Są miejsca, do których lubimy wracać mimo, że świat oferuje nam  masę nieznanych atrakcji i kusi nowymi propozycjami.
Są na mapie Polski i na mapach naszych miast punkty, które dobrze i bezpiecznie nam się kojarzą. Przywołują chwile, w których czuliśmy się szczęśliwi, mając obok siebie tych, których kochamy. To szczęście wtedy było czymś oczywistym, było „po prostu” i być może nawet nie wiedzieliśmy, że to właśnie to. Często zastanawiam się nad poczuciem szczęścia. Obserwuję osoby, którym do stanu szczęśliwości wystarcza pełna rodzina, bliskość, stabilizacja i bezpieczeństwo oraz takie, którym wiecznie do szczęścia czegoś brakuje i te, które potrafią wycisnąć krople szczęścia z ochłapów.

Często w wywiadach jestem pytana o to, czy jestem szczęśliwa. To pytanie wywołuje u mnie zakłopotanie, bo z mojego punktu widzenia stan szczęśliwości jako stała nie istnieje. Ale naszym udziałem bywają zdarzenia, które pozwalają iść naprzód, cieszyć się, które otwierają możliwości i dają prawo wyboru. To dużo. Rozpoznając je, doceniając i korzystając z potencjału, który nam oferują możemy osiągać chwile zadowolenia, czy nawet szczęścia. Myślę tak jak napisałam : „chwile”, bo reszta jest wysiłkiem i wieczną konfrontacją, które musimy zaakceptować, a najlepiej polubić, żeby osiągnąć to, co określamy jako „szczyt” (wg mnie łatwiej osiągnąć poczucie „szczęścia”, jeśli dąży się do zdobycia szczytu możliwości niż marzeń, ale warto sięgać wysoko).

Mogę śmiało powiedzieć, że miałam dużo szczęścia w życiu, bo jako dziecko nie doświadczyłam wojny , kataklizmu ani innych traumatycznych przeżyć. Miałam szczęście wychować się w kochającej rodzinie, mieć dostęp do edukacji, miałam rodzeństwo i koleżanki na podwórku, jeździłam na wakacje nad morze i miałam psa. Czy to może wystarczyć do szczęścia? Mnie wystarczało. Czy wystarczy moim dzieciom, które bezskutecznie wiercą mi dziury w brzuchu o smartwatcha i inne gadżety, „bo koledzy w klasie mają” – chciałabym.

Wiem , że kochają i doceniają te chwile, gdy jesteśmy razem, blisko, gdy robimy coś wspólnie, gdy spędzamy czas w miejscu, które wszyscy lubimy. Dlatego np. wolą jeździć na wakacje w to samo miejsce niż odkrywać nowe, dlatego chcą chodzić zawsze do tej samej lodziarni, wracać do tej samej pizzerii i powtarzać różne „nasze” rytuały. Ja wiem dlaczego: bo to jest „nasze”, oswojone, naznaczone naszą szczęśliwą obecnością.

Wychowałam się w czasach siermięgi – paździerza i krempliny, wyrobów czekoladopodobnych i farbowanej oranżadki, dlatego jak każdy dzieciak z mojego pokolenia potrafiłam dostrzec różnicę i docenić wszystko, co miało jakość powyżej standardu. Zachwycał mnie smak mlecznej czekolady Wawel z panoramą Wawelu na opakowaniu i cieniutkim delikatnym sreberkiem. Albo pachnące śliwki w czekoladzie, które nie były łatwo dostępnym produktem. Po czymś takim nie sposób było zaakceptować blok pseudoczekoladowy z kawałkami wafelków. Mama robiła swój blok czekoladowy z mleka w proszku i kakao z orzechami, a tata cierpliwie mieszał mleko skondensowane z cukrem w garnku i robił z niego najpyszniejsze krówki.

Gdy chcieliśmy szczególnie uczcić jakąś okazję, było kilka miejsc w Warszawie, do których chodziliśmy przy okazji urodzin, dnia dziecka, czy zakończenia roku szkolnego.

Najbliżej domu – na rogu Anielewicza i wówczas Marchlewskiego, dziś Jana Pawła II była kawiarnia Jaś i Małgosia. Chodziliśmy tam czasem na lody. Rodzice dostawali do kawy malutkie czekoladki (owinięte w papierek z bukietem kwiatów), które nam oddawali. Raz nawet mama pozwoliła nam napić się zabójczo niezdrowej coca-coli (pamiętam mrożące krew opowieści mamy o tym jak cola rozpuszcza ząbki, ale to mnie nie zrażało!) – to była jedna butelka na spółę, więc z aptekarską dokładnością odmierzałyśmy sprawiedliwie ilość płynu w szklankach.

„Jaś i Małgosia” istnieje do dziś , jestem bardzo wdzięczna obecnym właścicielom, że nie pozbyli się starego neonu i zachowali charakter tego miejsca.

Kolejne miejsce, które pamiętam z dzieciństwa i które mnie wzrusza pielęgnując wspomnienia, to pijalnia czekolady Wedla na rogu ulic Szpitalnej i Górskiego. Tam czekolada była zupełnie inna niż gdziekolwiek indziej, inna niż kakao, które tata robił nam na śniadanie. Była bardzo gęsta i bardzo słodka. Do pijalni Wedla chodziliśmy czasami w niedziele po dziecięcych audycjach w filharmonii (mama protestowała, bo zawsze niesłusznie obawiała się, że nie zjemy potem obiadu). Bardzo lubiłam tam chodzić – to miejsce miało jakiś rodzaj odświętnej galanterii dzięki pięknej stylowej ladzie i meblom z Henrykowa, które w tamtych czasach były synonimem elegancji.

Jeśli nie szliśmy do filharmonii, tylko na „zwykły” spacer na Stare Miasto, w powrotnej drodze zaciągałyśmy tatę do cafe baru Przy Kaśce – chodzi oczywiście o Grubą Kaśkę przy Al. Solidarności (wtedy Świerczewskiego). Tata pił tam kawę z dużego, głośnego i parującego ekspresu, a my naciągałyśmy go na wuzetki. Kilka lat temu zabrałyśmy tam tatę, (nie zjadłyśmy wprawdzie wuzetek;), ekspres też jest już inny, ale duch miejsca był ten sam i (podobnie jak na Szpitalnej u Wedla), bez trudu mogę przenieść się w czasie, zanurzyć w przeszłości i przywołać szczęśliwe chwile. Jest jeszcze jedno miejsce na mapie moich wspomnień, choć fizycznie już nie da się do niego wrócić – dwie duże kawiarnie Hortexu – jedna mieściła się na rogu Koszykowej i Marszałkowskiej, przy pl. Konstytucji, druga na ul. Świętokrzyskiej niedaleko Poczty Głównej. Podawali tam ogromny deser lodowy o nazwie Ambrozja, którego dziś nie dałabym rady pochłonąć – był tak wielki, słodki  i obfity – ale jako dziecko nie miałam z tym problemu.

O rany, po co ja Wam to wszystko piszę?! Nie wiem, czy przewodnik po warszawskich kawiarniach mojego dzieciństwa może Was zainteresować?! Niekoniecznie! Może w ten sposób znajduję odpowiedź na pytanie, skąd moja zgubna słabość do słodyczy?! – Przy okazji też niestety, ale nie to było moim celem.

Chciałam Wam opowiedzieć o chwilach, które budowały we mnie poczucie więzi. Oczywiście było ich więcej – przywołuję te, bo były „świętem”, a poza tym jako osoba pamiętająca słodycze na kartki szczególnie hołubię te chwile, w których miałam dostęp do tego, co rzadkie.

Ale generalnie najważniejsze w tym wszystkim, (choć wtedy o tym nie wiedziałam) nie była uczta słodyczowa, tylko to, że byliśmy razem. Nie śpieszyliśmy się donikąd, nikt nie zaglądał w telefon,  nie był myślami w następnym dniu. Tata zabierał nas na spacer co niedziela – Park Krasińskich, Stare Miasto albo Łazienki. Gdy było zimno, szliśmy do kina. Z mamą za to chodziłyśmy codziennie do piaskownicy i na plac zabaw. Wtedy te chwile były czymś normalnym, codziennym. Było tyyyleee czasu! Ciekawa jestem, czy moi rodzice też mieli poczucie, że czasu jest wystarczająco dużo, czy tak jak my dzisiaj, czuli się jak na sensacyjnym filmie, w którym trzeba rozbroić zegarową bombę? Ja chwilami czuję się zapędzona, wiem, że w dodatku jestem uzależniona od telefonu, ale czas z dziećmi spędzam na 100%, często kosztem ważnych rzeczy, bo to mój priorytet. Żeby była jasność – nie robię tego tylko dla nich – to nie jest jakaś wielka ofiara – bo w równym stopniu robię to dla siebie. Nie muszą to być fajerwerki – czasem wystarczy, że robimy sobie z pledów legowisko na podłodze, przygotowujemy jakieś przekąski, herbatę z miodem i cytryną i zalegamy czytając książki albo gadając. Jesienią okładamy się książkami o Bożym Narodzeniu albo świątecznych wypiekach i planujemy Święta.

Zresztą wspólne pieczenie ciasta to też wielka frajda. To znaczy na początku i na końcu – gdy chłopcy zobaczą, że fabryka ruszyła, idą do swoich zajęć, i co 5 minut przychodzą pytać : ” za ile będzie ciasto”?

To nie musi być często – wystarczy, że raz w tygodniu znajdziemy tych kilka chwil na takie rekreacyjne, intensywne bycie razem. Najważniejsza jest jakość tych chwil, zaangażowanie, a przede wszystkim spokój, którymi je wypełnimy. Jakość – najwyższa z możliwych.

My też wyznaczamy z moimi synami mapę „naszych” miejsc, do których chciałabym, żeby wracali wspomnieniami. Mariensztat, Stare Miasto, Trakt Królewski, Łazienki, Zamek Ujazdowski, Muzeum Narodowe, Muzeum Ziemi… Oczywiście, mamy też swoje ulubione kawiarnie… Ciekawe ile z nich przetrwa kolejne pokolenie?

Magdalena

 

 

17 thoughts on “Moja Warszawa – słodycz dzieciństwa

    1. Dziękuję Wikusiu😍! Bardzo się cieszymy, że czytają nas także takie młode osoby jak Ty♥️♥️♥️
      Magdalena i Ania nieboniebo

  1. Dzień Dobry, Pani Magdaleno, jestem w pracy (mam to szczęście, że mogę sobie pozwolić na chwilę przerwy), ale nie mogłam sobie odmówić przeczytania tego wpisu jak tylko zobaczyłam, że jest o Warszawie. Przepięknie napisany, z miłością wręcz. Ja, nie urodziłam się w Warszawie, nie mieszkam w Warszawie, czego bardzo żałuję pomimo wszelkich krytyk z otoczenia, ale czytając Pani opis, czuję, jakbym to miasto znała niemalże tak samo. Uwielbiam Warszawę, od kilku lat przyjeżdżam tu regularnie, zwiedzam zakątki, zaraziłam swoją „miłością” córkę i właśnie zaczęła tu studiować. Mam teraz do kogo przyjeżdżać a ona, zwiedzając Warszawę, wciąż przysyła mi nowe fotki. Ostatnio była właśnie w kawiarni Jaś i Małgosia:))) Była zachwycona ulicą konstruktorską;) przy której będzie pracować, ja tam jeszcze nie dotarłam, podobnie jak nad Wisłę, którą oblegają Warszawiacy, w co jestem w stanie uwierzyć patrząc na zdjęcia. Nie chcę powiedzieć, że Wam zazdroszczę tej Warszawy, „potrafię wycisnąć krople szczęścia z ochłapów” szczęściem było zwiedzać to miasto przy okazji wizyt lekarskich, badań, w końcu operacji. Myślałam wtedy „Warszawo, chyba mnie nie zawiedziesz”. Nie zawiodła i mam nadzieję, że tak pozostanie. Że moja córka odnajdzie tu swoje miejsce a do mamusi nie będzie musiała przyjeżdżać „po słoiki”:))) Wkrótce będę w Warszawie i koniecznie odwiedzę miejsca, o których Pani pisała. Dzięki za przewodnik! Pozdrawiam serdecznie

    1. Pani Beato, niezmiernie się cieszę z Pani słów, bo Warszawa jest często niesprawiedliwie odbierana przez gości jako brzydka. Rozumiem, że może wydawać się głośna i tłoczna, nad czym oczywiście boleję i z czym w wielu miejscach muszę się zgodzić . Ale ma wiele miejsc pięknych i zacisznych, i pięknieje z roku na rok. Życzę, aby Pani Córka założyła tu szczęśliwy dom i żeby przy kolejnych wizytach Warszawa niezmiennie Panią cieszyła i zachwycała! Pozdrawiamy serdecznie
      Magdalena i Ania nieboniebo

      1. Dziękuję. Jest tyle miejsc, które chciałabym zobaczyć w Warszawie. Tylko czasu wciąż brak, bo sama podróż zajmuje nam ponad dwie godziny. Ostatnio byłam w Wilnie i siłą rzeczy porównywałam oba miasta. Na obydwu widać piętno historii. Mieliśmy wspaniałą panią przewodnik, pomyślałam, że warto by w taki sposób poznać Warszawę. Nie jako centrum handlowe ale jako historyczną stolicę.

        1. Proszę wpisać sobie hasło „spacerkiem po Warszawie” -znajdzie tam Pani dużo propozycji spacerów z przewodnikiem różnymi szlakami i trasami, niektóre są fascynujące. Wiele z nich jest bezpłatnych ( 4free.waw.pl ), są też inne za niewielką opłatą organizowane przez pasjonatów. W ten sposób można poznać wiele ciekawostek i zobaczyć miejsca, w które nie zaglądają turyści wycieczek zorganizowanych. Polecam 💙💙💙
          Do zobaczenia, „na trasie”;)
          Magdalena nieboniebo

          1. Moje ulubione powiedzenie „głupi to ma szczęście” jest może przekorne, ale jak nazwać taką sytuację? Przez przypadek wpadła mi w ręce gazeta z Rossmana z wywiadem z Panią Magdaleną skąd dowiedziałam się o tym blogu. Wpis o mojej ulubionej Warszawie i ta konwersacja, dzięki której już zapisałam się na newsletter o darmowych bądź za niewielkie pieniądze organizowanych spacerach po Stolicy. Ja nie wiem jak to inaczej nazwać:) Aczkolwiek może to jest to temat na kolejny wpis na blogu? Potrafi Pani pisać pięknie, mądrze i „do rzeczy”
            Dziękuję Pani Magdaleno. Do zobaczenia:))

  2. Czuje, ze ten wpis jest specjalnie dla mnie, Madzia :)) Dziekuje Ci za przyblizanie mi Warszawy, ktora kocham..Czuje teraz intensywniej jej zapach i smak..Buziaki i mam nadzieje, do zobaczenia <3

    1. Do zobaczenia w Warszawie, Aga!😍😘 ja uwielbiam Twoje wspomnienia z dzieciństwa na pięknym Pojezierzu Drawskim😉😍😘
      Magdalena nieboniebo

    1. Pani Kamilo, koniecznie trzeba zaspokoić tę tęsknotę! Początek grudnia jest szczególnie piękny, gdy jest rozświetlona – proszę o tym pomyśleć 😘😘😘😍
      Magdalena nieboniebo

  3. Ma Pani dar pieknego opisywania;) czyta sie to genialnie choc nie mam bladego pojecia o wspomnianych miejscach.;) Jednak jak wszyscy doswiadczam chwil ktore uwazam za normalnosc a pozniej z biegiem czasu mysle jaka ta ‚normalnosc’ niezwykla byla.;) Doceniajmy proste chwile,gesty,spotkania bo z tego sklada sie zycie. Dobrej nocy. 😉

    1. Dziękuję Pani Magdaleno😍! Dokładnie to miałam na myśli😉😍
      Proszę nie zrażać się opowieściami o „koszmarnej” Warszawie (słyszałam takie;) i odkryć Jej piękno 😉😍😘😘
      Serdecznie pozdrawiamy
      Magdalena i Ania nieboniebo

      1. Bylam raz na weekendowej objazdowce i bardzo mi sie podobalo, takze absolutnie nie sugeruje sie opowiesciami a raczej wpierw oceniam cos osobiscie😁 planuje kolejny pobyt;) ja zapraszam do Wadowic miasta papieskiego,skad pochodze;) odwiedzaly juz Panie? 😍

  4. Ojej, jaki piękny wpis. Aż się rozmarzyłam. Strasznie podoba mi się to, że pokazuje Pani siebie od strony normalnej i codziennej i udowadnia, że aktorzy, których znamy z telewizji, czy z teatru są takimi samymi ludźmi jak my. Przede wszystkim bardzo podoba mi się Pani podejście do życia i to, że zawsze stara się Pani być pozytywna. Życzę wszystkiego, co najlepsze i pozdrawiam! :*

  5. Pani Magdo, nie widzialam Warszawy 20-dziescia lat. To co teraz zobaczylam oczarowalo mnie. Po Pani artykule zaciekawila mnie Warszawa jeszcze bardziej. Pozdrawiam serdecznie

  6. Piękne wspomnienia z dzieciństwa . Ja tez pamietam jak robiłam dzieciom czekolade i napój pomarańczowy oraz nie wiem czy pamiętacie blok czekoladowy wspominam to z usmiechem na twarzy. Nie znam Warszawy . Urodziłam sie w Krakowie to cudowne miasto zapraszam. Z rodzicami chodziłam na kremówki ( najlepsze w całym Krakowie i okolicy) do Hotelu Cracovia ( dzis zlikwidowany) a pózniej na spacer po Błoniach. Pozdrawiam serdecznie . Dorota

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *