam ten moment wiosną, gdy do gniazd przylatują ich domownicy, potem gdy wiosna ustępuje miejsca latu z ptasiego legowiska wystają małe łebki bocianiego potomstwa. Tej ostatniej niedzieli we wszystkich mijanych przeze mnie gniazdach bociany stały. Padał deszcz, a one zmoknięte, zziębnięte wyglądały jak pasażerowie czekający na ostatni autobus. To nieuchronny znak, że lato dobiega końca.

Gdy byłam nastolatką jeździłam konno. Miałam ten zaszczyt, że tej niełatwej sztuki przez pierwsze dwa lata uczył mnie major Ludwik Ferenstein. Jeździliśmy po łąkach, polach i lasach leżących wokół Zaborowa pod Warszawą. Pamiętam ten niesamowity widok, gdy w drugiej połowie sierpnia na polach odbywały się „zebrania” bocianów przed odlotem do ciepłych krajów. Major uważał, że konie uspokaja śpiew i muzyka, a że przebojami jego czasów było „O mój rozmarynie” i „Przybyli ułani pod okienko”, zawodziliśmy te pieśni, ile sił w piersiach. Kilkadziesiąt zgromadzonych bocianów nic sobie nie robiło z naszych śpiewów, dalej ustalały szczegóły odlotu. To był jakiś moment graniczny, moment, gdy wakacyjna beztroska miała swój kres.

Minęła szkoła podstawowa, średnia, studia, a dla mnie koniec sierpnia ciągle jest czasem finiszu. Może dlatego nasz wiek mierzy się w latach nawet wtedy, gdy rodzimy się zimą? Mijają lata i lata życia.

W wiosnę wchodzimy z głową pełną planów, z radością i oczekiwaniem. Jedne plany realizujemy, spełniamy marzenia, inne odkładamy na później lub zupełnie porzucamy.

Choć uwielbiam złotą polską jesień, wejścia w żadną inną porę roku nie przeżywam tak mocno jak właśnie początku jesieni. Dopada mnie wtedy melancholia. Wiele rzeczy mnie rozrzewnia, rozczula, rozmiękcza. Staram się nacieszyć oczy i uszy ostatnimi widokami i dźwiękami lata.

Może to właśnie z tęsknoty za tym, czego nie zdążyłam zrobić tego lata? Może z tęsknoty za wszystkimi innymi latami, które minęły i już nie wrócą? A może po prostu wszystko, co dobre trwa zbyt krótko? Przypomina mi się wtedy zawsze mit o Demeter i Korze, jedyny z mitologii, który znam na pamięć i jedyny, w który wierzyłam. O tym, że zima jest zawsze czasem pewnego zamrożenia i zastygnięcia, czasem oczekiwania na odwilż, czasem nadziei, że świat rozkwitnie na nowo.

Korzystajcie z tych ciepłych dni, z ostatnich dni wakacji. Żyjcie, bawcie się, a jeśli tak, jak ja ulegacie melancholii, nie przeganiajcie jej. Pozwólcie usiąść jej na brzegu waszej duszy i dajcie czas, by zebrała siły do odlotu.

Ania

11 thoughts on “A mnie jest szkoda lata

  1. Jaki wyjatkowy wpis. Az zrobilo sie tak cieplo. Bardzo jest odczuwane, ze napisane od calego serca. Dzekuje, Pani Aniu.

  2. A ja uwielbiam ptasie sejmiki i babie lato i węgierki i spacery, na które już bardziej espadryle niż japonki pasują. Może ta melancholia ma nam przypomnieć, że czas się otulić przed zimnymi porami roku. Poza tym po urlopie mam zawsze postanowienia, które wolę od noworocznych, bo mam większy zapał i motywację do ich spełnienia. Pozdrawiam Dziewczyny piszące i czytające.

    1. Ja też to uwielbiam. Ale jednak z nutą zadumy 🙂 Miłych spacerów i pysznych dań z węgierkami życzymy 🙂
      Magdalena i Ania

  3. I mnie się udzieliło… Lato nie rozpieszczało w tym roku, liczę na piękną, złotą, słoneczną jesień. Bardzo lubię jej ” kolorowość”. Pozdrawiam Was cieplutko 🙂

  4. Dzień dobry Pani Aniu:-) pięknie dziękuję za niniejszy tekst, jakże bliski mojemu sercu i odczuciom.Ja mam tak samo..kocham lato,a drugie podium zajmuje jesień.Pociężkim procesie adaptacji po pożegnaniu lata…jesień cieszy mnie niezmiernie. Uwielbiam naszą Złotą Polską…ale też tą szarą, deszczową…często ponurą Panią Jesień.Może dlatego,że pogoda nie wpływa nadmiernie na mój nastrój? (no chyba,ze jestem nad polskim morzem i zamiast bikini,jestem zmuszona do ubrania dresów:-)).W nocy wróciłam z 15 dniowych wakacji w Atenach.Wylądowalismy w nocy i poza wiedzą,jaka jest data…po samym zapachu juz wiedziałam,ze jesień czeka w blokach startowych. Niby ciepła noc..bo 17 stopni (swoją drogą tyle, to często bywało tego lata w dzień)…ale juz inna…swoja droga uwazam,ze bardziej powinno sie celebrowac przywitanie Jesieni ,a nie Wiosny. Bo człowiek bardziej przezywa odejscie lata, niż zimy..prawda?pozdrawiam serdecznie. NIE!nie będę dzis rozpakowywac walizek..bede dzis zaklinac rzeczywistosc i udawac, ze dopiero wyjeżdzamy do boskiej Grecji.Dominika

  5. A u mnie w ogrodzie i w całej okolicy pięknie prezentują się nawłocie. To takie mimozy Czesława Niemena. To oznaka nadchodzącej jesieni. Uwielbiam jesień w każdej postaci.

    1. Czy to Pani – Pani Anno?;) Jak miło, że Pani do nas zajrzała, dziękujemy!
      Pozdrawiamy!
      Magdalena i Anna nieboniebo

  6. Moje lato to piękny blask otulającego ciała i duszy marzeń dnia z powitej melancholi babiego lata i żywej grającej zieleni i leśnych przygód skąpanym w słońcu radoścji otaczającej nas przyrody i życia przestrzeni

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *