W naszym życiu nie wszystko jest cudowne, dzieci nie przynoszą ze szkoły samych piątek, obiady się przypalają, koty załatwiają się nie tam, gdzie trzeba, a my…? No cóż, skłamałabym twierdząc, że albo czytam mądre książki, albo prowadzę rozwijające dyskusje, albo kontempluję rzeczywistość. Czasami robię straszne głupstwa.

Wiem, to niepopularne. Takie wyznania nieczęsto zdarzają się w Internecie, który w dużej mierze służy do budowania własnego wizerunku. Oczywiście wizerunku bez skazy. Z tym większą ekshibicjonistyczną radością, wyznam Wam, jaką byłam ostatnio niemądrą babą 🙂

Gdy po wielu ciemnych deszczowych dniach, w zeszłym tygodniu wreszcie zaświeciło słońce, z największą radością wyciągnęłam z garażu rower i pognałam nim do pracy. Jeżdżę na rowerze często, lubię to, czuję się pewnie, nie mam zachwiań równowagi, nie boję się przejeżdżających obok mnie rowerzystów. Krótko mówiąc ten rodzaj aktywności to dla mnie czysta przyjemność. Jednak gdy dojeżdżałam do pracy, zaczęło mi coś piszczeć w rowerze. Ponieważ jednak nie chciałam się spóźnić, dojechałam z efektami dźwiękowymi i pognałam do swoich obowiązków. Po pracy radośnie wsiadłam na rower i udałam się w stronę domu. Muszę tu zrobić wtręt, że od kilku lat jeżdżę znalezionym u rodziców na strychu Rometem Gazelą. Rower ma pewnie ze trzydzieści lat, ale podszykowany przez mojego męża wygląda stylowo i świetnie sprawdza się w mieście.

Niestety, feralnego dnia piszczał coraz bardziej. Nie przebyłam nawet połowy drogi, gdy dźwięk dobywający się z mojego roweru był głośniejszy od ruchu ulicznego i budził zainteresowanie innych użytkowników ścieżki rowerowej i chodnika. Trochę mnie to zaczęło irytować. Potem złapałam jeszcze większy nerw i jeszcze większy. Nagłą ulgę przyniósł mi genialny pomysł, który w ułamku sekundy zaświtał mi w głowie. Niestety nie dałam sobie nawet sekundy na to, żeby go zweryfikować, od razu przeszłam do wykonania planu. Ponieważ namierzyłam, że pisk wydobywa się z piasty w przednim kole, postanowiłam podczas jazdy, bez zatrzymywania i schodzenia z roweru, wystawić jedną nóżkę i biorąc zamach od boku, kopnąć w źródło pisku. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Niestety, zamiast w piastę trafiłam stopą równo między szprychy. Stopa się kręciła, a ja wykonałam efektowny rzut przez kierownicę! Przedziwne jest to uczucie szoku, kiedy spodziewamy się zgoła innego efektu swoich działań. Dźwigając się ze ścieżki dostrzegłam nieopodal dwóch bezdomnych, którzy z pełnym zafrapowania „Osz kur…” czmychali w krzaki. Żeby było jasne, zupełnie im się nie dziwię, gdybym była bezdomna również nie chciałabym być ciągana np. przez policję, w sprawie jakiejś melepety, która na prostej i pustej drodze wykonuje salto z roweru. Pozbierałam więc swój koszyczek rowerowy, który odleciał z metr dalej, rower, zapewniłam dwoje troskliwych rowerzystów, że nic mi nie jest i ruszyłam do autobusu. Jeszcze wtedy sądziłam, że największym poszkodowanym tej sytuacji, jest rower, w którym pękła szprycha. Ciągnąc lekko lewą nogą i czując pulsujący ból w lewym łokciu dotarłam do autobusu. Pierwszego z dwóch, które miały dowieźć mnie do domu. Kiedy wysiadłam z niego po piętnastu minutach, żeby się przesiąść, zrozumiałam co się dzieje, gdy adrenalina i kortyzol przestają działać. Na szczęście, jak zwykle w sytuacji emergency, mogłam liczyć na mamę, która zgarnęła mnie z przystanku. Rower zgarnął mąż, gdy wrócił z pracy. Reszta opowieści jest już mniej zabawna – tour po szpitalach (w jednym z nich można się łamać tylko między 8 a 14, bo tylko w tych godzinach urzęduje w szpitalu ortopeda), trzy godziny na SOR-ze (wiem, to wcale nie taki zły wynik), złamanie kości promieniowej przy łokciu i stłuczenie kolana, życie z jedną sprawną ręką.

Ateraz ogólne przesłanie – pamiętajcie, każdy, nawet najgenialniejszy pomysł, trzeba poddać pięciosekundowej weryfikacji, szybkiemu wyobrażeniu sobie trzech kroków do przodu, które nastąpią po wdrożeniu planu. W innym wypadku grożą nam salta z efektownym padem na kostkę brukową.

Ania

14 thoughts on “Blondynka na rowerze

  1. Prawdziwe i rzeczywiste Pieknie napisane przezycie🌹 czytalam na jednym dechu i zarazem bylam w danej sytuacji ! «Niemal to jak ja na rowerze « usmialam sie i bardzo przepraszam z tego powodu ale tak zywiolowo napisane !!! zycze szybkiego powrotu do zdrowia 🌸🌸🌸🍁🍁🍁z tej strony Blondynka 🍁

    1. Pani Ewo, bardzo się cieszę, że się Pani śmiała. Ja też się śmieję z tego, co „wykonałam”. Dziękuję za życzenia zdrowia. Czuję się już znacznie lepiej 🙂
      Pozdrawiam, Ania

  2. Dzień dobry Pani Aniu:-) hmm….witam w Klubie Blondynek!oczywiście farbowanych:-)tych z kawałów, z których my własnie Blondynki śmiejemy się najgłośniej:-)..ciekawe dlaczego;-)uważam,ze my Białogłowe mamy fajnie, bo wiadomo, jak każda kobieta zmienną jest, to Blondynka potrafi to skrzętnie wykorzystać. Bo np. ktoś, o coś, za coś nas (mówiąc kolokwialnie, jakże ostatnio modnie) „pojedzie”, a nam się to nie spodoba, ba..mamy gorszy dzień..od razu mamy fryzjerskie prawo powiedzieć..”ale, że niby co?bo blondynką jestem?tak?..a z kolei, jak popełnimy jakąś gafę, lub coś zyskać u płci brzydkiej, to robimy oczy kota ze Shreka…milusim głosem potrafimy powiedzieć „bo wie Pan….no ze mnie taka blondynka jest:-)
    Przeczytałam Pani wpis i postanowiłam poruszyć jeszcze jedną kwestię…Kochani , jak jestescie swiadkiem jakiegoś wypadku, nie odwracajcie głowy, nie bójcie się, jesli nie potraficie pomóc, lub macie opory, biegnijcie po kogoś innego! Pani Aniu, zycze Pani zdrowia, szybkiego powrotu do formy i na rower, uśmiechu i samych złotych, polskich, jesiennych dni! Wszystkie Blondynki i NieBlondynki serdecznie pozdrawiam. DominikaBlondynka…farbowana oczywiście:-)

    1. To prawda „blondynka” jest raczej stereotypowym słowem-wytrychem. A chwilowa bezmyślność zdarza się każdemu niezależnie od koloru włosów, płci, wieku, wyznania i pochodzenia. Pozdrawiam, Ania

  3. Witam Pani Aniu, doskonale panią rozumem , bo wiem jak to jest przelecieć przez kierownice roweru 🙂 u mnie skończyło się to sześcioma szwami na czubku głowy . Jednak to nie zniechęciło mnie do jazdy na rowerze , szczególnie w piękne słoneczne dni. Do pracy niestety mam daleko i jeżdżę samochodem . Życzę szybkiego powrotu do zdrowia i pozdrawiam cieplutko 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *