Statystyki nie zostawiają złudzeń, coraz odważniej wpisywane wyznania kobiet, również. Czy warto wracać do tego, co minęło?

Od kilku dni moje znajome na Facebooku tagują swoje wpisy hasłami – jateż i metoo. O co chodzi? Wszystko zaczęło się za oceanem. To tam jedna z kobiet przewała zmowę milczenia i powiedziała głośno o tym, że była molestowana przez znanego producenta filmowego, Harveya Weinsteina. Najpierw nieśmiało, potem coraz liczniej zaczęły do niej dołączać inne aktorki, pracownice wytwórni filmowej, które również były przez niego molestowane. To nie zawsze znaczy: zgwałcone. Czasami „tylko” je dotykał, czasami „tylko” oczekiwał, że będą patrzyły, jak on bierze prysznic, czasami „tylko” znienacka „kradł” całusa. Tak, to wszystko jest molestowanie. Aby dodać siły ofiarom Weinsteina, wiele kobiet na całym świecie zaczęło na Facebooku pisać o swoich doświadczeniach związanych z różnymi nadużyciami, które je spotkały ze strony mężczyzn, a wpisy te były poprzedzone #metoo, w Polsce # jateż. Nagle, na naszych oczach, kobiety zaczęły wychodzić z ukrycia. Niektóre, chcąc dodać siły innym, a nie mając siły, by opisać swoje doświadczenia, pisały tylko #jateż, czasami dzieliły się opowieściami niemal „codziennymi”, o tym, że koledzy opowiadają przy nich świńskie dowcipy i robią głupie aluzje, a czasem opisywały rzeczy, o których czytałam ze ściśniętym sercem. A więc jest nas tak wiele!? Kolejne opowieści uświadamiały mi skalę zjawiska. Choć nie powinnam być tym zdziwiona, bo sama przeżyłam kilka razy coś, czego nie powinnam doświadczyć – ekshibicjonistów w parku, do którego chodziłyśmy biegać na lekcjach wf-u w szkole średniej, onanistę z autobusu, który zaczął robić TO przy mnie, chłopaka w autobusie, który ściągnął przede mną spodnie (to, że był niepełnosprawny umysłowo nie zmniejszyło mojego strachu, a już zupełnie nie usprawiedliwiało braku reakcji innych pasażerów). Tych przykładów mogłabym podać jeszcze kilka. Dlaczego więc zdziwiła mnie skala, ilość tych wpisów? Może dlatego, że myślałam, że to, co mnie spotkało zdarzyło się dlatego, że coś źle zrobiłam? Może bałam się wracać do tamtych zdarzeń? Może po czasie przerobiłam je na zabawne anegdoty, którymi raczyłam znajomych, a wszyscy mieli z nich doskonały ubaw? Nie wiem. Ale teraz jestem tym niezmiernie i dogłębnie poruszona. Czuję, że przez tyle lat byłam robiona w balona, bo w naszej kulturze, po takim zdarzeniu mówi się dziewczynce, żeby nie przesadzała, żeby się cieszyła, że dobrze się skończyło, że mogło być gorzej. Tym, które spotyka to „gorzej” mówi się, że może same sprowokowały, może źle się ubrały, może nie o tej porze chodziły, może nie w tych rejonach, gdzie trzeba. Czy wyobrażacie sobie, że facetowi, którego ktoś pobił i okradł, mówi się, że sam sobie winien, bo trzeba było nie chodzić wieczorem po parku?

Wiem z całym przekonaniem, że do różnych rzeczy, i tych dobrych, i tych złych, potrzebny jest odpowiedni klimat, nastawienie większości ludzi. Ale nastawienie nie tylko deklaratywne, ale takie, które każe im działać, gdy widzą, że coś jest nie w porządku. Pozwalając na głupie żarty, nie reagując na seksualne zaczepki, nie wytykając palcem tych, którzy gwiżdżą na kobiety, odwracając głowę w wielu podobnych sytuacjach, stwarzamy klimat sprzyjający takim działaniom, które są przemocą. I nie dotyczy to tylko kobiet, choć my szczególnie powinnyśmy się wspierać i stawać po swojej stronie. Ale w równie dużym stopniu dotyczy to mężczyzn. Zaryzykuję tu stwierdzenie, że jeśli panowie chcą móc dobrze o sobie myśleć, to nie wystarczy, że sami nie będą molestowali, opowiadali głupich żartów, rechotali z dowcipasów kolegów. Żeby móc powiedzieć o sobie „jestem spoko gość”, muszą umieć reagować, mówić „nie”. Czy jesteśmy na to gotowi? Czy będziemy się wspierać jako kobiety? Czy możemy liczyć na tych mężczyzn, którzy chcą być w porządku? Czy #jateż przejdzie do kategorii facebookowego łańcuszka, czy realnie zmieni coś w naszym życiu, w życiu naszych dzieci? Myślę, że musimy zacząć od siebie. Ja wierzę w takie akcje i wierzę w siłę kobiet. Wierzę też w mężczyzn, bo po prostu chce sądzić, że nas ludzi stać na to, by być porządnymi.

Ania

6 thoughts on “Cienie z przeszłości #jateż

  1. Pani Aniu temat ten to „temat rzeka”. Jesli chcemy zmnienic cos, to musimy sie zmierzyc z koltunstwem, zacofaniem i symbolem „pana i wladcy”. Niestety akurat teraz przy nastawieniu( pozal sie Boze) rzadu to jest orka na ugorze. Ale chwala ludziom, ktorzy podejmuja sie tej walki. Pozdrawiam

    1. Dla mnie najważniejsze jest to, że kobiety się przełamały i zaczęły głośno o tym mówić. I cieszy mnie też to, że jest wielu mężczyzn, którzy nas wspierają. Może się wydawać, że to małe kroki, ale lepsze takie niż nic.
      Pozdrawiamy Magdalena i Ania

  2. Zupełnie apolitycznie ciśnienie mi się podnosi na takie historie. W moim przekonaniu winę zawsze ponosi facet – i ten który działa, i ten który milczy/ignoruje/banalizuje itp. Niestety w grupie pobłażających różnym zboczeniom, zwyrodnieniom i dewiacjom są też kobiety. Podziwiam jednak te Dziewczyny, które po takich doświadczeniach jeszcze walczą, pokazują siłę, choćby taką akcją.

  3. Siła to walka,a co do tego koltuniarstwa i podszczypywania to już nie modny i nie ładny temat.Panowie i Panie jesteśmy dorośli i miejmy żelazne bariery i rązsądek

  4. Dzień dobry Pani Aniu, dziękuję za tak dobry, odważny,potrzebny tekst.Pozdrawiam i poniedziałkowo życzę samych szczęśliwości na cały tydzień. Dominika

  5. Brawo za ten wpis. Zdecydowanie trzeba o tym mowic tylko z glowa tak jak tutaj, a nie zeby byl to dla dziewczyn kolejny powod do dodania selfiaczka z ‚modnym hasztagiem’. Pozdrawiam 😗

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *