O miłości do pomidorów, o beztroskich dniach w Grecji i wakacyjnym nastroju…

WSTĘP
 Napisał (specjalnie, z potrzeby serca  na użytek naszego bloga) mój 12-letni syn Bruno Brauer:

Loty samolotem

Każdy (no może nie każdy, ale prawie) zna to uczucie, kiedy kilkusilnikowa maszyna odbija się od ziemi.

Jest to uczucie, które kocham,

czyli połączenie strachu, ekscytacji i euforii.

Na czekanie późną nocą na lotnisku  zawsze wypijam shota 100% soku z cytryny.

Zawsze się stresuję, że czegoś nie wziąłem (niestety zawsze słusznie)

Ale to u mnie w rodzinie jest normalką.

Najczęściej jesteśmy na lotnisku na ostatnią chwilę i zawsze czegoś nie zabieramy.

Najgorsze w podróżowaniu jest

czekanie, pakowanie i strach przed tymi z ISIS.tzw.państwo islamskie.

Pierwszy raz poleciałem samolotem gdy miałem 5 miesięcy

na Sycylię, a gdy miałem rok – na Korfu, czyli w moje miejsce na tej strasznej planecie, którą niektórzy

nazywają „domem”. Ale o Grecji opowie Wam moja mama w kolejnym wpisie.

A oto i wpis mamy 🙂
Ci, którzy mnie trochę znają, wiedzą, że lubię biel połączoną z szarym błękitem, morze oraz koty. Ci, którzy znają mnie nieco lepiej, wiedzą, co czytam, czego słucham, i że jest mi ciągle zimno. A ci, którzy znają naprawdę dobrze, wiedzą, że kocham pomidory. Czekolada i pomidory – to dla mnie dwie najlepsze rzeczy, które można zjeść. Na samą myśl o czerwonym, obranym ze skóry i lekko posolonym pomidorze, dostaję ślinotoku. Oczywiście nie mówię tu o wodnistej, bladej i bezsmakowej pomidoropodobnej gale z supermarketu, która jest sprzedawana pod tą nazwą, tylko o słodkim, wypasionym na słońcu, albo dobra – nawet w dobrej szklarni (mogłabym tam chyba pracować – gorąco i dużo pomidorów, mhmmmm;), okrąglutkim , czerwonym i pachnącym Panu Pomidorze. Zdobycie takiego pomidora to oczywiście wyzwanie, ale dla takiego miłośnika pomidorów jak ja, tego typu polowanie to sama przyjemność.

Dlatego ja – jak każdy „wariat” – mam swoje pomidorowe miejsca i swoich dostawców. W mojej miejscowości są dwa sklepy, w których w sezonie mogę dostać naprawdę dobre pomidory i na tym bazuję, a poza tym hobbystycznie co jakiś czas wypatruję dobrych okazów na miejscowym targu. Nigdy nie wkładam ich do lodówki, zresztą nie ma takiej potrzeby – nie zdarza mi się dopuścić do tego, żeby pomidory spędziły u mnie więcej niż 3 dni. No chyba, że kupuję całą skrzynkę – czasem kupuję je u pana, który przywozi je spod Lublina. Wtedy stwarzam im odpowiednie warunki, żeby mogły przetrwać tydzień zanim ich nie pochłonę. Lubię pomidory o cienkiej skórce i zawsze je obieram. Nie parzę ich wcześniej wrzątkiem – mam wrażenie, że to trochę zabiera im smak, obieram je specjalną obieraczką tylko do pomidorów. Taką produkuje Victorinox i jest fantastyczna, podobnie jak ich noże, bez których nie wyobrażam sobie kuchennych działań. (Od razu zaznaczę dwie kwestie: jeśli cokolwiek będę Wam polecać, zawsze będą to rzeczy, co do których jestem w 100% przekonana (co nie znaczy oczywiście, że wszystkie będziecie podzielać moje zdanie;). Victorinox nie płaci mi za to, co piszę, ani nie daje mi noży, polecam go, bo uważam, że jest super, a małymi zębatymi nożami  kroję w kuchni niemal wszystko. Aha – i z kolei nie reklamuję niczego, czego sama nie używam i nie cenię tylko dlatego, że ktoś chce mi za to zapłacić).

Wracając do pomidorów… obieram je ze skórki, kroję na kawałki, wrzucam do miski, solę, polewam dużą ilością soku z cytryny, posypuję tłuczonym pieprzem, polewam oliwą z oliwek i staram się wytrzymać kilka minut, żeby jej nie pożreć od razu, tylko pozwolić im nasiąknąć tym wszystkim (można też delikatnie posypać je cukrem). Takie coś mogłabym jeść codziennie, gdybym miała odpowiednie pomidory. W wersji de lux – takiej „dla gości” dodaję kapary, świeży rozmaryn i kruszę kozi ser, ale na co dzień wersja podstawowa absolutnie mnie uszczęśliwia.

Inna salatka, o absolutnie zaskakującym smaku, to przepis z kuchni hinduskiej. Pomidory kroimy w plastry, polewamy sokiem z limonki, na to kładziemy cienkie plasterki imbiru, znowu lejemy sok z limonki, potem cienkie plastry cebuli polewamy limonką, a potem powtarzamy warstwę pomidorów i tak 2-3 razy. Nie przyprawiamy niczym, tylko wstawiamy na kilka godzin do lodówki – jeśli czegoś nam będzie brakować, możemy przyprawić solą czy pieprzem lub sosem sojowym na talerzu. Ja nie zjadam imbiru, odsuwam go na bok, służy mi tylko do celów „aromatyzujących”. Nadaje sałatce niesamowity, orzeźwiający charakter. Polecam tę sałatkę – jest abolutnie różna od naszych pomidorów z cebulą, choć główne składniki są te same. Niestety nie zilustruję moich sałatek zdjęciem, ponieważ w tej chwili jestem Waszą korespondentką z Grecji. Mam tu wprawdzie pomidorów pod dostatkiem, ale pomidorowa breja, którą tu przygotowuję (są bardzo soczyste) nie jest specjalnie fotogeniczna. Poza tym głównie cieszę się lokalną kuchnią, której nie potrafię odtworzyć w domu.

Tak, w Grecji jest wszystko, co kocham: morze, biel, błękit, masa kotów i pomidory.

Wczoraj na Santorini odwiedziłam (mój starszy syn dzielnie mi towarzyszył, pozostali członkowie wyprawy pływali w morzu) starą przetwórnię pomidorów Giorgosa Nomikosa.

To było przeżycie! Nie tylko dlatego, że zobaczyłam stuletnie maszyny wytwarzające I puszkujące słodki przecier. Sama prezentacja starej przetwórni trwała krótko z 10-15 minut, eksponatów nie było zbyt wiele, a pani przewodniczka mówiła strasznie szybko, jakby nie chciała nam zabierać zbyt dużo czasu. Na koniec prezentacji zwiedzający dostali po sucharku posmarowanym przecierem i naparstku kwaśnego wina i zostali zaproszeni na film dokumentalny o tym miejscu.

I o tym chciałabym Wam opowiedzieć. Ten film był dla mnie silnym wzruszeniem. Zmontowany był z wypowiedzi osób, które pracowały w przetwórni wiele lat temu – to były głównie dzieci tych ludzi, którzy ponad 100 lat temu uczestniczyli w powstawaniu zakładu.  Ich autentyczność, prostota i szczerość to jest to, co w Grekach najbardziej cenię i kocham. Charakteryzuje ich niesamowite poczucie wspólnoty, współodpowiedzialności, jedności. W latach 50-tych na skutek trzęsienia ziemi przetwórnia została zniszczona i zalana morską wodą. Wszyscy,którzy w niej pracowali własnymi rękami, ciężką pracą i zaangażowaniem odtworzyli ją. Ale nie chcę tu opowiadać historii przetwórni, tylko skupić się na jednym zdaniu, które powiedział jeden ze staruszków: „gdy kobiety wracały do domu, były tak zmęczone, że śpiewały, żeby nie zasnąć”… to zdanie oddaje grecką twardą, a zarazem radosną naturę: są niezłomni i zawsze pogodni. I POGODZENI. Walczą tylko w słusznej sprawie. Nie zabijają się o głupoty. Obcując na co dzień z naturą i historią, chodząc po kamieniach, które mają kilka tysięcy lat, mają głęboką mądrość i świadomość, że nasze życie trwa chwilę.

Oni nie zastanawiają się „jak żyć”, oni po prostu żyją. I żyją po prostu. Nie potrzebują do tego drogich samochodów ( jeżdżą gruchotami poklejonymi lasotaśmą) ani żadnych drogich sprzętów. Wystarczy im morze i to, co daje im natura. Jedzą proste, nieprzetworzone jedzenie, tłoczą wino i oliwki, mają przedpotopowe telefony. Do szczęścia potrzebni są im tylko dobrzy sąsiedzi, z którymi siedzą przed domami i w kafejkach, w których praktycznie nie ma co zamówić, bo nie po wymyślną kawę tam chodzą. Oni potrzebują przede wszystkim siebie nawzajem. Żyją w społeczności, mają towarzystwo. Tam staruszkowie nie chowają się za firanką. Siedzą w kafejkach nic nie zamawiając, wnuki przywożą ich w inwalidzkich fotelach. Siedzą, rozmawiają ze sobą, albo patrzą przed siebie ” daleko na gaje oliwne, na gaje oliwne i dalej – na morze”. Patrzę na nich z pełną podziwu zazdrością i śmieję się z siebie i moich „markowych” sandałów.

Wiem, że mieszkamy w zimnym kraju, że potrzebujemy innych bodźców i podniet, że inaczej walczymy o przetrwanie. Wiem, że raczej nie zmienię swoich przyzwyczajeń. Ale, jak każdy z nas, tęsknię za takim światem i takim życiem. Dlatego co roku jeżdżę do Grecji – tam mam wszystko, czego poza ludźmi potrzeba mi do szczęścia – morze, biel, błękit, słońce, koty i pomidory.

Przeczytałam gdzieś, że Grecja jest krajem o najniższym odsetku zachorowań na depresję w całej Europie. Na pewno ciepły klimat i piękna przyroda mają tu jakieś znaczenie. Ale badania wykazują, że wiąże się to z tym, że ludzie żyją we wspólnotach, rodziny są wielopokoleniowe, mieszkają razem , a do starców chodzi się po mądrość jak do wyroczni.

Jak tu przeszczepić takie doświadczenia? Wyobrażacie sobie szczęście rodzinne z dziadkami w M3? Ja nie bardzo…. to tak, jak nie wyhodujemy raczej w Polsce słodkiego, greckiego pomidora. Ale serdeczność, bliskość, zaangażowanie, to coś, co niewiele nas kosztuje i co możemy sobie ofiarować niezależnie od klimatu.

Moc serdeczności, Kochani

Magdalena

15 thoughts on “Amore pomidore\ Pomidorove love

  1. Pani Magdo, urlop spędziłam w domu więc choć na chwilę w Pani relacji przeniosłam się tam gdzie nie tylko jest przyjemne słońce ale i POGODZENI ludzie 🙂 a u nas coraz częściej brakuje człowieka w człowieku, widząc zacięte twarze jadące rano do pracy smutno mi ze nikt nie potrafi uśmiechnąć się sam do siebie w duchu a przy okazji do innych mijanych …..
    Dziękuje 🙂

    1. Tak niestety jest często Pani Wiolu, moim sposobem na to jest uśmiechnąć się do kogoś pierwsza – czasem działa;). Pozdrawiam serdecznie
      Magdalena nieboniebo

  2. tak kocham pomidory, że czasem mam wrażenie, iż w moich żyłach płynie pulpa pomidorowa zamiast krwi:) Pomidory, czekolada gorzka, czerwone wino – i nic więcej nie jest mi do szczęścia potrzebne. Pozdrawiam:)

    1. Ja chyba w poprzednim wcieleniu żyłam a Grecji:) Pierwszy raz słyszę o takim codziennym życiu Greków i czuję, że gdybym mogła tam pojechać, to z pewnością nie jeden raz… Proszę przywieźć do nas trochę tamtego klimatu…

      1. Pani Beato, życzę Pani w takim razie pięknych, wielkich greckich wakacji!
        I pozdrawiam bardzo ciepło🌞🌞🌞
        Magdalena nieboniebo

  3. Kalimera:-)Pani Magdo!wie Pani dlaczego czekałam na Pani powrót?po 1)tęsknota za Pani „lekkim klikaniem”..chociaż przyznaję,iż Pani Ania cudnie reprezentowała Was obie (a za Jej przepis „wątróbkowo-malinowy” już rozpoczełam budowę pomnika:-)) po 2)czekałam na greckie relacje…..aaaaaaahhhhhh w miniony piątek wróciłam z Mężem z 15dniowych wczasów z Attyki i do tej pory między prozą popodróżną rozważam nad brakiem równości pomiędzy liczbą dni do przepracowania,a urlopem:-)Pomidorów zjadłam w tym roku zapewne więcej niż ważę, dla pomidorowego soku wstawałam na śniadanie, pomidorami jedzonymi na hotelowej plaży mam poplamioną prawie całą garderobę-dobrze,ze jest ona w tym kraju skąpa:-) Ja mam od paru lat pomysł na zimową namiastkę pomidorów: obieram,blenderuje, przekładam do pojemników po lodach, do niektórych dodaję posiekany czosnek, bazylie, mrożę wakacyjny smak,aby zimą przypomnieć sobie ich smak w kremie, sosie,soku,,,no dobra krwawej M.
    P.S. Mielismy 2 podręczne bagaże:w jednym plecaku książki(które czytaliśmy podczas urlopu), a w drugiej 4 kg pomidorów i 2 kg winogron:-) Szaleństwo:-) Czy Grecja nie jest cudowna?to nasze 6ste wakacje w boskiej Helladzie.Co roku inna wyspa,ale tym razem chcieliśmy zobaczyc Akropol.
    Zyczę szybkiego i bezbolesnego rozpakowania, a Synkowi gratuluję udanego prologu.
    Dominika

    1. Pani Dominiko, dziękuję serdecznie za ten piękny, obszerny komentarz😀💙!
      Plamy z pomidorów na ubraniu…- skąd ja to znam?😂😂😂
      Dziękujemy także za fantastyczny patent! Moja siostra suszy pomidory w piekarniku, są pyszne, muszę wyciągnąć od niej przepis😉. Pozdrawiam serdecznie moją Bratnią Duszę💙💙💙💙
      Magdalena nieboniebo

  4. Magda.. smak i zapach pomidorów to moje dzieciństwo. Mój Tata hodował je w trzech szklarniach, gdzie praktycznie się wychowałam. Jako mała dziewczynka jadłam pomidory prosto z krzaka, na śniadanie, obiad i kolacje. Proste smaki, które kocham do dziś…Wywołałaś piękne wspomnienia. Jak zawsze. Sciskam mocno!

    1. To się nazywa szczęśliwe dzieciństwo Aga😍! Uważam, że nie ma nic pyszniejszego niż białe ( tak, to najbardziej pszenno-glutenowo-niezdrowe;) grubo posmarowane masłem z grubymi, posolonymi plastrami pomidora!!!). Ściskam Cię mocno!
      Magdalena nieboniebo

  5. Biay, grubo ukrojony chleb z maslem i pomidorem ..wiesz, ze to moje ulubione danie? To ma chyba tylko nasz rocznik!:))) To w Wawie idziemy na pomidory, c’nie? :)))**

  6. Ja też uwielbiam pomidory i każdej jesieni robię z nich przetwory.Moje ukochane to bawole serca i lima, uwielbiam ja zwłaszcza z grilla.

  7. Pokrojona bagietka , posmarowana masłem czosnkowym na to drobno pokrojone w kostkę pomidory z cebulą i bazylią.15 min w piekarniku a potem raj na podniebieniu.
    Kocham takie jedzenie!!!

  8. Grecja,raj na ziemi gajów pachnących oliwą. ziołami,pięknej bieli błekitu lazuru i smaku radości szczęsliwych ludzi,tak samo pracujących ciężko,jak w naszym zimnym kraju którego przesto brakuje gorących uśmiechów życzliwoścji i spontanicznoścji dnia codziennoścji.Tak jak wspomniałaś Małgosiu jest to nasze mentalne zwierciadło tutejszoścji,ale jest to na pewno spowodowane nie tylko brakiem słońcaca ale też inną strefą klimatyczną która może kiedyś jak dawniej wróci i do nas gdzieś na przestrzeni wieków pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *