Ciężko mi strasznie wrócić do powakacyjnej rzeczywistości. I ciężko mi przyjąć do wiadomości, że lato się skończyło. 

Bardzo lubię jeden z ostatnich wpisów Ani „A mnie jest szkoda lata” – czuję ten sam smak nostalgii.

Żal mi jasnych  poranków, ciepłych wieczorów, długich dni, kawy w ogrodzie lub choćby kawiarnianym ogródku, no i tego, że mogę chodzić w jednej warstwie ubrania. (Moi znajomi z instagrama wiedzą, że w chłodne dni przeistaczam się w „kobietę-warstwę”. To oznacza, że obowiązkowo noszę podkoszulkę, bluzkę lub koszulę z długim rękawem, na to kardigan, sweter lub pulower i dopiero na to wychodząc zakładam trencz lub kurtkę, a na zdjęcia plenerowe zakładam dodatkowo rajstopy, czasem kalesony, dwie podkoszulki  – jedną z długim, drugą z krótkim rękawem i obowiązkowo bezrękawnik, który zdejmuję przed ujęciem).

Ale gdy już opłaczę ciepłe dni, zieleń, letnie sukienki i sandały; gdy przeżyję pierwszą rozpacz związaną z początkiem roku szkolnego i wszystkim, co się z nim łączy, zaczynam cieszyć się tym, co oferuje mi wrzesień.

Lubię jesień, jej nostalgiczny nastrój, przygotowania do zimy, oswajanie ciemnych wieczorów świecami, litry herbaty, pyszne ciasta z owocami Ani (załapuję się na nie zawsze już na początku września na urodzinach Poli – córeczki Ani, która jak już Wam wcześniej wspominałam, jest moją chrześnicą).

Uwielbiam parki miejskie w słoneczne wrześniowe dni, pierwsze spadające liście, ostre światło jesiennych dni, gdy słońce jest nisko.

Najtrudniejszy dla mnie jest moment przejścia – gdy powietrze staje się ostrzejsze  i czuje się wilgoć i chłód. Chodzę wtedy zmarznięta, skulona, niezadowolona i jakaś taka bezradna. Moja koleżanka stwierdziła ostatnio, że „jesień jest jak czterdziestka – niby wszyscy mówią, że jest tak fajnie, a ty już wiesz, że najlepsze się skończyło”.

No, ale nie mamy żadnego wpływu ani na to, że przychodzi 40-tka, ani na to, że zaczyna się jesień. Trzeba z tym żyć. Ale warto postarać się o możliwie najlepszą jakość tego życia.

Staram się nie pogłębiać jesiennego smutku i zatrzymać pikowanie w dół nastroju. Są trzy rzeczy, które stanowią pierwszą pomoc, gdy łapię jesiennego doła. Pierwsza z nich to muzyka. Jesienią w dobry nastrój wprowadza mnie jazz. Miles Davis, Chet Baker są od zawsze nie do przebicia. Albo Diana Krall i Melody Gardot. Jan Garbarek. Lub muzyka filmowa – poza „Windą na szafot”, „Pożegnanie z Marią”, soundtrack ze „Spragnionych miłości” i „Ostrożnie, pożądanie”. To mój żelazny jesienny zestaw. Ta muzyka mnie pociesza, otula i ogrzewa.

Druga z tych rzeczy to herbata. Czarna, mocna, aromatyczna, konieczne liściasta parzona w czajniczku. W ekstremalnych przypadkach, gdy brak mi energii,  słodzona miodem i zakwaszona sokiem z cytryny albo z dodatkiem suszonych malin i jagód goji. Ale chyba klasyczna, mocna i gorzka jest najlepsza. Herbacie poświęcę kiedyś osobny wpis, bo kocham ją na równi z kawą  – stanowi nieodzowny element mojej codzienności.

A po trzecie… zapachy. Świece zapachowe, olejki i woski – bardzo je lubię. Wiosną i latem mniej się sprawdzają, bo przy otwartych oknach aromat we wnętrzu się nie utrzymuje. Ale gdy tylko zaczyna robić się chłodniej, wypełniam dom zapachami.

Po wielu latach testowania zapachowych świec, kupuję sprawdzone – takie, których zapach pachnie tym, co obiecuje. Najbardziej lubię Parks i Yankee Candle (nie sponsorują tego artykułu, lubię je po prostu) – dość popularne świece, które mimo, że może nie należą do najtańszych na rynku, oferują naprawdę zadowalający stosunek jakości do ceny i szeroką gamę zapachową. Yankee Candles prócz świec mają także woski – zdecydowanie ekonomiczniejsze, które są równie (a może nawet bardziej) intensywne niż świece, a pozwalają na przetestowanie większej ilości zapachów w tej samej cenie. W jesienne dni szczególnie chętnie „odpalam” zapach lawendowy, czerwoną różę, albo bardzo poprawiający nastrój karmelowo słodki zapach pieczonych pianek marshmallows. Gdyby ten opis zapachu dotyczył perfum, z pewnością zaliczyłabym go do tych „otulających”.

Od czasu do czasu pozwalam sobie na szaleństwo i sięgam po zapach z tzw. „wyższej półki”, puszczając z dymem absurdalne pieniądze, ale nigdy nie żałuję – te świece pachną naprawdę intensywnie i starczają na długo.

Lubię także olejki zapachowe, wyszukuję je w różnych sklepach, w butikach wnętrzarskich i na stoiskach zielarskich. Jeśli chodzi o olejki perfumowane, lubię zapach opium i kaszmiru, a z naturalnych zdecydowanie najbardziej lawendę i rozmaryn. Wkrapiam kilka kropli do „kominka”, a właściwie do jego miseczki z wodą podgrzewaną przez świeczkę tealight. Są dostępne „kominki” kamienne i ceramiczne, ale moja przyjaciółka radzi sobie bez nich – po prostu kładzie zwykłą  miseczkę z wodą na podgrzewaczu do herbaty.

Mam też szklaną lampę Berger wymyśloną przed prawie 120 laty przez francuskiego aptekarza, służącą nie tylko do wypełniania wnętrza zapachem, ale także do oczyszczania powietrza. Bardzo je lubię, nafty do tych lamp pachną pięknie i elegancko. Nie stosuję ich jednak tak często jak bym chciała , nie tylko dlatego, że nie są zbyt ekonomiczne – mam jakiegoś pecha do wymiennych knotów, które zużywają mi się strasznie szybko.

Gdy zastosuję wszystkie trzy elementy „pierwszej pomocy” jednocześnie – piję herbatę słuchając muzyki i wdychając aromat świec, przestaję tęsknić za latem i cieszę się tą chwilą, którą daje mi jesień. Oby takich przyjemnych chwil było jak najwięcej – tego życzę sobie i Wam.

Magdalena

16 thoughts on “Oswoić jesień

  1. Dobry wieczór Pani Madziu:-)
    Hm….nie chcąc kopiować swojej wypowiedzi pod świetnym artykułem Pani Ani(serdecznie zapraszam do przeczytania:-)) pozwolę sobie napisać za co kochamy jesień. Bo właściwie to ta jesień jest biedna…dlaczego?bo przychodzi po lecie, wakacjach,urlopach:-)no i zgoła jest krytykowana, że jest, że śmiała przyjść….ba….zawołać dzieci do szkół..no skandal!ale tak, jak Pani pięknie ujęła…powakacyjny egzystencjalny dół mija, szkoła ruszyła i zaczynamy tę jesień troszkę przepraszać. Bo jak pisał Goethe „Przyrodę ogarnia jesień i jesiennie robi się we mnie i wokół mnie”.JA JESIEŃ KOCHAM ZA….
    1)Podczas porządków na działkach ogrodowych powietrze nigdy nie pachnie tak cudnie, jak własnie jesienią.
    2)Wykopki….wspomnienie z dzieciństwa.
    3)Paleta barw…zima biel (przynajmniej tak powinno być), wiosną (zieleń)…a jesienią?coś cudownego…wszystko majestatycznie miesza się na drzewach, żeby z delikatnym szelestem spadać nam na głowy podczas spacerów w parku,lesie.
    4)Kalosze.Kocham swoje piękne kalosze firmy Hunter , które są koloru indygo(zakup akurat tej firmy był ekstrawagancją, ale my kobiety mamy do niej pełne prawo).Uważam,ze jesień należy do kaloszy, albo kalosze do jesieni. A jeszcze jak się połączy kalosze z beretem – prima sort:-)
    5)Indygo. Tego koloru niebo jest tylko jesienią.Ta niebieskość za mgiełką…wiecie o czym mówię prawda?
    6)Ognisko, pieczone ziemniaki, poparzony od nich jęzor i spierzchnięte usta od soli:-)
    7)Plucha,słota,już podgniłe liście,nagie drzewa – ale ja to uwielbiam.Bo uwielbiam książki, herbatę,greckie wino, koc i…..święty spokój:-)
    Dobranoc:-)Dominika

    1. Pani Dominiko,
      Z pewnym opóźnieniem, ale bardzo gorąco dziękujemy za ten komentarz – mógłby spokojnie stanowić cały i bardzo interesujący post:))! Pięknie przywołuje Pani jesienne obrazy, można naprawdę rozkochać się w jesieni! Obie zdecydowanie podzielamy miłość do jesiennych barw, pieczonych kartofli i … kaloszy!:))). Życzymy samych radosnych jesiennych dni!
      Magdalena i Ania nieboniebo

  2. Uwielbiam jesień, ale nie tak bardzo jak lato. Szczególnie lubię powrót do Szkoły. Często jesienią można u nas na wsi z zobaczyć z bliska sarny. Miłego dnia!😘

    1. Jesteś niesamowita i wyjątkowa Wikusiu – myślę, że niewiele jest osób w wieku szkolnym, które lubią wracać do szkoły;). To znaczy, że potrafisz cieszyć się życiem i docenić to, co masz!:)))
      Pozdrawiamy Cię bardzo gorąco!
      Magdalena i Ania nieboniebo

  3. Dorota 8.09.2017r

    nie chcę sie powielac , jesien lubię za to co Pani Dominika a wieczory przy zapalonych swiecach i pyszna szarlotka to jest to. pozdrawiam Dorota

  4. Dołączam się do Pani Dominiki. Kocham jesień we wszystkich jej aspektach. Poza tym zawsze mam takie skojarzenie jesieni z p. Anną Dymną w serialu „Siedlisko”, gdzie grabiła liście w grubym swetrze i ocieplanym bezrękawniku, w ten sposób celebrując codzienność. Warto zmuszać swój organizm do spacerów w każdą pogodę. Poza tym lampy, świece, lampiony, girlandy świetlne, gorąca słodka herbata z cytryną i czytanie, czytanie, czytanie…

    1. A wiecie drogie Panie w jakim ja serialu (filmie) uwielbiam zmieniające się pory roku?..zdecydowanie „Noce i dnie”. Pozdrawiam Pani Joasiu i życzę Wszystkim miłego dnia:-)

      1. To prawda! A skoro jesteśmy w temacie polskiego kina, przypomina mi się scena z ” Jańcia Wodnika”, w której Jańcio siedzi na ławeczce pod domem, a wokół niego zmieniają się pory roku – piękny film, piękna scena i jak na tamte czasy bardzo nowatorska….
        Uściski!
        Magdalena i Ania nieboniebo

    2. Tak, Pani Joanno, zgadzamy się całkowicie! Pamiętam ten obraz… dodam do tego, co Pani napisała zapach dymu z palonych liści, który przenika mgłę – teraz chyba już nie można palić liści, ale takie wspomnienie mam żywo w pamięci…. serdeczności!!!
      Magdalena i Ania nieboniebo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *